Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » KONTAKT / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Kursy Foto / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Boska praca

(592 słów w tym tekście)
(1691 )   Strona gotowa do druku



BUSINESSMAN MAGAZINE 2003-07-25
autor: Richard Hill
Jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians"

Najlepszym dowodem na to, że Europa się starzeje, jest fakt, że pracujemy mniej niż w innych krajach i wcześniej odchodzimy na emeryturę. Mieszkańcy Wlk. Brytanii zasługują na tytuł "największych pracoholików Unii Europejskiej". To może być szokiem dla wielu ludzi - włącznie z Brytyjczykami, bo jeszcze niedawno Zjednoczone Królestwo uchodziło za kraj zdolnych amatorów i długich lunchów!

Jeżeli za oznakę dynamizmu przyjęlibyśmy liczbę godzin spędzonych w pracy, to do najbardziej dynamicznych krajów Zachodu zaliczają się USA i Wielka Brytania. Ten pierwszy nie jest dla nikogo niespodzianką, gdyż amerykańska gospodarka oparta jest na duchu konkurencji i przedsiębiorczości. Według ostatnich danych OECD, przeciętny Amerykanin spędza w pracy ponad 1800 godzin w roku.

Wynik Amerykanów, którym dorównują Australijczycy, może wpędzić w kompleksy nawet Brytyjczyków: ich największym osiągnięciem jest 1700 godzin. Mimo to mieszkańcy Wysp wygrywają z resztą Europy, zasługując na tytuł "największych pracoholików Unii Europejskiej". To może być szokiem dla wielu ludzi - włącznie z Brytyjczykami, gdyż jeszcze niedawno Zjednoczone Królestwo uchodziło za kraj zdolnych amatorów i długich lunchów!

W obu przypadkach, pomimo brytyjskiej niechęci do podporządkowywania się stereotypom, kraje te sklasyfikowane zostały jako "ofiary" tego, co niemiecki socjolog Max Weber nazwał "protestancką etyką pracy". Jako dobrzy lub dość dobrzy katolicy, Polacy nie mogą zostać zaliczeni do tej grupy. Pomysł na łączenie religii z pracą wydaje się być dekadenckim pomysłem z Zachodu.

Jednak tak naprawdę w dzisiejszych czasach protestancka etyka pracy odnosi się tylko do USA i Zjednoczonego Królestwa, i pokrewnych krajów anglosaskich. Gdy spojrzymy na inne państwa zdominowane przez protestantów, to ta etyka, jeżeli w ogóle tam istniała, przedstawia się dość cienko. Dane OECD, oparte na informacjach pochodzących z narodowych biur statystycznych, pokazują, że protestanccy Niemcy poświęcają na pracę 1440 godzin w roku, a kalwińscy Holendrzy (oraz ich katoliccy rodacy) i luterańscy Norwegowie wytrzymują tylko 1340 godzin. Nawet katoliccy i lubiący przyjemności Francuzi i Włosi wysiedzą więcej godzin w pracy - jeżeli oczywiście w tym czasie nie strajkują...

Niektórzy obserwatorzy uważają, że istnieje bezpośrednia zależność między mniejszą ilością czasu spędzanego w pracy a zmniejszającą się religijnością wśród protestantów. To wydaje mi się dużym uproszczeniem. Weźmy chociażby przykład Brytyjczyków - większość z nich przestała chodzić do kościoła 20 lat temu, lecz zdecydowali się (po latach lenistwa) powrócić do pracy. Mniejsza religijność ma oczywiście wpływ, lecz wydaje mi się, że są jeszcze inne przyczyny. Na etos pracy z pewnością wpływa to, co nazywam mentalnością państwa opiekuńczego. Dotyczy to Niemców, a także Holendrów i Norwegów. Kiedy mieszkasz w środowisku, w którym wiesz, że cokolwiek by się stało, to państwo wyciągnie do ciebie pomocną dłoń, to nie boisz się korzystać z wolnego czasu.

Niestety, Niemcy zaczynają rozumieć, że dobre czasy mogą się skończyć bezpowrotnie. I to szybko. Świadomość ta dotrze także do Holendrów i Norwegów, a podejrzewam, że i do Szwedów czy Duńczyków.

Nie można także zaprzeczyć, że w zachodniej Europie chodzenie do kościoła przechodzi do historii. Weźmy chociażby przykład mojej gościnnej katolickiej Belgii. Według Europejskich Badań Wartości opublikowanych w 2000 r., w latach 1981-1990 w Belgii zanotowano trzeci pod względem wielkości w zachodniej Europie spadek liczby osób uczęszczających do kościoła, po którym nastąpił kolejny już mniejszy spadek w latach 1990-1999. Artykuł w "International Herald Tribune" podkreśla trwający od lat trend odchodzenia od tradycyjnych religii w kierunku mniej sformalizowanych wierzeń: "Ponad połowa obywateli (zachodniej) Europy ciągle przyznaje się do religii katolickiej, a jedna trzecia do protestanckiej. Jednak niewielu chodzi regularnie do kościoła. Europa nie mniej niż USA zwróciła się w kierunku New Age, spirytualizmu, hinduizmu, medytacji transcendentalnej, okultyzmu, uzdrawiaczy".

Na to wszystko mogę tylko powiedzieć: Amen!
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • Szachy, Magazyn Szachista • Strony internetowe, druk, dtp • PZSZach, Szachy