
Wesoło i klamkowo czyli Kazimierz 2004 Data: 07-12-2004 o godz. 12:00:00 Temat: Imprezy WSR
Widzę że nie ma zbyt wielu chętnych do opisania, co przydarzyło się w pięknym deszczowym Kazimierzy podczas integracyjnej wycieczki grup zaocznych i nie tylko.
W związku z tym opiszę wyjazd bowiem byłam tam i z nimi piwko piłam. (Przymuszona przez am, czyli A. Mańkę, czyli andy'ego który odkręcił klamki i dobijał się do pokoju niewiast. To jest wersja Autorki :-D
Po niecałych 3 godzinkach jazdy autokarem udało nam się dotrzeć do zamierzonego celu.
 Autobus czerwony przez ulice Kazimierza mknie
Miły kierowca podwiózł nas niemalże pod same drzwi pensjonatu o rozkosznej nazwie „Pod wianuszkami”. Ponieważ podział na pokoje nastąpił już w autokarze bez większych problemów odnaleźliśmy swoje sypialnie. Niebawem podano nam obiadek i syci oraz wypoczęci udaliśmy się do miasta.
Dzielny Sławek, znawca jakże obcych nam okolic bez problemów poprowadził ocalą nasza 30 osobową grupę ku rynkowi Kazimierza
Nie jest to wielka miejscowość, ale za to przytulna, ciepła i mila dla oka. Ponad jej zabudową na „oblodzonych zboczach” można było dostrzec ruiny XII wiecznego zamku, do których oczywiście udaliśmy się bez zwłocznie. Wszyscy cali i zdrowi zeszliśmy z powrotem na dół i poszliśmy do Muzeum Regionalnego kryjącego w swoich murach bardzo ciekawe ekspozycje.
 Nieznana ręka sprawdza autentyczność dzieła
Następnie rozeszliśmy się w swoje strony i kiedy rozgrzewaliśmy swoje przemarznięte ciałka wszelkimi możliwymi sposobami nasza niezastąpiona kadra w składzie Ania, Sławek, Andrzej sumiennie szukała odpowiedniego miejsca dla wieczornych tańców, hulanek i swawoli. Padło na knajpę „U fryzjera”. Klimat fajny, a obsługa obiecała że będziemy się bawić do ostatniego klienta. Po powrocie do pensjonatu odbyła się prelekcja o reklamie społecznej wygłoszona przez Sławka.
Wysłuchaliśmy jej wszyscy z wielkim zaangażowaniem tym bardziej, że była urozmaicona bardzo ciekawymi filmami reklamowymi.
Po krótkim odpoczynku i posileniu się skromna kolacją wyruszyliśmy do „Fryzjera”.
Ku naszemu oburzeniu, frustracji, zaskoczeniu, zdziwieniu pub był full of people. Do negocjacji z personelem przystąpił Andrzej jednakże jak twierdzi: „Załoga obsługująca była zaskoczona naszymi grzecznymi pretensjami, ba! Zdało mi się ze w ich zdziwieniu czai się nutka ironii i satysfakcji.” Udaliśmy się zatem na rynek w poszukiwaniu bardziej gościnnej knajpki. Odnaleźliśmy przytulne miejsce w którym po złączeniu kilku stołów udało nam się stworzyć integracyjną, niemalże domową atmosferę. Mieliśmy także okazje spróbować trunku opiewanego przez samego Witkacego. „Bomba” bo tak się ów napój nazywał składała się z lanego piwa w kuflu do którego została wrzucona 50 wiśniówki w kieliszku.
 Na własnych kubkach smakowych sprawdzamy, czy Witkacy miał rację
Kolejny etap integracji nastąpił w pensjonacie „Pod wianuszkami” gdzie odbyła się wesoła potańcówka do późnych godzin nocnych. Pobudka była dość nieoczekiwana. Wybuchła tzw. Afera klamkowa w którą byli zamieszani nasi ludzie i (rzekomi) przedstawiciele mediów lokalnych. Atmosfera była gorąca jednak udało nam się dojść do obopólnego załagodzenia konfliktu. Pod koniec całego wyjazdu odbył się "eksperymentalny" (The Day After ;-) wykład o intrygującym tytule „Co maja wspólnego Big Brother i piłka nożna” poprowadzony przez Andrzeja.
Spakowaliśmy się i ogarnęliśmy po imprezowe pokoje, a następnie bezpiecznie cali i zdrowi wróciliśmy autokarem do Warszawy by stamtąd powrócić do swoich ciepłych domów.
|
|
Artykuł jest z Szkola Reklamy, WSR http://www.szkolareklamy.pl
Adres tego artykułu to: http://www.szkolareklamy.pl/article340.html |