Ja byłem wczoraj na przedpremierowym "Miłość w czasach zarazy". Parę zabawnych tekstów oraz fakt, że nikt (chyba) nie usnął, to jedyne zalety tego filmu. Biorąc pod uwagę, że ekranizacje (nawet, jeśli nie są wierne) są ciekawsze od książki, bo mają fabułę w pigułce, nie zazdroszczę tym, którzy czytali.
Z punktu widzenia kinematografii: niezłe zdjęcia i świetna ścieżka dźwiękowa.
_________________
http://www.royalirish.eu