NEW AGE NADCHODZI!
Tak. To prawda. Halloween swoimi korzeniami nie sięga kultury Indian północnoamerykańskich. Pochodzi z Europy. I jest reliktem, jakże popularnym, cywilizacji celtyckiej.
Od jakiegoś czasu rośnie popularność tzw. kultury celtyckiej. Trochę to dziwi. Tym bardziej, że jej prawdziwi przedstawiciele odeszli w zapomnienie. Ich potomkowie odcinają się od korzeni. W postchrześcijańskim świecie człowiek poszukuje. Okaleczony przez cywilizację techniczną, przez zwyrodniały humanizm rzuca się ku pogaństwu. Ono jest nośne. Jej tzw. duchowość, w tym wypadku, w wydaniu celtyckim kusi i przyzywa swoistą "cepelią". "Cepelia" ta w czasach mediów i stechnicyzowanej cywilizacji elektronicznej przyjmuje różne formy. Flirt z tzw. duchowością celtycką rozpoczyna się najczęściej przez modę na muzykę i taniec. Inicjacja dokonuje się przy słuchaniu takich wykonawców jak
Clannad, Enya, Tri Yann, Loreena McKennit (tą ostatnią i ja bardzo lubię). Popkultura proponuje też treści celtyckie przybrane w formę
powieści fantasy, gier RPG i komiksów.
Mało kto też wie, że Celtowie nie byli wyłącznie tancerzami i śpiewakami, co sugerowałyby dosyć sugestywne przemawiające do wyobraźni obrazy i impresje lansowane przez popkulturę.
Grecki geograf i historyk
Strabon, autor dzieła
Geographika podaje taką anegdotę:"
Celtowie, którzy osiedlili się nad brzegiem Adriatyku, przybyli na spotkanie z Aleksandrem (chodzi o Aleksandra Wielkiego, przyp. moje), aby zaskarbić sobie jego przyjaźń i skorzystać z jego gościnności. Król przyjął ich bardzo serdecznie. Podczas posiłku zapytał ich, czego najbardziej się boją, będąc jednocześnie przekonanym, iż odpowiedzą mu, że to właśnie jego. Oni natomiast powiedzieli, że nie boją się nikogo, obawiają się jedynie, aby nie spadło na nich niebo"(sic!)
Blisko sto lat później Celtowie z Karpat Zachodnich i z rejonu środkowego Dunaju najechali Macedonię i Grecję. Dokonali niewyobrażalnych zniszczeń i wprowadzali terror. Złupili wyrocznię delficką. Oddawali się barbarzyńskim praktykom.
Wiele źródeł greckich i rzymskich poświadcza to, że składali oni ofiary z ludzi. Składali je swoim rozlicznym bóstwom. Było ich ponad 400! Wśród nich była boska triada: [b
]Teutates-Taranis-Esus[/b]. Teutatesowi składano ofiarę z człowieka utopionego w beczce. Taranisowi palono ofiarę w klatce, a Esusowi wieszano ofiarę na drzewie i spuszczano z niej krew.
Ich krwawe rytuały potwierdzają odkrycia archeologiczne. Znane są wizerunki ściętych głów oraz filary z niszami, gdzie przechowywano czaszki (np. dekoracja celtyckiej świątyni w Entremont w płd. Francji);
ossuarium ze ścianami ułożonymi z piszczeli oraz dachem z łopatek (francuska Pikardia, Gurnay); piszczele noszące ślady łamania i wysysania szpiku a także
la charnier (rzeźnia) t.j. budynku z rusztowaniem, na którym powieszono 1000! zdekapitowanych wojowników w pełnym uzbrojeniu.
Celtowie przybijali głowy przeciwników do ścian domó. Trzymali je w skrzyniach. Pokazywali tylko specjalnym gościom. Pili krew, byli kanibalami i odprawiali osobliwe rytuały przy obejmowaniu tronu np. kopulowali z białą klaczą, zarzynali ją a potem kąpali się w ugotowanym z niej rosole.
Dzisiejsze tzw. święto Halloween (ciekawy jestem co jest świętowane?), wraz ze swoją obrzydliwą i odpychającą formą i aurą czerpie pełnymi garściami z rytuałów celtyckiego
danse macabre. Jest w nim zakorzenione.
Święto Halloween wraz ze swoją celtyckim pochodzeniem wydaje się wpisywać w obecną w naszych czasach, głównie w obszarze kultury masowej, modę na ezoterykę i okultyzm. Człowiek, który żyje w obszarze pozbawionego i/lub wypchniętego
sacrum wchodzi w ten obszar. Chrześcijańskie
sacrum wydaje się być nieciekawe. Może chrześcijaństwo, które stawia konkretne wymagania jest dla typowego konsumenta popkultury i mediów elektronicznych czymś nierealnym i mało spektakularnym? Może wydaje się po prostu nudne? Może więcej mają do zaproponowania drudzi, protoplaści naszych domorosłych wróżek, astrologów i wszelkiej maści uzdrawiaczy, homeopatów i operujących na tzw. "energiach" terapeutów. Druidzi, czyli kapłani celtyccy cieszyli się prestiżem. Byli ludźmi sztuk tj.
oes dana. Składali ofiary, celebrowali kult. Byli astronomami, lekarzami, prawnikami, sędziami i poetami. Wiedza ta jednakże nie była egzoteryczna, lecz ezoteryczna. Głosili metempsychozę (reinkarncję, wędrówkę dusz). Druidzi byli "duchowymi" przywódcami. Spajali plemiona i cywilizację celtycką.
Po przybyciu do w V w n.e. świętego Patryka, a w sto lat później w wyniku działalności świętego Kolumbana druidzi wydawali się ustąpić. Wszystkie problematy, z którymi nie radzili sobie pogańscy druidzi oraz strach przed nieuchronnym kataklizmem, pogarda dla ludzkiego życia i krwiożercze praktyki ustąpiły wobec Ewangelii głoszonej przez świętych Patryka i Kolumbana.
W świetle tego wszystkiego nie powinno dziwić, dlaczego Kościół katolicki jest nieprzychylny wobec tego tzw. "święta". Bóg głoszony przez Kościół nie jest bynajmniej bogiem umarłych tak jak celtycki Samhain, lecz Bogiem żywych.
Co do tzw. imprezowego charakteru Halloween, to budzi on we mnie niesmak, a świadomość kiczu i "potworkowatej" atmosfery nie przyciąga, lecz oddala. Zgadzam się z Happy, że może być coś niestosownego w karnawałowej atmosferze Halloween.
1 listopada to paradoksalnie właśnie święto ku czci m.in. świętego Patryka i Kolumbana. A 2 listopada to czas na pamięć o tych, którzy odeszli, ale wciąż są w jakiś sposób obecni. Na tych kilka dni warto o tym pamiętać. To właśnie szczególnie w te dni następuje przenikanie się świata żywych ze światem umarłych. W przestrzeni teocentrycznej granica między doczesnością a wiecznością raczej łączy niż rozdziela te dwa światy.
Ja na szczęście wybieram inne święta i inną formę ich obchodzenia i rezygnuję z przebrania Nosferatu lub Freddiego Krugera. Nie mam też zamiaru chodzić po domach "strasząc" sąsiadów i prosząc o czekoladki (chociaż je bardzo lubię).
Ale to jest już kwestia wyboru. Mój jest taki. I z tego się cieszę.
