
Żubr z pianką na pysku
POLITYKA, NR 20/2004 (2452)
autor: Krystyna Lubelska
Nowa sztuka reklamy, czyli jak się dziś kusi konsumenta
Konsumenci coraz mniej uwagi zwracają na reklamy. Agencje dwoją się i troją,
żeby Polaków nimi na nowo zainteresować. Jak to się robi?
Recesja gospodarcza sprawiła, że konsumenci uodpornili się na czar reklamy,
w zamian za to pokochali wszelkie rabaty, wyprzedaże, obniżki. W rezultacie
większość billboardów przyciąga klientelę przekreśloną ceną, a gros
telewizyjnych spotów kładzie nacisk na fakt, że produkt potaniał albo jest
go więcej, albo można dostać dwa za cenę jednego itp. Natłok tego rodzaju
reklamowej produkcji sprawia, że nawet dobra – a przecież taka nieustannie
się pojawia – jakość promocyjnego przekazu, jego zalety informacyjne,
estetyczne czy inteligentne przesłanie słowne często umykają publiczności.
Konkursy twórczości reklamowej, jak ten zorganizowany ostatnio przez Klub
Twórców Reklamy, a więc samo środowisko, mają profesjonalistom wskazywać
kierunki, w których warto się rozwijać, a szerokiej publiczności zwracać
uwagę na to, co w reklamie dobre, nowe i ciekawe. – Reklama stała się
częścią otoczenia, w którym żyjemy – mówi prezes KTR Kot Przybora. – Zależy
nam na tym, żeby była coraz lepsza. Z siedmiuset prac, które wpłynęły na
konkurs, wartych zauważenia było kilkadziesiąt, ale są to reklamy ze
światowej półki.
Reklama, oprócz tego, że stara się sprzedać produkt, często jako pierwsza
odczarowuje uprzedzenia, wyraziście opisuje obyczaje, przełamuje stereotypy.
Ludzie piękni i zadbani byli do niedawna standardem w reklamie. Od pewnego
czasu jednak w spotach i na reklamowych zdjęciach zaczęły się pojawiać osoby
z życia wzięte, mało mające wspólnego z Barbie i Kenem, a także starsze (nie
tylko w reklamach leków, ale przede wszystkim samochodów, kosmetyków, a
nawet telefonów komórkowych), najczęściej nieźle sytuowane, kompetentne i
nowoczesne. Oczywiście, ta zmiana wizerunku nie jest całkowicie
bezinteresowna. Społeczeństwo się starzeje, trzeba więc wykonać ukłon w
stronę tych, którzy zazwyczaj mają więcej pieniędzy niż młodzi i mają ochotę
je wydawać. Jak wykazują badania, w zachodnich społeczeństwach jeszcze
dziadkowie troszczyli się o to, aby zostawić swojemu potomstwu jak
największe dziedzictwo, dzisiejsi rodzice dorastających dzieci z
przyjemnością uszczuplają rodzinne dobra dla zaspokojenia własnych potrzeb.
Mężczyzna, który prowadzi Toyotę Avensis, zapewniającą „niezwykłe doznania”,
może być ojcem rodziny, nie przeszkadza mu to jednak mknąć luksusowym
samochodem z piękną kobietą u boku. W Konkursie KTR nagrodzono jednak
bardziej politycznie poprawną reklamę Avensis pod tytułem „Ptyś” – mały
chłopiec po zjedzeniu ciastka chce wytrzeć ręce, ale nie ma nawet odwagi
dotknąć wspaniałego wnętrza samochodu.
Reklama zaczęła też dostrzegać ludzi dotąd pomijanych – autystyczne dzieci,
osoby niepełnosprawne, chore na depresję. Niezwykle konsekwentna, zarówno
prasowa jak i telewizyjna, kampania Integracja pokazywała osoby dotknięte
różnymi formami kalectwa pod wspólnymi hasłami: „Czy rzeczywiście jesteśmy
inni?” oraz „Dlaczego traktujesz nas inaczej?”. Oto pirat drogowy zajeżdża
drogę. Zdenerwowany kierowca dogania go i ma zamiar mu nawymyślać, kiedy
jednak okazuje się, że ma do czynienia z człowiekiem niepełnosprawnym,
łagodnieje. Kiedy agencja otrzymała zlecenie na realizację tej kampanii
społecznej, najtrudniej było znaleźć do niej klucz – przyznaje dyrektor
kreatywny Darek Zatorski. Sprawę ułatwili sami niepełnosprawni, którzy
wprost wyznawali, że w kontaktach z innymi ludźmi najbardziej irytuje ich
upupiająca litość i taryfa ulgowa, jaką z góry od nich otrzymują.
Wśród kampanii społecznych znalazła się też doskonała w swojej zwięzłości i
wywołująca wstrząsające wrażenie kampania przeciw przemytowi egzotycznych
zwierząt. Upychane na siłę do skrzyni pluszowe zwierzęta protestują tylko
piskiem, ale ten dźwięk na długo pozostaje w uszach. Jednak fakt, że wśród
prac nominowanych do nagród znalazło się w sumie kilkanaście kampanii
społecznych, wywołuje pewien niepokój środowiska. – Dla mnie oznacza to, że
sfrustrowani brakiem pieniędzy na rynku kreatywni musieli przerzucić swój
potencjał artystyczny i intelektualny na sprzedawanie idei, a nie produktów
– mówi Michał Nowosielski, dyrektor kreatywny, juror konkursu.
Wydaje się jednak, że w naszym mało wrażliwym na reklamę społeczeństwie
kampanie społeczne mają – niekoniecznie docenianą – dodatkową wartość.
Pozwalają na spokojną refleksję nad tym, czym jest promocyjne przesłanie,
pozwalają bez żadnych uprzedzeń docenić trafność pomysłu, metaforę, udany
skrót myślowy.
Kariery wielu polskich firm rozwijają się błyskawicznie i kończą się mniej
lub bardziej spektakularnym upadkiem. Tym uważniej więc warto przyjrzeć się
reklamom, które z długoletniej tradycji krajowego biznesu czynią promocyjny
chwyt. Oto dwaj mężczyźni w łazience. Pierwszy w typie austro-węgierskiego
junaka, drugi całkiem współczesny. Obaj przeglądają się, tyle że nie w
lustrze. „Od 120 lat tworzymy kafelki, od których nie sposób oderwać oczu” –
słychać hasło. Tak reklamuje się Opoczno, o którym mało kto chyba wiedział,
że ma aż tak długą historię. Podobnie jest z piwem Tyskim. Twórcy tej
niezwykle udanej kampanii postanowili udowodnić, że przy browarach tyskich
reszta świata chodzi do przedszkola. Napoleon na wyspę św. Heleny trafił w
186 lat po ich otwarciu, a zanim Edison wymyślił żarówkę, one już istniały
od 250 lat. Pomysł na Tyskie wymagał nie lada wyobraźni. Ani nazwa tego piwa
nie jest zbyt pociągająca, ani nie pochodzi ono z regionu, który kojarzy się
z ekologicznie czystym krajobrazem, trzeba więc było poszukać innych
pozytywnych skojarzeń. Dlatego Tyskie niesłusznie zostało pominięte na
liście laureatów. Czasem zdarza się jednak i tak, że samo środowisko, stale
poszukując coraz bardziej wyrafinowanych technik reklamowych, zapomina o
przebojowej sile pomysłu. A tak naprawdę to właśnie trafiony pomysł ma
największą siłę przekonywania, a gdy jeszcze wpisany jest w kontekst
społeczny, w oczekiwania ludzi, w tradycję albo nowy obyczaj – ma już na
wejściu szansę uczynić reklamę lubianą. A właśnie osiągnięcie statusu
„reklamy lubianej” to szczyt, do którego dążą autorzy każdej kampanii.
– Zawsze chodzi o to, żeby spot czy ogłoszenie maksymalnie uprościć – mówi
juror Dariusz Rzontkowski. – Ich treść powinna trafiać do konsumentów w
mgnieniu oka, bez zbędnego zastanawiania się nad sensem tego co widzą,
słyszą, czytają. Na szczęście w polskiej reklamie ciągle nie brakuje i
takich pomysłów. O tym, że „Żubr występuje w puszczy”, wszyscy mniej więcej
wiedzą, jednak że żubrzym zwyczajem nuci sobie melodię z filmu „Prawo i
pięść” – to całkiem coś nowego. Reklama piwa Żubr nie pozostawia
wątpliwości, że władcy Puszczy Białowieskiej spróbowali tego pienistego
napoju i wprawił ich on w miły poobiedni nastrój. Skoro tak – taka refleksja
mimo woli przychodzi do głowy – to i domowi władcy mogą pójść ich śladem.
Reklama najlepiej chyba trafia do odbiorców, gdy jej nawet najbardziej
niezwykła i nieoczekiwana koncepcja odwołuje się do codziennych zachowań lub
obyczajów. Oto kompletnie pusta autostrada (w innym spocie kampanii Netii
także pusty pociąg), po której fruwa plastikowa torebka (skojarzenie z
„American Beauty”?) i hasło: „Nie wyjeżdżaj, załatw interesy przez telefon”.
Ta reklama to nie tylko apel do zabieganych biznesmenów, ale i przypomnienie
pewnej filozofii życia: wyluzuj, daj sobie trochę czasu. Świetny pomysł
zawiera reklama Lotto z wymienianiem różnych liczb (50 lat razem, 7 miesiąc
itp.), wykorzystujący skłonność graczy do obstawiania zakładów wedle dat
urodzin, szczęśliwych cyfr czy liczby lat. Albo jeszcze inny, całkiem
zaskakujący, wykorzystany w reklamie biura podróży Triada, gdy w egzotycznym
krajobrazie egzotyczny mężczyzna na widok egzotycznej kobiety zaczyna
śpiewać: „Szła dzieweczka”.
Czasem wystarczy zdjęcie, żeby wywołać dreszcz emocji. Oto roztrzaskany
arbuz – w kampanii ostrzegającej przed wypadkami z udziałem dzieci. Albo
frywolne skojarzenia jak w drukowanym reklamowym cyklu Durexu, po prostu
przedstawiającym owoce. A niekiedy, jak w przypadku reklamy taniego kredytu
mieszkaniowego PKO SA, gdzie pojawia się piękna willa, można się gorzko
uśmiechnąć słysząc pytanie: Myślisz, że skąd wziął na ten dom? Reklama
bowiem nie zawsze odtwarza obraz rodaka poczciwego, często choć dyskretnie
punktuje także jego wady.
Świat reklamy staje się coraz mniej jednorodny, łączy ze sobą różne
kategorie, dziedziny i techniki. Anons prasowy proszku Ariel: do kieszeni
widocznej na obrazku nieskazitelnie błękitnej koszuli przypięta jest mała
torebeczka ketchupu. Propozycja jest prosta, przetestuj skuteczność proszku
na swojej własnej koszuli, plamiąc ją przedtem pomidorowym sosem. Coraz
częściej konsumenci spotykają się też z reklamą tzw. innowacyjną, która nie
tylko przenika do naszego życia w różnych nieoczekiwanych sytuacjach, ale od
jej twórców wymaga pomysłowości złotej rączki. W lutym i marcu tego roku
swoją kampanię zewnętrzną miał szampon przeciwłupieżowy Head and Shoulders.
Na billboardach widniała butelka szamponu i napis: „Tu nie może sypać”. I
rzeczywiście, mimo śniegu, pod samymi tablicami zieleniła się trawa, bo
rozłożono pod nimi specjalne maty grzewcze. Podobnie innowacyjną techniką
popisali się twórcy kampanii Blend-a-med. White Strips, czyli pasków
wybielających zęby. Na wybranych jezdniach odbyła się akcja malowania pasów,
najpierw jednego, a po siedmiu dniach, zgodnie z przepisem użycia specyfiku,
pobielono wszystkie.
Przegląd prac, które wpłynęły na Konkurs Klubu Twórców Reklamy, pokazuje
też, że w polskiej reklamie znacznie mniejszą rolę niż jeszcze do niedawna
odgrywa seks, a także seksizm (gospodynie domowe i macho w odwrocie).
Obecnie stawia się na równość płci (z lekkim wskazaniem na kobiety),
braterstwo (również między płciami), wolność wyboru (żadnej nachalności w
stylu: musisz to mieć) i dobry nastrój. Z tymi zasadami, przynajmniej w
reklamie made in Poland, wstąpiliśmy do Unii.
|
|