Łezka w oku, smutek na twarzach – tak właśnie wyglądał ostatni dzień pobytu w Zakopanem. Wielu z Nas nie chciało wracać do Warszawy po tak miło i sympatycznie spędzonych pięciu dniach w towarzystwie wykładowców WSR. Nic więc dziwnego, że wyjazd został ochrzczony mianem ‘kultowego’.
Impreza była zdecydowanie oryginalna, nietuzinkowa i zorganizowana z ogromnym sercem i dużą wena twórczą.
 fot. Marek "Marqoni" Chądzyński, WSR
Widać, że organizatorom zależało na dobrej atmosferze spędzonej w miłym i inteligentnym towarzystwie.
Wykładowcy co i rusz wymyślali nowe atrakcje, i tak na przykład Sławek Wojtkowski zabrał nas na zwiedzanie zabytków zakopiańskich, spacer po Krupówkach aby ostatecznie usiąść w pubie i mile porozmawiać przy coli i ciastkach. Zabrał nas w góry (uwzględniając stan fizyczny poszczególnych WSR – łowiczów dając do wyboru trasę łatwiejszą i trudniejszą – za co zdecydowanie byliśmy Mu wdzięczni). Wieczorami zaś można było z nim porozmawiać na spokojnie o tematach, które chcieliśmy z nim poruszyć. Małgorzata Bałdowska wiecznie chodziła uśmiechnięta i służyła każdemu pomocą. Mimo, iż przyjechała później i niestety musiała opuścić nas wcześniej pozostawiła po sobie niezatarty ślad dobrej organizacji i zawsze dobrego humoru. Paweł Duma prawie całkowicie poświęcił się dla swoich uczniów, umożliwiając im korzystanie z jego doświadczenia prawie przez cały czas trwania wyjazdu. Biegał po górach z ciężkim plecakiem, tylko po to aby móc porobić zdjęcia nad Czarnym Stawem. Mimo wiecznego zapracowania, wieczorami znajdował czas aby usiąść, napić się piwa i porozmawiać na jakieś luźniejsze tematy. Ostatnim (i chyba najbardziej ‘zakręconym’) wykładowcą towarzyszącym nam na tym wspaniałym wyjeździe był Artur Waczko. Szalał z kamerą dokumentując wszystkie ważne i mniej ważne chwile aby zmontować to potem w film. Zorganizował maraton filmowy, za ekran wykorzystując jakieś stare prześcieradło, byle tylko dało się obejrzeć.
Oprócz tych niewielu atrakcji, o których wspomniałam, była jeszcze moc innych (jak na przykład specjalnie wynajęty dla nas klub) o których tutaj niestety wspomnieć nie mogę – zabrakłoby bowiem miejsca aby opisać wrażenia z nimi związane.
 fot. Marek "Marqoni" Chądzyński, WSR
Sami WSR –owcy wykazali się dużą chęcią integracji. Nie istniały podziały między I i II rokiem. Razem bawiliśmy się na imprezach – zarówno tych ‘obowiązkowych’ jak i tych które sami sobie zorganizowaliśmy. Jedni woleli bawić się w małym gronie, inni organizowali ogóle imprezy w ośrodkach – każdy znalazł coś dla siebie.
Można było pukać do wszystkich pokoi i mieć pewność, iż właściciele na pewno nikogo nie wyproszą a najprawdopodobniej ucieszą się z Naszego widoku. Właśnie ta atmosfera wyróżniała ten wyjazd od wszystkich innych szkolnych wyjazdów jakie w życiu przeżyłam. Nie było istotnym, czy ośrodek jest ładny czy brzydki, czy jedzenie jest smaczne czy nie – ważne było to, że byliśmy razem. Czułam się tam bardzo swobodnie i na luzie i z każdym dniem miałam wrażenie, że tych ludzi ja porostu znam już od dawna.
To są tylko moje wrażenia, czy dla Was ten wyjazd pozostawił podobne wrażenie czy tylko ja tak czuję?
|