
Miasto cieni
Źródło: kwartalnik Fotografia; 11/2003
Autor: Ireneusz Zjeżdżałka
Jadąc pociągiem, bardzo często lubię patrzeć na ziemię, której obraz przy dużej prędkości zlewa się w jedną, trudną do uchwycenia masę.
Te nieruchome w rzeczywistości fragmenty naszego świata wymykają się wówczas mojej percepcji i oszukują ją, znacznie wyprzedzając jej możliwości. Owe pędzące obrazy dają mi jednak świadectwo nieuchronnego upływu czasu i pokonywanego dystansu zarazem. Dlatego lubię pociągi...
Fotografia zdaje się często zaprzeczać płynności czasu, wyrywając z jego osi tylko krótkie i bardzo krótkie odcinki. W swych obrazach Aleksiej Titarenko próbuje ukazywać po części tę, zdawałoby się oddaloną od fotograficznej natury, stronę czasowej przestrzeni. Po części, gdyż z jednej strony ludzka masa płynie w nich nieprzerwanym strumieniem, z drugiej zaś pojawiają się w nich sceny zamrożone krótkim czasem otwarcia migawki. Owe dwa sprzeczne wizerunki rzeczywistości zdają się walczyć ze sobą. Każdy z nich stara się dominować, ale Titarenko nie pozwala nam poznać wyniku owej rywalizacji. Jego postawa jest zachowawcza, kreuje remis niczego nie rozstrzygając, a przez to nie opowiada się po żadnej ze stron. Dzięki temu jego fotografia nigdy nie pozwoli sobie wydrzeć tego, co najważniejsze – swej tajemnicy.
Przedstawienie społeczeństwa jako jednolitej pędzącej masy jest swego rodzaju metaforą dzisiejszego życia. Niezwykle dynamicznie postępujące zmiany wprawiają nasze życie w ruch, który przypomina walec poruszający się swobodnie po równi pochyłej, przyspieszający coraz bardziej z każdą sekundą. A przecież sami sobie tę pochyłość coraz to zwiększamy i tylko resztką nadziei próbujemy rozpaczliwie chwytać się stałych elementów, by zwolnić choć na chwilę. To właśnie owe dłonie zaciśnięte na poręczach, podczas gdy tuż obok nich ludzki strumień przepływa z potężnym impetem. I jeszcze twarz chłopca przyglądająca się nurtowi, jeszcze ostra i rozpoznawalna, bo za nią kryje się niewykształcona do końca osobowość, której ciągła pogoń nie zdołała jeszcze zakazić.
Ta anonimowość tłumu, jak podmuchy wiatru, raz przybiera na sile, to znów staje się mniejsza, ale nasz indywidualny wizerunek i tak przestaje być czytelny. Postacie na fotografiach nie przedstawiają samych siebie, ale pozostawiają wyłącznie swą aurę, własny cień. Człowiek w wielkomiejskim pejzażu stał się ledwie czytelny, a przez jego sylwetkę bez przeszkód zobaczyć można to, co za nim. Czy zatem współczesne miasta wciąż jeszcze żyją, czy tylko zamieszkane są przez nasze cienie? Może warto to przemyśleć, zanim kupimy bilet na taki pociąg?
Aleksiej Titarenko (1962), w 1983 ukończył Leningradzki Instytut Kultury na wydziale filmu i fotografii. Członek Związku Artystów Rosji. Jego wystawy pokazywane były m.in.: we Francji, Luksemburgu, USA, Rosji i na Słowacji. Prace w kolekcjach m.in.: Musée de l’Elysée (Lozanna), Museum of Fine Arts (Boston, Columbia, Houston), European House of Photography (Paryż) i State Russian Museum (St. Petersburg).
|
|