Dzieci-marki
Data: 23-02-2006 o godz. 21:00:57
Temat: Kampanie promocyjne


Brytyjczycy coraz cześciej używają słów takich jak Ikea czy Moet. Jednak mają na myśli nie tyle meble czy szampana lecz własne dzieci.

Ostatnie badania wskazują znaczący wzrost obecności znanych marek w rejestrach urodzeń. Obie nazwy, a może już raczej imiona, są tylko przykładami zarysowującego się trendu. Według badań brytyjskiej firmy Bounty, producenta artykułów dzieciecych, w ostatnim roku aż o 20% wzrósł udział imion "niezwykłych".

Aby dać swoim pociechom lepszy start życiowy rodzice chcą stworzyć z nich brand - wyróżnić je. Nie stronią przy tym od tak oryginalnych imion jak Apple czy Chardonnay. Całkowicie świadomie próbują w ten sposób "pozycjonować" swoje dzieci w przyszłości dając im swego rodzaju wartość dodaną. Według klasycznych reguł marketingu taki co-branding czy też transfer wizerunku może sporo zdziałać i pomóc. Niestety istnieje też zawsze ryzyko rozmycia własnego imażu.

Czy imię Ikea będzie przepustką do śmietanki towarzyskiej? Czas pokaże. Zobaczymy też jak same dzieci będą się czuły ze swoim piętnem, przepraszam brandem.

(Na podstawie: Daily Mirror)





Artykuł jest z Szkola Reklamy, WSR
http://www.szkolareklamy.pl

Adres tego artykułu to:
http://www.szkolareklamy.pl/article1303.html