Na podbój sąsiada
BUSINESSMAN MAGAZINE 2001-10-18
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians".

"Przyszłość gospodarki leży w małych i średnich przedsiębiorstwach" - powtarzają bez końca rządy państw UE. Prawda ta jest tak oczywista jak to, że w przyrodzie wzrost zaczyna się od korzeni.

Niestety, rządy państw UE nie potrafią wykorzystać całego potencjału tkwiącego w małych i średnich firmach. Zmniejszenie obciążeń biurokratycznych i fiskalnych bardzo by im pomogło, lecz klucz do sukcesu MSP leży nie tylko w odgórnych regulacjach, ale przede wszystkim w codziennych staraniach ich zarządów.

W tym miejscu należy się wyjaśnienie. Według definicji obowiązującej w Unii Europejskiej, do sektora MSP zalicza się firmy, które spełniają trzy podstawowe kryteria: zatrudniają nie więcej niż 250 pracowników, ich roczne obroty nie przekraczają 40 mln euro i nie więcej niż 25% głosów na walnym zgromadzeniu znajduje się w rękach akcjonariuszy spoza sektora MSP.

Większość małych i średnich przedsiębiorstw w UE działa na rodzimych rynkach. Wydaje się, że obowiązuje wśród nich zasada niewchodzenia na rynek sąsiada. Zaczęło się to zmieniać, choć powoli, dopiero wraz z wprowadzeniem zasad jednolitego rynku w 1992 r. Wspólna waluta euro, która zacznie obowiązywać od początku 2002 r. w większości krajów Unii, z pewnością przyspieszy ten proces.

Jak menedżerowie zarządzający małymi i średnimi przedsiębiorstwami mogą pokonać tę barierę i spróbować wejść na zagraniczne rynki? Częściową odpowiedź na to pytanie znajdziemy po analizie rezultatów badań przeprowadzonych wśród małych i średnich firm w Belgii. Tradycyjnie jest to kraj z mocno zdywersyfikowanym sektorem produkcyjnym, nastawionym na eksport i otwartym na import obcych towarów.

Badaniem, przeprowadzonym na zlecenie Belgijskiej Federacji Przemysłowców wspólnie z firmą konsultingową Bain&Co, objęto 1000 firm w Belgii oraz dodatkowo małe i średnie przedsiębiorstwa w Finlandii, Szwecji i Szwajcarii - krajach o dobrze rozwiniętym sektorze MSP. Na podstawie rezultatów wyodrębniono trzy najważniejsze warunki rozwoju firm: determinację kadry menedżerskiej i jej kompetencje oraz potencjał inwestycyjny. Na pierwszy rzut oka nic nowego. Problem polega na tym, że tylko 14% przebadanych przedsiębiorstw w Belgii spełnia wszystkie trzy warunki.

Na "determinację" składa się przede wszystkim gotowość do podejmowania ryzyka. Tę cechę menedżerowie uznali za jedną z najtrudniejszych do rozwinięcia. Większość belgijskich MSP biorących udział w badaniu zarządzana jest bowiem przez samego właściciela, a 80% to firmy rodzinne. Ludzką cechą jest unikanie ryzyka w lokowaniu własnych pieniędzy (w przeciwieństwie do cudzych pieniędzy, co najlepiej widać na przykładzie amerykańskich dot comów).

W kraju tak nastawionym na eksport jak Belgia dziwić może niezdecydowanie menedżerów przy otwieraniu biur handlowych w krajach ościennych. "Doświadczenie menedżerskie" w tym wypadku oznacza znajomość zagranicznych rynków. Mimo to ponad 75% badanych firm przyznało, że nie zna wielkości rynku, na jakim działa, a aż 63% nie wiedziało, jaki jest ich udział.

W ubiegłym miesiącu opisywałem już w tym miejscu Włochy - podręcznikowy przykład gospodarki opartej na małych i średnich przedsiębiorstwach. Prawie 90% PKB Włoch wypracowują firmy zatrudniające mniej niż 100 osób. Najlepsze z nich zaliczane są do grona światowych liderów w branży tekstylnej i obuwniczej, maszynowej, produktów dla budownictwa, AGD, meblarskiej, wytwarzającej sprzęt medyczny itp. Poszczególne branże koncentrują się w różnych regionach kraju.

Sassuolo na przykład jest ojczyzną kafelków ceramicznych. W znajdujących się tam zakładach odbywa się cały proces technologiczny - od produkcji sprzętu i narzędzi, przez przygotowanie surowca, po wytworzenie ostatecznego produktu. Całe miasto jest - zgodnie z amerykańską terminologią - "centrum doskonałości". Taka koncentracja jest korzystna dla pracowników. Działającym tam MSP w czasie recesji znacznie trudniej zwolnić miejscowych ludzi niż międzynarodowym koncernom. Szef jest ze wszystkimi pracownikami na "ty" i podobnie jak cała załoga kibicuje tej samej drużynie piłkarskiej.

Belgijskie firmy powinny brać przykład z Włochów, tym bardziej że obie kultury mają wiele wspólnego. Ostatnio ich starania (także polskich MSP) mogą być wzmocnione przez możliwości, jakie daje Internet. Dla firm, które nie są jeszcze gotowe, aby podjąć ryzyko fizycznego wyjścia na zagraniczne rynki, korzystanie z możliwości globalnej sieci otwiera przed handlem całkowicie nowe i fascynujące perspektywy.



Artykuł pochodzi ze strony Szkola Reklamy, WSR
http://www.szkolareklamy.pl

Adres tego artykułu to:
http://www.szkolareklamy.pl/modules.php?name=Sections&op=viewarticle&artid=325