głównie chodzi o to, że dwie ustawy zeszły sie w jednym czasie (by jedno drugiemu nie wadziło
założenie jest, iż człowiek jest istotą "myślącą" i zdolną do - jakiś - czynów: może więc po sobie posprzątać (w słusznej sprawie - a jakże! - "ochoczo")

a pies nie (a już ich właścicielom do tego też się nie garnie ochoczo), dlatego muszą być na smyczy.
Żeby romantycy;) nie musieli tarzać się w pozostałościach "milusińskich" i nie obawiali ataku z ich strony
A właściciele psów burzą się, że ich pociechy na smyczy muszą być uwiązane a kiedyś tak nie było

i za przykład większego absurdu wskazują na seks w parku - bo to niby jest bardziej - beeeeeeeeee, a nie odchody w całym parku, gdzie to już spokojnie usiąść nie można na trawie bez rozeznania terenu (by na minę się nie natknąć) i mówię tu już o zwykłym wylegiwaniu się, przykładowo
*a ludzi przecież zawsze coś gryzie - jak nie się - to kogoś lub coś trza
wsio!

_________________
dzień po dniu
- otrzepuję myśli z liści...
zapadam w sen
- wypatruję - jeźdźców apokalipsy...