| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Coś w genach(612 słów w tym tekście) (1599 ) 
BUSINESSMAN MAGAZINE 2003-06-26
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich
bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians"
Czy technologia nas opanowuje? Może nie aż tak jak pokazano w filmie
"Matrix: Reaktywacja", lecz w bardziej subtelny, podstępny sposób dokonuje
erozji naszych ludzkich cech i zdrowego rozsądku
Lucia Lindener, prezes Alfa Romeo, powiedziała niedawno, że "Zarządzanie w
warunkach międzynarodowych nie sprowadza się do wysłania e-maila i
wideokonferencji, lecz polega na patrzeniu ludziom w twarz. To ciągle sprawa
krwi, potu i łez"
Pierwsze zmiany w ludzkim zachowaniu pojawiły się wraz z rozmnożeniem się
pecetów w firmach. Dobrodziejstwa takie jak Google sprawiły, że
przyzwyczailiśmy się do natychmiastowych wyników, nic dziwnego więc, że
staliśmy się bardziej niecierpliwi. Przypatrzmy się jednak innym zjawiskom.
Ludzie pracujący w tym samym biurze, mający biurka w takiej odległości, że
mogliby bez trudu ze sobą rozmawiać, zaczęli ze sobą komunikować się za
pomocą e-maila. Mało tego, niektóre firmy zaczęły organizować specjalne
pokoje do "czatowania". "E-mail może być zabójczy dla związków
międzyludzkich", mówi Andy Owen-Jones, menedżer IT w Virgin Atlantic.
"Zastępuje osobisty kontakt, a nawet rozmowę telefoniczną". Dochodzi do
sytuacji, w których dokonuje się oceny pracy zarządów poprzez intranet.
Zdarza się nawet, że pracownicy są informowani o zwolnieniu za pomocą poczty
elektronicznej.
Jednym z najwcześniejszych i najbardziej frustrujących przykładów
oddziaływania technologii na codzienne życie była automatyczna sekretarka,
tak udoskonalona, że udział ludzki stał się zbędny. Wszyscy mamy też
gorzkie, a przynajmniej cierpkie doświadczenia z "Zarządzaniem Relacjami z
Klientami". Rośnie temperatura i skacze ciśnienie, gdy słodki głos w
telefonie prosi nas, aby czekać na zgłoszenie się recepcji lub wybrać tonowo
1, 2 lub 3. Dla niektórych z nas CRM oznacza "Cor, what a Ruddy Mess",
("Rany, co za cholerny bałagan").
Potem przyszły telefony komórkowe. Jedną z wcześniejszych aberracji było
używanie atrap komórek, najpierw we Włoszech przez wzgląd na la bella
figura, potem w Hongkongu i Singapurze, gdzie młodzi ludzie trzymają
telefony przy uchu, nawet gdy nie rozmawiają. Oczywiście Włosi uwielbiają
się sprzeczać przy każdej okazji, a telefon komórkowy znacznie zwiększa te
możliwości.
Swoją drogą, imponujący jest stopień ekshibicjonizmu, z jakim niektórzy
ludzie prowadzą prywatne rozmowy w miejscach publicznych. Według fińskiego
socjologa Timo Kopomaa, popełniają społeczne wykroczenie "prywatyzowania
przestrzeni publicznej"!
Komputeromania i komórkomania stały się chorobami społecznymi. Duńska
klinika specjalizująca się w leczeniu patologicznego zachowania dodała do
listy swoich pacjentów osoby uzależnione od internetu i SMS-ów. Jeden z
pacjentów, 25-letni mężczyzna, wysyłał ich średnio 200 dziennie. Mój
belgijski dentysta ma pacjentkę, która nie może powstrzymać się od wysyłania
SMS-ów, siedząc na krześle dentystycznym.
Wydaje się też, że tracimy dobre maniery. Michael Martin, konsultant ds.
marketingu, narzeka, że "Ludzie stracili poczucie konieczności oddzwaniania
i nie przestrzegają już zasad, które kiedyś należały do kanonu prowadzenia
biznesu". Bob Snyder, konsultant zamieszkały w Brukseli, specjalizujący się
w marketingu komputerów, dodaje, że jego klienci uważają, że dzisiaj
promocja ogranicza się do e-maila i rozmowy telefonicznej. Czy życie jest
rzeczywiście takie proste?
Może powinniśmy wziąć przykład z narodu najbardziej nastawionego na relacje
międzyludzkie, czyli Włochów. Lucio Tonelli, menedżer HR w IBM Italy, wie,
co to znaczy pozbawić ludzi kontaktów między sobą. "Nasi pracownicy, którzy
wybrali telepracę, wkrótce wrócą do biur. Przekonali się, że telepraca
przeszkadza w życiu rodzinnym i brakuje im kontaktu z kolegami". Lucia
Lindener, też Włoszka, prezes Alfa Romeo, powiedziała niedawno, że
"Zarządzanie w warunkach międzynarodowych nie sprowadza się do wysłania
e-maila i wideokonferencji, lecz polega na patrzeniu ludziom w twarz. To
ciągle sprawa krwi, potu i łez".
Na koniec oddajmy głos współzałożycielowi World Wide Web, Robertowi
Cailliau, bezapelacyjnemu bohaterowi, który jest Flamandem o francusko
brzmiącym nazwisku. "Szerokość pasma języka gestów, prędkość, z jaką
przekazujesz swoje myśli, ten zakres jest dużo szerszy w kontakcie
personalnym niż poprzez cokolwiek innego. Mamy w naszych genach coś takiego,
że fizyczny kontakt jest nam potrzebny". Dzięki Bogu!
|
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|