Nie rób filmu dla wszystkich
KINO, Czerwiec 2004 (6/445)
autor: Andrzej Wajda

Nasze życie nie jest serialem, którego pierwszego odcinka nikt już nie pamięta, a ostatniego nie oczekuje.

Bohaterowie naszych czasów nie potrzebują reżysera, żeby ich bronił przed czymkolwiek - systemem czy zaszłościami. Oni potrzebują tylko, abyśmy ich zauważyli, dostrzegli w tłumie i opowiedzieli na ekranie ich niepowtarzalną i jedyną ludzką historię rozgrywającą się w ich własnym języku. W ich własnym kraju. W ich własnym imieniu.

Dlatego nie chcę w scenariuszach widzieć tak dziś rozpowszechnionej, a przywleczonej z angielskich i niemieckich teatrów młodej kobiety, która ma obie lewe ręce i same pretensje do świata. Owszem, widzę dla niej miejsce, ale w programach zwierzeń telewizyjnych i teatrach na 60 osób, gdzie zbiera się taka właśnie widownia.

Powiecie, trzeba było sięgnąć po nowych autorów, nieznane nazwiska. Ale nadzieja na konkursy scenariuszowe to zmarnowane pieniądze. Ludzie piszą na podstawie tego, co widzą na małym ekranie, opisując seriale TV jako swoje życie. I co gorsza są pewni, że tak naprawdę wygląda ich życie.

Tymczasem nasze życie nie jest serialem, którego pierwszego odcinka nikt już nie pamięta, a ostatniego nie oczekuje. Scenariusz filmu współczesnego musi dokonać wyboru momentu, który wyjmuje z życia sytuację jedyną i niepowtarzalną, mającą swój początek, środek i koniec. Nie wierzę też pisarzom, którzy interweniują w nasze życie społeczne. Po 1945 roku wielu partyzantów z AL znalazło się w UB. Znane było wtedy wyznanie jednego z nich: "Pisanie idzie mi ciężko (spisywał zeznania aresztowanych akowców), ale przypierdolić mogę!"

Obawiam się, że to samo dałoby się powiedzieć o tych piszących, którzy zmagają się z naszą polityczno-społeczną rzeczywistością. I pisanie idzie im ciężko, i przypierdolić nie mogą, gdyż przeciwnik jest dziś gdzieś indziej, znacznie bliżej niż dawniej. W nas samych.

Nikt też przy zdrowym rozumie nie spekuluje dziś, by powstał film dla wszystkich. To zostawiamy amerykańskiej rozrywce.

Przeciwnie - filmy, które zwróciły moją uwagę w ostatnich latach, są mówione we własnym języku. Rozgrywają się we własnym kraju i przedstawiane są we własnym imieniu reżysera.

Dlatego jako widz wchodząc do kina proszę:

Reżyserze, prowadź mnie tam, gdzie jeszcze nie byłem. Daj mi schronienie w życiu innych, których chcę naśladować, ale tylko w odwadze bycia sobą. Nie wysyłaj mnie tam z biletami i przez biuro podróży, zabierz mnie sam, bez pośredników. Nie rób filmu dla wszystkich, a wtedy być może trafisz do wielu, jak Almodóvar, Sokurow, Sales, jak Andriej Zwiagincew...



Artykuł pochodzi ze strony Szkola Reklamy, WSR
http://www.szkolareklamy.pl

Adres tego artykułu to:
http://www.szkolareklamy.pl/modules.php?name=Sections&op=viewarticle&artid=368