| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Pan nikt w sieci (1742 słów w tym tekście) (1763 ) 
Magazyn Komputerowy ENTER
autor: Piotr Parafiniuk
Większość użytkowników Internetu jest przekonana, że jeśli zamknie drzwi
do swojego pokoju i zasłoni okna, to podróż po cyberprzestrzeni będzie
zupełnie prywatna. Nierzadko jednak informacje o tym, kto, co i kiedy ogląda
w Sieci są skrzętnie gromadzone przez właścicieli odwiedzanych przez
internautów witryn...
Użytkownicy Internetu to miliony potencjalnych nabywców przeróżnych towarów
i usług. Informacje o tym, jakie strony odwiedzają, ile czasu spędzają
oglądając je i o czym rozmawiają z wirtualnymi przyjaciółmi są bardzo cenne
dla tych, którzy tę wiedzę potrafią wykorzystać. Dane gromadzi się często
bez wiedzy internautów, wykorzystując programistyczne tricki, czasem błędy
przeglądarek.
Reklama dźwignią Internetu?
Wydawałoby się, że strony WWW nie są groźne. Jeżeli zawierają pewne
potencjalnie niebezpieczne elementy, takie jak kontrolki ActiveX czy aplety
Javy, przeglądarka ostrzega o tym pozwalając je ominąć. Jednak niebezpieczne
potrafią być również te elementy serwisów, które nie mogą spowodować
realnych szkód w zasobach internauty. Wystarczy zajrzeć pod adres
http://privacy.net/anonymizer, aby przekonać się, ilu ciekawych rzeczy może
dowiedzieć się o swoim gościu właściciel witryny. Często informacje takie
mogą służyć również wygodzie użytkownika, np. dostosowaniu wyglądu stron do
jego potrzeb i możliwości sprzętu. Jednak mogą również służyć kolekcjonerom
informacji - dane o użytkownikach Internetu można drogo sprzedać agencjom
zajmującym się badaniem rynku i promocją sprzedaży.
Internetowy "szpieg" może kryć się niemal wszędzie.
Niechciane listy
Największą zmorą zwolenników prywatności jest Usenet. To forum wymiany
informacji gromadzi tysiące użytkowników potrzebujących porady,
udzielających rad lub tylko dyskutujących o nurtujących ich problemach. Nie
każdy jednak wie, że grupy dyskusyjne są archiwizowane. Jest to konieczne,
ponieważ czas "życia" listów w grupach dyskusyjnych jest ściśle określony i
nie przekracza tygodnia. Po tym czasie listy znikają z serwerów, a problemy
często pozostają nierozwiązane. Tworzone są więc archiwa dla tych, którzy
poszukują rozwiązania, dla opieszałych, którzy zaglądają do Usenetu rzadziej
niż raz na tydzień, dla tych, którzy wyjechali na urlop... Takie archiwum to
wspaniała baza danych.
Największa z nich, zawierająca również archiwa polskich grup dyskusyjnych,
to DejaNews (http://dejanews. com). Jedno kliknięcie i każdy może otrzymać
wykaz grup, w których znalazły się listy wybranej osoby. Tym sposobem można
uzyskać informacje o zainteresowaniach i poglądach dyskutantów.
Druga niemiła rzecz, która może spotkać osobę szukającą porad w Usenecie to
lawina listów w skrzynce pocztowej. Spamerzy wysyłający rozmaite reklamówki
używają tzw. "pająków" - programów, które przeszukują grupy dyskusyjne w
poszukiwaniu adresów e-mailowych, z których następnie tworzone są listy
mailingowe. Listy te mogą być następnie sprzedawane, odsprzedawane innym i
tak w nieskończoność.
Podobne niebezpieczeństwo czyha na osoby rejestrujące się na stronach WWW.
Formularze rejestracyjne zwykle zawierają pytania o wiek, zainteresowania
i... obowiązkowo adres e-mailowy. Wkrótce możemy otrzymywać niezwykle
atrakcyjne oferty od firmy, w której się zarejestrowaliśmy oraz od wielu
innych usługodawców.
Kto ma na mnie hacka?
Opisane do tej pory niebezpieczeństwa nie są jeszcze najgorsze. Lawina spamu
w ostateczności może nas kosztować kilka dodatkowych impulsów na rachunku
telefonicznym. Istnieje jednak realne zagrożenie dokonania włamania poprzez
Internet do komputera osobistego nic nie podejrzewającego użytkownika. Znany
jest wypadek, gdy osobie odbierającej pocztę łączem modemowym "samodzielnie"
uruchomiła się przeglądarka i inne zainstalowane programy. Okazało się, że
spowodowane to było ingerencją z Internetu. Skończyło się na strachu, ale
konsekwencje mogły być groźne - do utraty pokaźnego archiwum tekstów
włącznie. Największe niebezpieczeństwo zagraża tym komputerom, które mają
stały, bezpośredni kontakt z Internetem.
Sherlock Holmes na tropie
Lokalna sieć w przedsiębiorstwie powinna być zabezpieczona przed atakiem z
zewnątrz. Zazwyczaj wszystkie komputery w firmie korzystają z jednego łącza
z Internetem, dane zaś są częściowo ukrywane przez serwer. Przykładowo
właściciel witryny odwiedzanej przez wielu pracowników jednej firmy może
jedynie stwierdzić, że wykonano x połączeń z tego serwera. Nie jest
natomiast w stanie określić, kto wewnątrz firmy oglądał jego stronę.
Jednakże w wypadku wykroczeń (włamań, łamania Netykiety itp.) poszkodowany
może zwrócić się do administratora sieci w firmie i ten ma obowiązek pomóc
mu w wyśledzeniu rozrabiaki. A zrobić to można na podstawie informacji
zapisywanych w logach serwerów. Dla niepowołanych "gości" z zewnątrz
sytuacja wygląda podobnie. Ktoś usiłujący dostać się do dobrze
skonfigurowanej sieci dotrze tylko do komputera łączącego LAN z Internetem.
Administrator otrzymuje meldunki o próbach wejścia do sieci i ma pełną
kontrolę nad nieautoryzowanym dostępem do danych firmy.
Nieco inaczej wygląda sytuacja osób łączących się z domu przez modem. W
Polsce, dzięki ogólnodostępnemu numerowi TP S.A., tysiące internautów
korzystają z zasobów Sieci. Łącząc się otrzymujemy dynamicznie przydzielany
adres - za każdym razem inny, co sprzyja zachowaniu anonimowości. Jednak
brak dostatecznej kontroli całkowicie uniemożliwiał zlokalizowanie
użytkownika. W związku z szerzącymi się aktami internetowego wandalizmu
wprowadzono pewien system nadzoru. Dzięki niemu dziś nie można bezkarnie
wysyłać spamu spod numeru 0202122. Ponieważ każde takie połączenie jest
realizowane przez serwery stojące w centrali telefonicznej, każdy internauta
pozostawia po sobie ślad w postaci adresu tego serwera. Znając datę i czas
wysłania wiadomości, administrator jest w stanie odczytać numer, spod
którego użytkownik telefonował. Pogwałcenie prywatności? Zważywszy na ogrom
informacji przy takiej liczbie połączeń można liczyć na anonimowość, dopóki
ktoś nie zacznie szukać bardzo konkretnie określonego listu czy połączenia.
W najgorszej sytuacji są osoby korzystające z nowej usługi TP S.A. - SDI.
Otrzymują oni stały adres i sami muszą zadbać o jego bezpieczeństwo. Ale i
na to są sposoby.
Prywatna ściana ogniowa
Ci, którzy zdecydowali się wybrać Linuksa na potrzeby swoich serwerów
internetowych, nie mają większych problemów. Sam system ma wbudowane
zabezpieczenia, a darmowe firewalle dla tej platformy nie są rzadkością -
choćby SINUS Firewall czy PMFirewall dla mniej zaawansowanych.
Windows 2000 jest także stosunkowo bezpieczny. Ma wbudowane mechanizmy
ochronne wymagające dużej wiedzy od hakera, który chciałby je przełamać.
Problemy mogą mieć posiadacze Windows 95/98, które uważane są za systemy
niezdolne do jakiejkolwiek obrony. Dla nich zostały stworzone minifirewalle,
takie jak ZoneAlarm czy eSafeDesktop. Oba są wolne od opłat, o ile używane
są prywatnie, a nie do ochrony komputerów firmowych. Pierwszy praktycznie
nie wymaga konfiguracji, sam bowiem "uczy się" przy każdej próbie połączenia
z Internetem.
W ten sposób tworzona jest lista programów, które mogą kontaktować się z
Siecią. Program ostrzega o nieautoryzowanych próbach dostępu do komputera,
blokuje je i zapisuje w logu. Dzięki temu można zorientować się, czy
rzeczywiście istnieje niebezpieczeństwo ataku. Ochrona jest na tyle
skuteczna, że umożliwia nawet kontrolę ruchu w sieci lokalnej.
ZoneAlarm nie daje jednak możliwości blokowania konkretnych protokołów czy
portów komunikacyjnych. Dla użytkowników, którzy chcieliby mieć możliwość
własnoręcznego ustawiania zapór przeznaczony jest eSafeDesktop. Program jest
bardziej skomplikowany - wymaga znajomości funkcjonowania protokołów
sieciowych, ale pozwala kontrolować poszczególne porty i usługi, jak poczta
wychodząca czy dostęp do określonych serwerów w Internecie. W czasie testów
obydwa programy uznały, że aktywny pulpit Windows jest aplikacją
internetową, która usiłuje dostać się do zasobów komputera.
Jeśli ktoś nie ufa shareware'owym rozwiązaniom, może wydać kilkaset złotych
na pewniejsze zabezpieczenia. Znany zespół Petera Nortona opracował Norton
Internet Security 2000 - prywatny firewall, kosztujący ok. 250 zł. Umożliwia
on kontrolę przepływu informacji przez komputer - od blokowania
poszczególnych usług poprzez kontrolę "rodzicielską" (blokowanie stron o
wątpliwych wartościach), aż do pozbywania się niechcianych reklam i banerów.
Funkcja uczenia się czyni z niego użyteczne narzędzie również dla
początkujących, ponieważ program sam ustawia zapory, pytając użytkownika,
czy dane połączenie jest dopuszczalne czy też nie.
Pisz na Berdyczów
W czasie surfowania po Internecie zostawiamy ślady. Grupy dyskusyjne,
formularze rejestracyjne czy listy elektroniczne wysyłane do różnych
serwisów są źródłem informacji o nas. Jak zadbać o swoją prywatność? Przede
wszystkim ujawniajmy swoje prawdziwe dane tylko wtedy, gdy jesteśmy pewni,
że chcemy je przekazać odbiorcy. Ujawnianie adresu e-mail wydaje się równie
nierozsądne, co rozdawanie swoich wizytówek na ulicy. Warto używać
pseudonimów (nicków) i założyć dodatkowe konta pocztowe. Wiele osób ma kilka
skrzynek pocztowych - służbową, zakładaną w firmie, oraz prywatne, na innych
serwerach pocztowych. Posługiwanie się takimi adresami może umożliwić
zachowanie anonimowości, gdy podanie adresu jest konieczne.
Korzystne jest posługiwanie się fikcyjnym adresem - aliasem, zmienianym co
jakiś czas. Firma Polbox pod adresem http://alias.polbox.com udostępnia
takie aliasy, które nieaktualizowane znikają same po 50 dniach. Można też
jedną ze swoich skrzynek przeznaczyć na odbiór wszelkiego rodzaju śmieci
pocztowych, podając jej adres przy wszystkich rejestracjach. W takim wypadku
tylko ta skrzynka będzie zarzucana spamem, inne zaś służyć będą do
rzeczywistej korespondencji. Właściwy filtr dopełni dzieła usuwając
"junk-mail" nawet bez ingerencji właściciela skrzynki.
Użytkownicy grup dyskusyjnych, wiedząc o programach wyszukujących adresy w
Usenecie zabezpieczają się przed spamerami dodając do adresu cokolwiek, co
uczyni go bezużytecznym np. jkowalski@firma. com.pl. nie.lubie.spamu. Pod
taki adres rzecz jasna nie trafi żaden list.
Zwykle w treści listu umieszczana jest adnotacja typu: "Jeśli chcesz
do mnie napisać usuń z adresu nie.lubie.spamu", co pozwoli na kontakt z
autorem listu. Na szczęście automaty, zbierające i katalogujące adresy nie
są tak inteligentne, aby ominąć to proste, ale sprytne zabezpieczenie.
Przynajmniej na razie.
Ja tu jestem incognito
Pozostaje jeszcze kwestia anonimowości przy odwiedzaniu stron WWW. Aby po
wizytach nie pozostawały ślady umożliwiające śledzenie naszych
zainteresowań, stworzono tzw. anonymizery.
Są to specjalne serwisy ukrywające informację o gościu witryny.
Działają na zasadzie serwerów proxy, pośrednicząc w połączeniu między
internautą a serwisem. Część takich serwisów jest płatna, inne udostępniają
podstawowe usługi bez opłat. Najbardziej znanym jest www.anony-mizer.com -
serwis udostępniający bezpłatnie i bez rejestracji anonimowe połączenia z
dowolną stroną WWW. Podczas korzystania z niego blokowane są aplety Javy,
JavaScript i cookies.
Dla większego bezpieczeństwa można otrzymać możliwość akceptowania cookies
zapisywanych przez serwisy WWW, ukrywania adresów nie tylko przed
właścicielem witryny, ale też dostawcą Internetu, z którym się łączą,
anonimowe ściąganie plików oraz szyfrowane połączenie między anonymizerem a
odbiorcą - kosztuje to jednak 5 USD miesięcznie. Za 10 USD miesięcznie można
otrzymać dodatkowo anonimową skrzynkę pocztową, anonimowy dostęp do grup
dyskusyjnych oraz możliwość anonimowego publikowania stron WWW.
Serwisem, udostępniającym podobne usługi jest Ultimate Anonymity, ukrywający
się pod adresem http://64.70.165.179. Z usług można skorzystać po
rejestracji, która kosztuje jednorazowo 14 USD, bez dalszych opłat
abonamentowych. Za tę sumę otrzymujemy możliwość anonimowego surfowania po
stronach WWW, dostęp do grup dyskusyjnych, możliwość wysyłania anonimowych
listów oraz dostęp incognito do serwerów IRC (!). Kolejny serwis tego typu
to IDzap (www.idzap.com).
Za darmo, ale po rejestracji w serwisie, można skorzystać z anonimowego
surfowania. Usługa blokuje skrypty i aplety oraz nie pozwala serwisom
zapisywać cookies.
Po pierwsze - rozsądek
Powszechne są narzekania na wzrastającą komercjalizację Sieci i na zalew
reklam. Jednak to właśnie te męczące banery reklamowe umożliwiają istnienie
wielu "bezpłatnych" usług.
Bez reklamówek pojawiających się na stronach i doklejanych do listów nie
byłoby możliwe funkcjonowanie darmowych skrzynek pocztowych, miejsc na
strony WWW, faksy i rozmowy przez Internet. Pojawił się nawet nowy rodzaj
licencji - adWare, który umożliwia korzystanie z programów pod warunkiem, że
raz na jakiś czas pobierze się z serwisu producenta pakiet reklam. Tak
działają m.in. najnowsze wersje przeglądarki graficznej ACDSee oraz download
managera GoZilla.
Może więc czasem warto utracić cząstkę prywatności za luksus korzystania za
darmo z całkiem przyzwoitych usług i programów?
Ochrona w sieci:
Firewalle
http://grc.com/su-firewalls.htm - opisy firewalli (po angielsku)
http://www.firewalls.prv.pl/ - opisy firewalli (po polsku)
http://zonelabs.com - strona Zonealarm
Anonymizery
http://www.anonymizer.com
http://www.idzap.com
http://64.70.165.179 (Ultimate Anonymity)
Informacje
http://www.ecofuture.org/ecofuture/jmprivacy.html |
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|