
Product Placement: W poszukiwaniu doskonałości
Brief 36/2002
autor: Minika Tokarska Nyga
Autorka jest współpracowniczką firmy Q&A Consulting
Jeśli firma chce podkreślić długi okres swojej obecności na rynku, silne
związki z tradycją, a przez to niezawodność, umiejętność podążania za duchem
czasu, to może sięgnąć po historic placement.
Film „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra” wszedł na ekrany naszych kin w
połowie lipca i niemal od razu pojawiły się wokół niego kontrowersje.
Wszystko z powodu imienia bohaterki. W jednej ze scen szefowa związków
zawodowych robotników budujących pałac Cezara, Idea, w rozmowie z
architektem w charakterystyczny sposób rwie swoją wypowiedź. W odpowiedzi
ten sugeruje, by działaczka poprawiła zasięg. Żart nie spodobał się
przedstawicielom sieci Idea...
Wiadomo, że Plus i Idea otrzymały propozycję product placement, ale obie
sieci ją odrzuciły. — Dziwi mnie, że przedstawiciele Idei zastanawiają się
nad skierowaniem sprawy do sądu, ponieważ to świadczy ewidentnie o tym, że
brak im poczucia humoru. Wydaje mi się, że Idea powinna raczej być nam
wdzięczna za to, że powiązaliśmy ich produkt z największym kinowym hitem
tego lata — powiedział szef SPI Piotr Reisch.
Kwestia braku poczucia humoru Idei jest dyskusyjna (patrz reklamy tej
sieci), lecz faktem jest, że operatorzy nie wykorzystali szansy ulokowania
swoich telefonów w adaptacji komiksu, którego akcja dzieje się w starożytnym
Rzymie. Film skierowany jest głównie do młodej publiczności, a jego
komediowa formuła dodatkowo wpływa na to, że product placement nie byłby tu
anachronizmem, wręcz przeciwnie — zostałby przyjęty pozytywnie.
Świadomość marki — telefonów komórkowych będących w użyciu „od zawsze”, na
pewno znacznie by wzrosła wśród najmłodszych użytkowników, a humorystyczne
przedstawienie na ekranie wpłynęłoby pozytywnie na wizerunek firmy
przyjaznej klientom, gotowej na nowe wyzwania. Niestety, operatorom zabrakło
odwagi, a może właśnie poczucia humoru i tym razem product placement
historyczny (historic placement) nie doszedł do skutku.
Marka starsza od firmy
Jeśli firma chce podkreślać długi okres swojej obecności na rynku, silne
związki z tradycją, a przez to niezawodność, umiejętność podążania za duchem
czasu, to może sięgnąć po historic placement. Polega on na lokowaniu
produktów w filmach, widowiskach teatralnych, literaturze, których akcja
rozgrywa się w odległym historycznie czasie.
Historic placement teoretycznie nie dotyczy pewnych kategorii produktów.
Oczywiście wiele zależy od kreatywności agencji zajmującej się lokowaniem,
ale nie każda marka może „zagrać” w dziewiętnastowiecznym dramacie dziejącym
się w Anglii. Umieszczenie w nim chociażby telefonów komórkowych czy
komputerów byłoby anachronizmem.
Duże możliwości lokowania produktów dają filmy oddające klimat lat 20. i 50.
ubiegłego stulecia. Wówczas obecna już była na rynku większość znanych,
działających dzisiaj firm, dla których takie nawiązanie do tradycji wpływa
bardzo korzystnie na kreowanie wizerunku. Chociaż często wygląd, modele
produktów znacznie odbiegają od obecnie polecanych, to przecież warto
zakomunikować odbiorcy fakt, że nasza firma istnieje i produkuje dla niego
już kilkadziesiąt lat.
— Product placement historyczny jest dla bardziej wtajemniczonych i
świadomych klientów. Nie możemy sugerować widzowi użycia konkretnego
produktu. Tworzymy tylko tło historyczne, dzięki temu budujemy świadomość
marki i często lojalność wobec firmy. Zazwyczaj na ten rodzaj placementu
decydują się firmy o długiej tradycji, bo dzięki jej istnieniu możemy
zapewnić wiarygodność faktograficzną — mówi Jakub Jurkowski, executive
manager w CMC Creative Management Concepts, zajmującej się m.in. lokowaniem
produktów w filmach.
Historic placement z importu
Historic placement na polskim rynku jest jeszcze nowością, gdy tymczasem w
filmach powstających za oceanem ma już od wielu lat swoją ugruntowaną
pozycję. W produkcji z 1987 roku „Parszywa dwunastka III”, którego akcja
rozgrywa się w 1944 roku we Francji, pojawiają się Lucky Strike. Papierosy
towarzyszą amerykańskim żołnierzom w spektakularnej misji uwolnienia
francuskich naukowców z rąk Niemców.
Sieć autobusowa Greyhound z Dallas wykorzystuje product placement, by
zwiększyć rozpoznawalność marki w całych Stanach. Wielokrotnie inwestowała
też w historic placement, np. w „Pleasantville” czy „The Hi-Lo Country”
grają autobusy Greyhound z 1914 roku, kiedy to firma zaczynała przewozić
górników w Minnesocie za 15 centów od kursu.
W kinowym szlagierze Roberta Zemeckisa „Back To The Future” (1985 r.) o
chłopaku, który przenosi się w lata pięćdziesiąte, trudno nie zauważyć
znanych marek. Wehikuł czasu ma logo General Motors, widać stację paliw
Texaco, a w barze proponują Pepsi.
Z kolei w „Tajemnicach Los Angeles” po ulicach amerykańskiego miasta lat
pięćdziesiątych jeżdżą samochody marki Mercury Coupe (wszedł na rynek w 1939
roku).
Witamy w przyszłości
Skoro historic placement dotyczy filmów z naszej bliższej lub dalszej
przeszłości, to jak potraktować lokowanie produktów w kinowych produkcjach,
których akcja wybiega w przyszłość? Ponieważ brak jest odrębnej nazwy na ten
rodzaj placementu, proponuję, by na potrzeby tej publikacji mówić o future
placement. I tutaj przykłady można mnożyć.
Warto wspomnieć chociażby „Back To The Future II”, w którym nieznana
przyszłość wydaje się bardziej swojska, gdy pojawia się Pizza Hut. W
kultowym filmie z 1968 roku „2001: Odyseja kosmiczna” widzimy komputery o
nazwie kojarzącej się z IBM. W „Man in Black II” „gra” Mercedes Benz E500, a
w „Minority Report” (od 28 czerwca na ekranach amerykańskich kin), którego
akcja dzieje się w 2054 roku, Tom Cruise porusza się samochodem Lexus.
Zobaczyć można także m.in. Guinessa, Nokię, lody Ben & Jerrys. Wymowne są
liczby łączone z tym tytułem — aż 25 milionów dolarów ze 102-milionowego
budżetu stanowią wpływy z product placement!
Firmy inwestujące w product placement szybko zorientowały się, że
popularność gatunku science fiction daje możliwość dotarcia do szerokiej
publiczności i przekazania specyficznego komunikatu: Przyszłość należy do
nas. Koncerny samochodowe, producenci telefonów komórkowych, sprzętu
komputerowego starają się kreować wizerunek firm nowoczesnych, ciągle
szukających wybiegających w przyszłość technologii. Future placement pozwala
zakodować w świadomości widza informację, że za pięćdziesiąt, sto lat marki,
które dziś oglądamy, nadal będą liderami na rynku.
W polskim kinie nuda
...chociaż okazji do wykorzystania historic placement było w ostatnim czasie
naprawdę sporo za sprawą mody na superprodukcje. Ubiegłe sezony filmowe
upłynęły przecież pod znakiem „Ogniem i mieczem”, „Pana Tadeusza”,
„Przedwiośnia”, „W pustyni i w puszczy”, by wymienić tylko niektóre tytuły.
Czy w tych historycznych wspominkach nie znalazłoby się miejsce do
ulokowania chociażby browaru z tradycją, winiarni, producenta wędlin itp.?
Product placement nie ogranicza się przecież do eksponowania logo. Jeśli
marka jest dobrze znana na rynku, to można pokusić się o granie samymi
barwami charakterystycznymi dla znaku firmowego lub kształtami logotypu.
Historic placement w takiej postaci byłby bardziej naturalny, a widzowie
zostaliby wciągnięci do zabawy w skojarzenia. Ten rodzaj placementu wymaga
szczególnego wyczucia i pomysłowości, jednocześnie jest wyzwaniem dla
specjalizującej się w tym agencji.
Mówiąc o historic placement po polsku nie sposób nie wspomnieć filmu „Złoto
dezerterów” (przypomnę, że akcja dzieje się podczas drugiej wojny
światowej), w którym dzielni polscy żołnierze sięgają po ożywczy napój i z
radością na ustach wykrzykują slogan: „No to Hoop!”. Tak zrealizowany
product placement zapewne skutecznie wystraszył niejedną firmę
zainteresowaną lokowaniem marek w filmach.
Czas „Hanemanna”
Gdy dwa lata temu zetknęłam się z powieścią „Hanemann” Stefana Chwina,
jeszcze nie wiedziałam, że napiszę o niej przy okazji product placement. Już
wtedy jednak moją uwagę zwróciło bogactwo pojawiających się tam marek i nazw
firm. Większość to nieznane mi marki niemieckie, ale niektóre są na rynku do
dziś.
Filmową adaptację książki Chwina zapowiedziała właśnie Agnieszka Holland.
Planowany termin rozpoczęcia zdjęć to marzec 2003, a premiery można
spodziewać się pod koniec tego samego roku. Akcja powieści rozgrywa się w
Gdańsku tuż przed wybuchem wojny i po jej zakończeniu. W mieście naznaczonym
wielością tradycji, języków, wyznań, przenikania się różnych kultur.
„Hanemann” pokazuje upadek tego barwnego świata wraz z wybuchem drugiej
wojny światowej i nastanie nowego Gdańska wyłącznie polskiego. Tytułowy
bohater to niemiecki profesor anatomii, którego ukochana ginie w katastrofie
wycieczkowego statku Stern.
Czekając z niecierpliwością na premierę można pokusić się, by na podstawie
lektury powieści i gotowego scenariusza przedstawić listę produktów, które
jako historic placement mogłyby zaistnieć na ekranie. Jak już wspomniałam,
powieść naszpikowana jest setkami rekwizytów, które autor opisał z
charakterystyczną dla siebie starannością. „O ósmej czarny daimler-benz
zatrzymywał się przed wejściem do Instytutu...” — pierwsza strona tekstu i
pierwszy możliwy historic placement. Marka ta pojawia się jeszcze
kilkakrotnie.
Czarnym daimlerem jeździł profesor Hanemann. Auto jest symbolem luksusu,
towaru dostępnego tylko dla wybranych. Miło byłoby zobaczyć na ekranie
właśnie wczesny model Mercedesa, co zapewniłoby zgodność z oryginałem.
Szczególną pozycję wśród pojawiających się w książce przedmiotów, co sądząc
po scenariuszu zostanie również przeniesione na ekran, ma porcelana. Pojawia
się ona niezliczoną ilość razy. Autor ze szczególną pieczołowitością
opisywał filiżanki, które zawsze stanowiły skarbnice wspomnień, były czymś
wyjątkowym dla ich właścicieli. Te porcelanowe arcydzieła, dzięki ręcznej
robocie, miały „duszę”, której zostały pozbawione przedmioty codziennego
użytku wykonywane po wojnie na masową skalę. Scenariusz wskazuje na to, że
akcja filmu rozpoczyna się właśnie w fabryce porcelany. Jej niemiecka nazwa
nic już nam dziś nie mówi, ale ekskluzywną porcelanę Rosenthal zna każdy...
Uwagę zwraca również Eduscho, marka kawy, która nadal jest obecna na rynku.
Kawa pojawia się w tekście wiele razy, podobnie zresztą, jak wino, co
zapewnia bardzo naturalną ekspozycję produktu. Swoje miejsce w tekście
znalazły także nierdzewne noże Gerlach. Przedmiot, do którego główny bohater
jest szczególnie przywiązany, to aparat fotograficzny. Dzięki niemu ocalały
zdjęcia Luizy, które Hanemann robił podczas ich ostatniego spotkania.
Wśród mnóstwa przedmiotów wskazać można jeszcze chociażby walizki — stały
atrybut wciąż przemieszczających się ludzi. Te luksusowe należały do
opuszczających Gdańsk Niemców oraz bogatszych Polaków.
Rozmowy w związku z historic placement w „Hanemannie” prowadzi CMC Creative
Management Concepts. Wiadomo, że budżet całej produkcji to 5 mln USD.
Dochody z ewentualnego lokowania marek będą służyć jego wsparciu, ale przede
wszystkim będą pełnić rolę niezbędnych do oddania specyficznego klimatu tego
czasu rekwizytów. Być może właśnie „Hanemenn” okaże się krokiem w przyszłość
w historii polskiego placementu.
(Dziękuję Panu Jakubowi Jurkowskiemu z CMC Creative Management Concepts
za materiały udostępnione na potrzeby tekstu)
|
|