"Ja, to lubię, panie, tak cóś z życia wzięte obejrzeć"– od niepamiętnych czasów można jeszcze i tak sformułowane oczekiwania naszych rodaków wobec telewizji usłyszeć. No i rzec by można, że ukoronowaniem, kwintesencją ich gustów tak wyrażanych, jest już dobrze zadomowiony w Polsce gatunek telewizyjny "reality show". Można by rzec, gdyby nie kilka wątpliwości.
Pierwsza bierze się stąd, że nie zawsze wiadomo z jakiego właściwie życia są wzięte programy "reality show". W domyśle: spodziewamy się, że jak coś się wzięło z życia, to pokazuje je "takim, jakie ono jest". Jest bliskie jakiejś prawdzie - albo prawdy tej wyobrażeniu.
Siedzi taka, co najmniej kilkuosobowa, ekipa w pokojach, na naszych oczach, całymi dniami. Czasami ktoś się gdzieś przejdzie, albo, dla wygody, położy.
Dlaczego nikt nie wstaje rano i nie spieszy do pracy? Mamy zbyt duże bezrobocie, argument odpada. Powinna przynajmniej parę godzin dziennie wpatrywać się w ...telewizor i coraz bardziej bezwładna, bierna i obojętna, manipulować pilotem w nadziei, że jakiś program na dłużej przykuje wzrok. Może jednak to ta znikoma część populacji, która
a) telewizji programowo nie ogląda,
b) jest zbyt uboga, aby kupić telewizor.
Podejrzenia tymczasem zostają: tyle osób i żadnego oglądania telewizji? To przynajmniej niech ktoś, w imię faktów statystycznych, zapamiętale gawędzi przez Internet. Też raczej tego nie zobaczymy. To co z nałogami? Przynajmniej raz dziennie ktoś powinien postawić na stole siwuchę, pod stołem ramę browaru, ktoś inny naprędce zakąski zorganizować. Niestety. Nawet z paleniem źle sprawy się mają. Toż każdy wie, że jeśli gdzieś powiedzmy dziesięcioro Polaków zgromadzi się, co najmniej siemioro z nich nieustannie produkuje siną zawiesinę. To można jeszcze względami technicznymi wytłumaczyć: oko kamery jest zdecydowanie źle nastawione do dymów wszelakich ograniczających pole widzenia i przejrzystość obrazu. Poza zadymami na boisku piłkarskim i kłębami dymu po eksplozji samochodu pułapki. Te ostatnie oko kamery rejestruje często, z upodobaniem, chłodno, obiektywnie.
Gdzie kłótnie małżeńskie, rozwody, przemoc w rodzinie? Dlaczego nikt nie chodzi do kościoła, nikt nigdzie nie telefonuje. Nie dostaje broszur reklamowych, nie bierze udziału w konkursach, promocjach?
Wielka afera zrobiła się, kiedy ktoś tam do kogoś za bardzo cholewki smalił. I sprawy posunęły się (rzekomo) za daleko. Czyli w codziennym życiu to wszyscy w celibacie? Co jest takiego wstrząsającego w widoku kogoś pod prysznicem? Chyba tylko to, że statystyczny Polak o wiele rzadziej zażywa kąpieli niż ci z "prawdziwego życia na ekranie", a z dobrodziejstw mydła, kosmetyków itp. korzysta kilkakrotnie mniej w ciągu roku niż np. przeciętny Francuz. Protesty związane z emisją kąpieli pod prysznicem zrozumieć zatem można.
Ale "coś, panie, takie z życia wzięte" jednak się znajdzie. Kładą się ci tzw. normalni, przeciętni ludzie spać. Zasypiają, śpią. Istotnie bez snu się nie da. Budzą się - też normalne. Jakby ktoś się nie obudził, to być może oznaczałoby to zgon podczas snu. Ale śmierć i narodziny to wszak samo życie. Nawet zaryzykować można, że życia naszego istota. Jednakowoż w "reality show" zasadniczo nikt się nie rodzi, zasadniczo też nikt nie umiera.
Na szczęście jednak miejsce jest na – w niektórych wersjach – ździebko podejrzaną rywalizację. Eliminowanie z gry konkurentów, którzy mogą lepsi od nas okazać się np. przez donos i temu podobne. Potem udawanie, że ta decyzja taka trudna była, tak płakać się chce.
No to trochę prawdziwego życia w sumie jednak mamy. Czy z tego (wszystkiego) wynika, że reality shows są np. pomysłem nieudanym? Nigdy w życiu tak bym nie powiedział. Ani lepsze, ani gorsze od telenowel, teleturniejów, telewizyjnych serwisów informacyjnych, "teleteatru", teleaudio lub audiotele. Po prostu inne. Byle nie traktować tej już nie nowości, ale prawdopodobnie bardzo znaczącego punktu w historii telewizji, zbyt poważnie. To znaczy widzieć w tych programach kolejną medialną rozrywkę, kolejną konwencję, następną (z pomocą machiny marketingu) próbę przyciągnięcia masowego audytorium.
Ale właściwie co to jest "reality show"? To już od dawna nie tylko najbardziej znany "Big Brother". Ten gatunek szybko zdobył ogromną publiczność, powstało programów nazywanych "reality show" bardzo wiele. I ciągle kolejne tego typu przedsięwzięcia zapowiadają media.
|