
Futbol wagi państwowej
BUSINESSMAN MAGAZINE 2002-10-16
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich
bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians".
Od zakończenia mundialu minęło już trochę czasu, możemy się więc spokojnie przyjrzeć niebezpiecznym związkom między sportem a nacjonalizmem.Przykłady zachowania tłumu i dane dotyczące oglądalności przekonały mnie, że futbol stał się silnym wyrazicielem narodowej dumy. Tożsamość jest tak samo niezbędna do życia jak tlen.
Można by napisać, że entuzjastyczne, a wręcz szowinistyczne kibicowanie narodowej drużynie piłkarskiej pokazuje rosnące poczucie bezsilności i anonimowości w szybko zmieniającym się świecie. Wszyscy chcemy się identyfikować z czymś lub kimś znaczącym, a jeżeli nie możemy tego znaleźć w naszym osobistym życiu, to szukamy na zewnątrz. Tożsamość jest tak samo niezbędna do życia jak tlen.
Wydaje się, że sami piłkarze postrzegają to w podobny sposób. Oliver Kahn, kapitan i bramkarz reprezentacji Niemiec na mistrzostwach świata, po przegranym finale z Brazylią powiedział: "W tym wszystkim chodzi nie tylko o klub, ale o cały naród. Kiedy po powrocie do domu widzisz entuzjazm milionów, zdajesz sobie sprawę, jak wysoka jest stawka".
To nie była odosobniona uwaga. Czung Mong Dzoon, dzięki któremu współorganizację mistrzostw świata powierzono właśnie Korei, po udanym występie koreańskiej reprezentacji stwierdził: "Odkryliśmy w naszych ludziach poczucie jedności. Pokazali, że są wolni, dojrzali, że są obywatelami świata". Argumentacja bardzo górnolotna, lecz wygląda na to, że właśnie o to chodzi we współczesnej piłce.
Sukces w meczu z Włochami Koreańczycy zawdzięczają szczególnie jednemu piłkarzowi - Ahn Jung Hwanowi, który podczas mundialu był graczem włoskiego klubu Perugia. Po tym spotkaniu prezes Perugii Luciano Gaucci powiedział: "Ahn nigdy więcej nie zagra w Perugii, nie przedłużę mu kontraktu, gdyż na to nie zasłużył, oczerniając włoską piłkę". Włosi nie są zbytnimi nacjonalistami, lecz na pewno nie potrafią przegrywać. Tuż po porażce sfrustrowani kibice wysłali zarządowi FIFA 400 tys. przesyłek z groźbami. Koreański menedżer piłkarza zareagował przytomnie: "Nigdy nie myśleliśmy o przedłużeniu kontraktu z Perugią, która uznała Ahna za wroga tylko dlatego, że strzelił Włochom gola".
Najdziwniejszą rzeczą w tej całej nacjonalistycznej zabawie wokół mistrzostw świata jest to, że rzeczywistość często odbiega od ideału. W drużynie Francji, na przykład, każdy reprezentant posiada francuski paszport, lecz zespół niekoniecznie wygląda i zachowuje się jak prawdziwi Francuzi.
To zjawisko występuje oczywiście w innych międzynarodowych zawodach sportowych, np. w ostatnich Mistrzostwach Europy w Lekkiej Atletyce. W niektórych konkurencjach Francję reprezentowali wyłącznie czarnoskórzy sportowcy, a wszyscy brytyjscy uczestnicy pochodzili z Karaibów. To zmusza do refleksji, za kogo kibice tak naprawdę trzymają kciuki. Różnice kulturowe były także widoczne przy organizacji ostatniego mundialu. Podobne na pierwszy rzut oka (dla Europejczyka) kraje - Japonia i Korea Płd. - bardzo różnią się pod względem obyczajów i protokołu.
Zastanawiam się, co mieszkańcy himalajskiego królestwa Bhutanu (800 tys. mieszkańców) czy karaibskiej wyspy Montserrat (7,5 tys. ludzi) myślą o całym tym nacjonalistycznym zamieszaniu wokół Pucharu Świata. Reprezentacje tych dwóch krajów zmierzyły się z sobą tuż przed finałami, w meczu, który miał zadecydować, która reprezentacja znajdzie się na... ostatnim miejscu w światowym rankingu. Mecz rozegrano w Bhutanie, gdyż na Montserrat jedyny stadion spełniający międzynarodowe kryteria parę lat temu zniszczył wybuch wulkanu. Mieszkańcy wyspy mogą być dumni z siedmiu czynnych wulkanów - czyli jednego wulkanu na 1000 mieszkańców!
Ale ostatnie słowo należy do wielkiego Ronaldo: "To wspaniałe uczucie być Brazylijczykiem". Niestety, jak wynika z ostatnich doniesień z Brazylii, to uczucie nie trwało zbyt długo...
|
|