Temat „miasto” w polskiej fotografii powojennej
Źródło: kwartalnik Fotografia; 15/2004

Autor: Zbigniew Tomaszczuk


Zainicjowany przez Marka Janczyka i Iwonę Święch, w ramach krakowskiej Dekady Fotografii, cykl wystaw z wiodącym tematem MIASTO, skłonił mnie do skreślenia krótkiej refleksji na temat wykorzystywania wizerunku miasta w polskiej fotografii. Można by pewnie wymienić wiele takich realizacji biorąc pod uwagę różne sposoby interpretacji tego tematu.

Każdy widz ma swoje oczekiwania i preferencje. Moim zdaniem do najciekawszych współczesnych cykli należą: Szary Paryż Bogdana Konopki(1), Dziennik Podróżny Andrzeja Jerzego Lecha(2), Moja Ameryka Wojciecha Zawadzkiego(3), zdjęcia Śląska Rafała Milacha(4) i Wojciecha Wilczyka(5), Hometown Krzysztofa Zielińskiego(6), Antypocztówki Anny Beaty Bohdziewicz(7) czy N.Y.C.#2 Wojtka Wieteski(8). Interesujące jest to, że spotykamy się tu z różnorodnym podejściem do fotograficznego medium.

Bogdan Konopka pracuje wielkoformatowymi kamerami, z których format 4 x 5’’ należy do najmniejszych. W wyniku prezentuje odbitki będące kopiami stykowymi, co stanowi ich niewątpliwy wyróżnik estetyczny. Również sama kopia jest traktowana przez autora bardzo indywidualnie. Fotografowanie miejsc o niewielkiej luminancji skutkuje tym, że odbitki charakteryzują się przeniesieniem dolnego odcinka krzywej charakterystycznej, co w przełożeniu na język mniej techniczny wyraża się przewagą ciemnych tonów. W technologii fotografii definiuje się to zagadnienie jako technikę „low key”, czyli „niskiego klucza”. Technika ta podkreśla specyficzny klimat emanujący z tych fotografii. Dlatego zdjęcia te, pomimo, iż stanową precyzyjny dokument miasta, odczytujemy raczej z pozycji estetycznego odczuwania.

Jest to postawa bardzo ortodoksyjna, odrzucająca wszelką narracyjność i anegdotyczność fotografii. Autor powraca do źródeł fotografii, a potwierdzeniem takiego odczytywania jego prac jest powoływanie się wielu krytyków na historyczną ciągłość tej tendencji, zapoczątkowanej m.in. przez Eugene Atgeta – również fotografa Paryża.

Także Andrzej Jerzy Lech, należy do konsekwentnie promujących czystą wizualność i wręcz identyfikowanie się z fotografowaną sceną, jako przeniesieniem emocji bycia fotografem. Autor znany z ważnych projektów pokazywanych w Polsce w latach 80., od wielu lat mieszka i tworzy w USA. Jako jeden z nielicznych pozwala sobie na częstą prezentację kopii stykowych nawet w minimalnym formacie 6 x 9 cm. W tym wypadku, przekonanie autora, co do wizualnych wartości takiej fotografii musi być wyjątkowo mocne. Ale Lechowi udaje się to bez trudu, o czym świadczą nie tylko przychylne oceny widzów, ale i prestiżowe nagrody międzynarodowego jury. Można by powiedzieć, że również cykl Moja Ameryka Wojciecha Zawadzkiego mieści się w podobnej stylistyce. Ale taka jest po prostu fotografia określonego rodzaju. Chodzi jednak o to, aby w podobnej stylistyce starać się odcisnąć własne piętno, a to się z pewnością autorowi udaje. Charakter fotografii Wojciecha Zawadzkiego jest bardziej dokumentalny. Kompozycja zdjęć oparta jest z reguły na centralnym kadrowaniu, co zbliża tę realizację do zdjęć katalogowych. To tak jakby poszczególne budynki, które są głównym tematem jego zdjęć, przyszły do studia wykonać własny portret – stylistyczna konsekwencja jest tu wyraźna. Dokumentalność stoi również u podstaw konsekwentnej pracy Rafała Milacha. Jerzy Lewczyński, w książce Szare tak komentuje twórczość Milacha: „Autor operuje syntezą obserwowanej sceny, co przypomina słuszne założenia twórców Bauhausu. Wydaje mi się, że nawiązuje on do tego, co można nazwać poufale «swojską» codziennością życia na Śląsku, wzmacniającą nasze do niego przywiązanie. Suma przedstawionych widoków opisuje właśnie tę śląską codzienność. Dramaty tu pokazane nie istnieją zatem «same dla siebie», lecz dopełniają prezentowaną przestrzeń pełną własnych symboli i napięć” (9).

Również Wojciech Wilczyk od wielu lat dokumentuje śląskie miasta. Pracuje przeważnie średnioformatowym aparatem o kadrze kwadratowym. Kwadrat, ze względu na swoistą równowagę energii boków, ma swoją estetyczną specyfikę. To pierwsze, co wyróżnia prace Wilczyka. Ale takie podejście do jego zdjęć trywializowałoby ich odczytywanie. Ważniejsze jest przekonanie autora, co do wartości dokumentalnych, jakie niesie ze sobą fotografia. Przekonanie to autor często wyraża w licznych tekstach, jak również współtworząc internetowy portal pod wymownym tytułem Hiperrealizm. Ostatnie cykle prac Wilczyka realizowane są aparatem panoramicznym. W tym miejscu warto przypomnieć wcześniejszy zestaw fotografii Poznania wykonany za pomocą tego typu aparatu przez Janusza Nowackiego. Chciałbym uwypuklić konsekwentny program, jaki założył sobie w swoim projekcie Nowacki. Otóż fotografował on miejski pejzaż otulony świeżym śniegiem. Potęgowało to wrażenie pustki i nostalgii. Trudność wykonania tego typu zdjęć polegała na tym, iż autor musiał zdążyć z wykonaniem zdjęcia zanim ktokolwiek pozostawi jakiekolwiek ślady. Zdjęcia wykonywane były wcześnie rano i wystarczyło, że po śniegu przejechał jakiś pojazd czy też, aby znienacka przebiegł przechodzień, by przepadł cały efekt. Fotografowanie należało wtedy odłożyć do następnych opadów śniegu. Dlatego prac powstało niewiele, co jeszcze bardziej podkreśla ich unikalny charakter. Tym bardziej, że dzisiaj nikt pewnie w ten sposób by nie pracował. Komputer doskonale usuwa wszelkie ślady. Dlatego fotograficzny Poznań Janusza Nowackiego doskonale ilustruje specyfikę zdjęć czasów przed komputerowych.

Wszyscy ci autorzy pracują wyłącznie w technice czarno-białej. Co najwyżej, jak w przypadku fotografii Andrzeja J. Lecha tonowanej na kolor sepii czy herbaty, lub jak u Janusza Nowackiego – tonowanej na kolor niebieski. Natomiast Hometown Krzysztofa Zielińskiego, to projekt wykorzystujący fotografię barwną. Barwa ma tu zasadnicze znaczenie. Autor od kilku lat fotografuje prowincjonalne miasteczko, w którym mieszka. Senna i nostalgiczna atmosfera ujęć spotęgowana jest pojawiającą się gdzieniegdzie sylwet-ką przemykającego jakby chyłkiem,człowieka. Barwne płaszczyzny ścian, reklam, znaków drogowych kontrastują z niszczejącą strukturą tynków i całych budynków, a współczesna ikonografia reklam – z dawnymi szyldami. Czas przełomu jest tu widoczny. Aby skupić się na pozaliterackich odniesieniach przywołam wymienionego na wstępie Wojciecha Wieteskę. Kolor jest u niego równie istotny, ale sposób postrzegania świata zgoła odmienny. Można by tę fotografię analizować w odwołaniu do amerykańskiej „fotografii ulicznej” i pewnie takie są korzenie projektu o Nowym Jorku. W swoim czasie tego typu fotografia nie była w Polsce szczególnie popularna, zdominowana fotografią typowo dziennikarską, opartą z jednej strony na „decydującym momencie”, a z drugiej na potrzebie tworzenia komentarza do rzeczywistości. Wojciech Wieteska nie interesuje się dziennikarskim kontekstem swoich zdjęć. Jest to połączenie fotografii dokumentalnej z potrzebą pewnej estetyzacji ujęć poprzez ich wybór z otaczającej go rzeczywistości. Dla mnie jest to pewien odpowiednik Czegoś niewysłowionego10 Vladimíra Birgusa.

Co do fotografii Anny Beaty Bohdziewicz, warto uwypuklić jej narracyjny charakter. Twórczość ta stanowi dość wyjątkowe zjawisko, opierające się na długoletniej konsekwentnej realizacji powszechnie już znanego Fotodziennika, czyli piosenki o końcu Świata, będącego komentarzem do codziennego bytowania. Fotografie te, uzupełniane ręcznie pisanym tekstem, powstają cały czas. Niejako aneksem do głównego projektu jest jej cykl Antypocztówek. Odwołanie jest jasne, chodzi o prywatne wizje miast stojące w estetycznej opozycji do widokówek.

W podobnym „anty-pocztówkowym” klimacie pracuje Marek Poźniak. W 1992 z okazji osiemsetlecia miasta Czarnkowa odbyła się jego wystawa Osiemset zdjęć na osiemsetlecie11. Interesujący był również jego projekt wydany w postaci książki, na którą złożyły się zdjęcia Berlina wykonane starą angielską kamerą Ensign na filmy zwojowe12. Urok tych zdjęć związany był z długim czasem ekspozycji połączonym z niezbyt doskonałym odwzorowaniem prostego, jedno soczewkowego obiektywu.

Pisząc ten tekst nieodmiennie nasuwają mi się refleksje na temat wizerunku miasta w powojennej fotografii polskiej. Jest to temat obszerny, ale warto chociażby w incydentalnej formie przywołać niektóre realizacje. Jest oczywiste, że pierwsze wystawy dokumentowały zniszczenia wojenne. Już w 1945 roku Stefan Deptuszewski pokazał na wystawie w Grodzisku Mazowieckim tragedię zniszczonej stolicy. Ciekawe, że na kolejną edycję tej ekspozycji trzeba było czekać aż do 1983 roku13. Zgliszcza Warszawy złożyły się również na wystawę i album Warszawa 1945, którego autorem był Leonard Sempoliński. Zostając przy opcji fotografii jako dokumentu, powinienem wymienić dokumentalne serie zdjęć Jana Bułhaka z Ziem Odzyskanych, fotograficzne albumy miast i wystawy autorstwa Edmunda Kupieckiego, Zbyszka Siemaszki, Stanisława Kolowcy, Henryka Hermanowicza, Leszka Dziedzica, Piotra Sawickiego, Jana Morka, Zygmunta Świątka i wielu innych. Jednakże większość albumowych realizacji spełniało raczej propagandowo-turystyczną wizję miast jako miejsca wycieczek, niż spójny, autorski projekt fotografii. Można powiedzieć, że tego typu wydawnictwa, które i obecnie dominują na rynku, stanowią raczej przykład fotografii użytkowej, niż autorskiej wypowiedzi.

Natomiast wybitnie społeczno-socjalny charakter miała wystawa 1:1 autorstwa Stefana Figlarowicza z 1979. Autor przedstawił w kilku cyklach różne wątki życia warszawskiego Ursynowa i gdańskiej Zaspy. Aspekt społeczny związany ze środowiskiem życia miały niektóre wystawy dotyczące miast Śląska. Moim zdaniem do najważniejszych należały Koniugacje Edwarda Poloczka oraz album i wystawa Śląsk Michała Cały zawierająca, obok pejzaży, dokumentację zabudowy całych ulic słynnymi familokami z przełomu XIX i XX wieku.

Ważnymi realizacjami zaistniała w latach 80. Grupa Hard (Andrzej Maniak, Krzysztof Pilecki, Mieczysław Wielomski, Jan Włodarczyk). Ich zdjęcia, oprócz walorów dokumentalnych, nastawione były na określoną estetykę. Konsekwentne używanie szerokokątnych obiektywów nadawało tym ujęciom dekoracyjności. Do ulubionych motywów należały puste ciągi ulic, stare budynki, zaniedbane zaułki. Dla przykładu wystawa Skansen dotyczyła przeznaczonego do rozbiórki osiedla górniczego przy Hucie Pokój w Rudzie Śląskiej. Dzisiaj miasta i osiedla śląskie to ulubiony temat wymienionego przeze mnie wcześniej Rafała Milacha, a do ciekawie sfotografowanych innych miast należy Gdańsk (cykl Gdańsk Suburbia 1995-2004 Jerzego Wierzbickiego). Wymieniony wcześniej członek grupy Hard, Andrzej Włodarczyk jest też autorem interesującego cyklu miejskich pejzaży, Wieczorne impresje (1985), w których wprowadził ingerencję malarską. Ciemne w tonacji, nocne widoki wyludnionego miasta zostały uzupełnione ręcznie domalowanymi akcentami barwnymi w postaci ostro świecącego żółtego okna, znaku drogowego, latarni czy innego barwnego elementu. Pamiętam również wystawę Andrzeja Zygmuntowicza prezentowaną w 1985 w Warszawskim Towarzystwie Fotograficznym. W cyklu Miasteczko, kontrapunktem szarych, rozpadających się budynków i atmosfery zobojętnienia, autor uczynił teksty z folderu zachwalającego uroki i walory turystyczne tej miejscowości. Od 1984 roku, czyli od swojej pierwszej wystawy Miastobrazy, Jerzy Łapiński14 tworzy obrazy miasta w swoiście autorskiej, powiedziałbym minimalistycznej formie. Słowo „obrazy” jest tu o tyle istotne, że wyróżnikiem tych zdjęć wydaje się być określony, precyzyjny kadr wyciętej przez aparat rzeczywistości, której ramy – jak w obrazie – wyraźnie określa format klatki.

Powstawały również realizacje stanowiące rodzaj kolekcji, podobne w konwencji do znanych topologicznych cykli H. i B. Becherów. Można tu przywołać wystawę 60 furtek Andrzeja J. Lecha czy Altanki Andrzeja Ślusarczyka.

Myślę, że warto również odnotować zbiór zdjęć Krzysztofa Wojciechowskiego składający się na wystawę Przechodzień15. Autor od wielu lat dokumentuje napisy, rysunki, hasła, plakaty i ogłoszenia nalepiane na murach warszawskich budynków, wiatach, parkanach, przystankach tramwajowych, itp. Te swoiste komentarze do naszej rzeczywistości, stanowią zarówno dowód walki politycznej, niezgody na zastaną rzeczywistość, jak i ironiczny z nią dialog. Do niewątpliwie najważniejszych realizacji, u podstaw których leży chęć konsekwentnego katalogowania rzeczywistości należy nagrodzony w 1977 roku Złocistym Jantarem, cykl Widok z mojego okna – kronika lat 1969-1976 autorstwa Mariusza Hermanowicza. Zacytujmy tu Krzysztofa Teodora Teoplitza: „Ten cykl ma wartości pamiętnika, bezpośredniego, dokładnego i szczerego, pisanego nie bez poczucia humoru, pamiętnika wolnego od fałszywych ambicji literackich, ale takiego, do którego tym bardziej sięgają później historycy”16. Ale czy rejestracja widoku z okna na budowaną Trasę Łazienkowską ma tylko wymiar dokumentalny? Oczywiście nie. Dzisiaj, gdy dokument poszerza swoje pole również o idee sztuki, praca Hermanowicza, a potwierdzają to również inne jego realizacje, ma wymiar bardziej intelektualny. Te inne jego realizacje, które osobiście sobie cenię to: Ślady – cykl zdjęć zamkniętych w starannie oprawionym albumie, zawierającym kolekcję zdjęć dokumentujących ślady po pociskach na murach warszawskich kamienic, jako wciąż istniejące „pamiątki” po już tak odległej wojnie, czy Dziwne miejsca, gdzie akcent został położony na surrealizm najbliższego otoczenia człowieka, na które składają się anonimowe osiedla – blokowiska, z dzisiejszej perspektywy kojarzące się nam raczej z miejscami o patologicznym wydźwięku. Konwencja tego zestawu zbudowana jest na pomyśle zdjęć archiwalnych, do których współczesny odbiorca próbuje znaleźć komentarz. Ironiczny kontekst tworzy się pomiędzy widokiem budynków z rozkopaną infrastrukturą i ciągłą budowlaną prowizorką a umieszczonym pod nim tekstem w rodzaju: „Hipoteza, jakoby mieszkańcy nagle opuścili te okolice lub wymarli wskutek jakiegoś kataklizmu, byłaby, sądzę przedwczesna”, czy pod fotografią przedstawiają na pierwszym planie ogrodzenie placu budowy, gdzie tekst brzmi: „Drewniana palisada – zabytek dawnych czasów, czy też obiekt jeszcze aktualnie używany?”. We wszystkich tych realizacjach poprzez dokumentalną warstwę fotografii przebija jej intelektualny wydźwięk.

Za prekursora tak pojętego podejścia do funkcji dokumentu, który za temat również wybrał miasto, można by uważać Eustachego Kossakowskiego i jego wystawę 6 metrów od Paryża. Na wystawę z 1971 roku składało się 159 ujęć fotografowanych z odległości 6 metrów od granic administracyjnych Paryża. Na każdym zdjęciu, na ulicy prowadzącej do miasta, widoczna jest metalowa tablica z napisem Paris. A więc wszystkie drogi prowadzą do Paryża. Do tego miasta zawędrował również swego czasu Krzysztof Pruszkowski, by zrealizować znany projekt Barierka, wydany również w postaci książki.17 Premiera wystawy odbyła się w 1978 w Centrum Pompidou w Paryżu. Kilkunastozdjęciowy cykl stanowił swoisty fotograficzny esej na temat metalowej, przenośnej barierki, służącej do utrzymywania porządku w mieście. Był to również pretekst do refleksji nad współczesnym uwikłaniem człowieka wobec różnorakich barier.

Zapewne warto by było przywołać na końcu przykład realizacji fotograficznej o charakterze medialnym. Do takich należała na przykład eksponowana w 1978 roku w gdańskiej Galerii GN wystawa Piotra Tomczyka 51042’00’’, 19027’00’’-19031’00’’. Zdjęcia powstały zgodnie z założonym programem. Autor fotografował widoki Łodzi zgodnie z wyznaczonymi wcześniej na planie miasta punktami związanymi z określoną szerokością i długością geograficzną.

Siłą rzeczy, chociażby ze względu na szczupłość miejsca, przedstawione przeze mnie przykłady wykorzystywania wizerunku miasta w polskiej fotografii, czy też po prostu fotografowania miasta, stanowią mój indywidualny wybór i nie rości on sobie pretensji do wyczerpania tematu. Pewnym uzupełnieniem mogą być materiały zamieszczone w dalszej części niniejszego numeru Kwartalnika Fotografia.

1 Wystawa w ramach Miesiąca Fotografii w Paryżu, 2000, wyd. Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2000.
2 Mała Galeria ZPAF/CSW, Warszawa 2001.
3 Adam Sobota, Bliska Ameryka, Kwartalnik Fotografia, 9/2002.
4 Rafał Milach, Szare, wyd. Frodo, Bytom, 2002.
5 Krzysztof Jaworski, Wojciech Wilczyk, Kapitał, wyd. SFS, Kielce 2002.
6 Galeria Zderzak, Kraków 2002.
7 Galeria Krytyków Pokaz, Warszawa, 1997.
8 Centrum Sztuki Współczesnej, Warszawa 2003.
9 Rafał Milach, Szare, Bytom, 2002.
10 Coś niewysłowionego to tytuł cyklu prac, Vladimíra Birgusa. Patrz Kwartalnik Fotografia, 6/2001.
11 Czarnkowski Dom Kultury, 1992.
12 Marek Poźniak, Berlin, Moje wędrówki. Książka towarzysząca wystawie w BWA w Zielonej Górze, 2003.
13 Pokazano ją w sierpniu w KMPiK Nowy Świat w Warszawie.
14 Iriz Lenz, Miastobrazy Jerzego Łapińskiego, Kwartalnik Fotografia 3/2000.
15 Krzysztof Wojciechowski, Przechodzień, Mała Galeria ZPAF, Warszawa, listopad 1981.
16 Fotografia 7/1977.




Artykuł pochodzi ze strony Szkola Reklamy, WSR
http://www.szkolareklamy.pl

Adres tego artykułu to:
http://www.szkolareklamy.pl/modules.php?name=Sections&op=viewarticle&artid=512