Ogłaszam małe głosowanie,która bajka naszego dzieciństwa była bardziej "stylowa i jazzy"gdy chodziło się jeszcze w lajkrach do przedszkola(brrr)z nieodzownym woreczkiem na kapciuszki pod pachą
Z mojego avatara nietrudno się domyślić,dla którego bajkowego bohatera żywię większy sentyment

Dobranocka Wilk iZając...męczyła mnie psychicznie,bo nigdy nie mogłam się doczekać kiedy zło zatriumfuje i Wilk złapie tego głupiego zajączka

Do dzisiaj mi ta trauma została,bo nie umiem bezstresowo podejść do ,jednej z fajniejszych zresztą bajek na kartoonie, czyli do Strusia Pędziwiatra.Dlaczego ten biedny kojot nie może nigdy dopaść tego fatalnego strusia?!

..no może mam trochę zbyt emocjonalny stosunek do sprawy

W każdym razie zawsze wolałam Krecika,bo widać w nim było wybitne przeszkolenie aktorskie-niby nic nie mówił przez całą bajkę,ale minami budował niebywałe napięcie u odbiorców(czyli dzieciaków w lajkrach,ale to zawsze coś)
