team building
Była na to szalona moda w Ameryce oraz kilku innych zamerykanizowanych miejscach. Pracownicy byli wywożeni za miasto i z drzewa skakali sobie w ramiona. To się nazywa "team building", czyli integracja zespołu. Nie działa.
Team building należy do metod, które szybko przychodzą i szybko odchodzą. Sprawdzają się przez pewien czas, ale zaraz tracą swój impet.
Kiedyś pracowałem dla Telecom Australia (obecnie Telstra). Pracownicy, skądinąd bardzo sympatyczni, byli zwykłymi urzędnikami i brakowało im cech niezbędnych we współczesnej światowej gospodarce, czyli wiary w siebie oraz asertywności.
Pewnego dnia zamiast niegdyś miłego zespołu zastałem grupę agresywnych junaków i zawadiaków. Co się, do diabła, stało? Właśnie wrócili z kilkudniowego pobytu w buszu, gdzie skakali po drzewach, własnoręcznie przyrządzali jedzenie i nawiązywali więzi. Nawiązywali do tego stopnia, że John i David zostali kumplami od kufla, czyli osiągnęli najwyższy w Australii poziom zażyłości.
Niestety miesiąc później na miejscu gierojów znów zastałem potulnych baranków. A John i David nie odzywali się do siebie.
Porównywanie team buildingu do sportu jest analogią nieprawdziwą. W sporcie zawodnicy są ważniejsi od trenerów i menedżerów. Kto zarabia więcej - gwiazda sportowa czy jej trener? W biznesie to menedżerowie zgarniają kasę, a zawodnicy (że tak ich nazwiemy) są źle opłacani i mało szanowani.
[ Wróć ]
Encyklopedia Marketingu według Jima Rosenfielda Prawa autorskie © przez Szkola Reklamy, WSR - (420 ) |