niedziela u paziulka
samosy - pierogi z ciasta francuskiego smażone na głębokim oleju, z nadzieniem z ziemniaków, groszku, żółtka i sosu sojowego ... + do samosów sosik jogurtowo-miętowy ...
(a jak się skończyło nadzienie, a ciasta zostało - samosy z bananami

)
kantoński kurczak cytrynowy - paseczki przez pół godziny marynowane w sosie sojowym z pierdułkami, obtoczone w mące i smażone na chrupko - podawane z czymś w rodzaju kisielu cytrynowego
ryż smażony po chińsku (wersja bezmięsna

) - długoziarnisty, obficie polewany sosem sojowym i rybnym, z groszkiem, ściętym jajkiem, zezłoconą cebulką i przyprawami
ziemniaki zapiekane w mleku - dokładnie tak jak brzmią.
a na deser fondue czekoladowe
po środku żeliwny kociołek z czterema tabliczkami mlecznej czekolady rozpuszczonej z połową szklanki mleka, każdemu widelczyk do łapy i jazda
- nektarynki, banany, gruszki, melon, pomarańcze i ciasto drożdżowe sprzed pół godziny pokrojone w kostkę

...
do tego cztery winka średniej jakości ... szisza ...
omg ... nie dobrze mi na samo wspomnienie ile zjadłem ...
_________________
k***a ... godzinę pisałem tego posta ...