Internet jest globalną wspólnotą, czy „labiryntem labiryntów”? Przestrzenią twórczego dialogu, wymiany informacji i poglądów czy pustynią niekontrolowanych monologów anonimowych indywiduów?
Amerykanin Howard Rheingold , nazywany "guru Internetu", niestrudzenie podkreśla niezwykłość wirtualnych społeczności. Francuz Jean – Luc Nancy odrzuca ten optymizm. Mówi o „śmiertelnej defragmentacji”, pokawałkowaniu i niespójności ludzkiej egzystencji, życia, tożsamości (współczesnego) człowieka.
Patricia Wallace (w znakomitej Psychologii Internetu) zwraca uwagę na fakt, iż „internetowa eksplozja była tak nagła, że nie zdążyliśmy się przyjrzeć nowemu środkowi komunikacji dokładnie i z dystansu”. Biorąc pod uwagę tempo rozwoju Globalnej Pajęczyny być może zawsze tego dystansu będzie nam brakowało.
„Świat zaczyna bardzo wyraźnie dzielić się na nie tylko na tych, którzy posiadają i tych, którzy nie mają dostępu do dóbr. – czytamy w Humaniście w cyberprzestrzeni Wiesława Godzica –Zaczyna dzielić się ponadto na tych, którzy są ‘podłączeni’ na odpowiednią długość fali (...) oraz tych, którzy nie są podłączeni”. Zaś przyszłość należy do tych pierwszych.
W kilku publikacjach od 2000 roku eksponowano informację o tym, że „Internet pozyskał 50 milionów użytkowników w ciągu 4 lat. Na taki sam efekt radio czekało 38 lat, komputer 16 a telewizja lat 13.” Czas biegnie „szybciej” na przełomie stuleci niż 10, 20 lat temu. Tymczasem według niektórych źródeł do 2000 roku połowa mieszkańców naszego globu nigdy nie miała sposobności nawet do skorzystania z telefonu.
Powiększającą się nieprzerwanie przepaść miedzy światem zaawansowanym a „tym gorszym” komentuje w Powłoce kultury Derrick de Kerckove (następca wielkiego Marshalla McLuhana): „znajdujemy się obecnie w potencjalnie wybuchowej sytuacji. Społeczności ludzkie żyjące z różnymi szybkościami wpadają na siebie bez jakiegokolwiek ostrzeżenia czy refleksji. Nie istnieją żadne protokoły, które mogłyby nas przygotować na te zdezorganizowane konfrontacje”.
W pewnym znany dowcipie grupa naukowców skonstruowała superkomputer przechowujący w swej pamięci całą wiedzę ludzkości. Kiedy ukończyli swe zadanie, zadali mu pytanie: Czy Bóg istnieje? A on im odpowiedział: teraz już tak.
Z kolei rosyjski badacz Łuria, co chyba wszyscy wiemy, opisuje przypadek pewnego człowieka, który był w stanie zapamiętać dosłownie wszystko: od niekończących się ciągów cyfr po najdrobniejsze szczegóły obrazów z każdej sytuacji, w której się znalazł. Wbrew pozorom mężczyzna był bardzo nieszczęśliwy, bowiem ów nadmiar informacji uniemożliwiał mu tzw. normalne funkcjonowanie; nie umiał dokonywać wyboru zapamiętanych informacji podług jakiejś sensownej hierarchii wartości, nie mówiąc już o zdolności do analizowania czy interpretacji danych.
Internet bardziej przypomina przypadek opisywany przez Łurię niż ów genialny superkomputer. To dopiero nasza wiedza, inteligencja, kreatywność itp. nadaje znaczenie gromadzonym w Sieci informacjom.
„Sieć jest tak ogromna i rozrasta się w takim tempie – zauważa w Psychologii Internetu Patricia Wallace – że jednostkowe doświadczenie wynikające z kontaktu z nią stanowi zaledwie ułamek doświadczenia zbiorowości. To jeden z powodów, dla których Internet jest tak pociągający: nigdy nie wiadomo, na co natrafimy, gdy klikniemy myszą i zaczniemy penetrować nowe miejsce. Ta wycinkowość doświadczeń może także wpływać na różnorodność opinii na temat wagi sieci w naszym życiu i ogólnie w życiu społeczeństwa. Każdy z nas bywa w innych internetowych niszach, dlatego nasze doświadczenia mogą być przyczyną wyraźnych różnic w poglądach na tę kwestię.”
A co o Internecie powiedzieć możemy my, żyjący w Polsce AD 2004?
|