Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » KONTAKT / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Kursy Foto / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Reklama z wysokim IQ. Spoty mądre i głupie

(1449 słów w tym tekście)
(3538 )   Strona gotowa do druku



POLITYKA, NR 23/2003 (2404)
autor: Krystyna Lubelska

Czy Polacy zasługują na inteligentną reklamę? I czy taka w ogóle istnieje w kraju, gdzie na billboardach można zobaczyć podobizny mrożonych kurczaków?

Przemysław Angerman, reżyser i autor „Nie zakazanych reklam” (Polsat), przegląda do każdej edycji programu dziesiątki reklam z różnych stron świata. – Oczywiście przy ich wyborze kieruję się swoim gustem. Ze smutkiem muszę jednak powiedzieć, że rzadko pokazuję polskie spoty, bo tracą w porównaniu z zagranicznymi. Wynika to chyba ze specyfiki polskiej reklamy, która często jest zbyt wprost, wykłada kawę na ławę, brakuje jej zaskakującej pointy, ale podobno, wedle niektórych instytucji, Polacy właśnie taką sobie upodobali.

Jeszcze do niedawna Angerman przygotowywał, nadawany o godzinie 22.30, program pod tytułem „Zakazane reklamy”, ale KRRiTV postawiła diagnozę, że „może on stymulować zainteresowanie nieletnich widzów seksem, pobudzać ich emocjonalnie, zwiększać częstość fantazji erotycznych”. Tymczasem reklamy z podtekstem erotycznym, poza chamskimi czy prostackimi, które jednak w tym programie nie były prezentowane, wymagają inteligentnej gry z widzem, budowania szybkich skojarzeń, a także gotowości z jego strony do zabawy. Oto jeden ze spotów: brudna plama na obrusie zostaje spowodowana namiętnymi igraszkami pary przy kolacji. Co to szkodzi, skoro łatwo można ją wyprać odpowiednim proszkiem. Ten sam film wykonany w duchu zaleceń KRRiTV wyglądałby u nas całkiem inaczej. Głowa szczęśliwej rodziny wylewa barszczyk na czysty obrus. A to flejtuch, niezdara i gapa. Oj, śmieją się z tatusia szczęśliwe dzieci, a szczęśliwa małżonka od razu zgarbiona staje przy pralce.

Mimo to krajowi twórcy reklam, świadomi, wbrew obyczajowym cenzorom, faktu, że nic tak nie przyciąga uwagi jak inteligentna anegdota z seksem w tle, podejmują ryzyko i przemycają w niektórych reklamach wątki erotyczne. Kobieta podglądająca przez okno rozbierającego się mężczyznę, którego ciągle przesłaniają jej kołyszące się na wietrze gałęzie, zamiast do przyjemności dąży, jak podpowiada reklama, do błogości i zjada w końcu ciasteczko, które ją kusi. „Może aktywujesz u mnie?” – zwraca się do dziewczyny w reklamie telefonii komórkowej młody człowiek. To pytanie, celowane w młodzieżową grupę klientów, jest z gatunku tych, które mają szansę trafić do potocznego języka, tak jak „świstak, który zawija” lub „bo zupa była za słona”. „Może jest trochę za szybki – opowiada w jednym ze spotów dziewczyna koleżankom – ale jak miło mruczy”. O co chodzi? To chyba jasne. O samochód.

Zemsta dziewczynek
„Nigdy nie myśl – przestrzegał David Ogilvy – że robisz reklamę dla prymitywnych gospodyń domowych, bo wśród nich może być twoja żona, córka lub matka”. Wydaje się, że stereotyp kury domowej, lansowany do niedawna szczególnie przez detergenty, mamy już szczęśliwie za sobą. W polskich reklamach prezentuje się coraz więcej kobiet pracujących, dynamicznych, zadbanych, wyzwolonych, które potrafią bronić nie tylko swego zdania, ale i swoich rzeczy. Kiedy właścicielka nowiutkiego samochodu z dumą demonstruje go swojemu mężczyźnie, ten z miną znawcy kopie oponę. W zamian za to zostaje obity torebką i zmuszony do ucieczki. Ten spot można uznać za przełomowy w naszych krajowych reklamowych stosunkach męsko-damskich. Przypomina mi on inny, zagraniczny. Dziecko przychodzi na świat. Rosły lekarz, zgodnie z rytuałem, wymierza maleństwu porządnego klapsa w pupę, a noworodek w zamian za to uderza go w twarz. Była to kampania dotycząca praw dziecka do samoobrony, ale chyba należy przyjąć, że wedle nowo obowiązujących w reklamie reguł noworodek w tym spocie był z pewnością dziewczynką.

Przełamywanie stereotypów to prawdopodobnie jedno z najważniejszych zadań reklamy. Choć bywa i tak, że umiejętne posłużenie się nimi tworzy nową jakość. Oto młoda para zaprosiła teściową na obiad. Ta bez przerwy narzeka na wszystko. Po skończonym obiedzie jeszcze na ulicy jazgocze, wsiada do nowego samochodu młodej pary i wyraźnie zachwycona milknie. Wysiadając z auta, musi jednak zachować twarz, więc powiada: „Zróbcie coś z tym żywopłotem”. W tej reklamie samochodu nie mówi się na jego temat ani słowa, ale milczenie daje pole do fantastycznych wyobrażeń.

Gdy trzeba powiedzieć ludziom coś nowego, a często i niepopularnego, włącza się przede wszystkim reklamę z wysokim IQ, do której należą kampanie społeczne. Stanowią one bowiem dla ich twórców wyzwanie nie tylko co do formy komunikatu, ale także jego psychologicznej prawdy. Nie ma w nich zazwyczaj miejsca na greps, kpinę, luz lub absurd, czyli chwyty spektakularne. – W tego rodzaju reklamie trzeba się oderwać od krainy szczęśliwości, w której zalatuje plastikiem – mówi Dariusz Zatorski, dyrektor kreatywny – i dotknąć rzeczywistości, czasami brutalnej, czasami smutnej, a najczęściej po prostu zwyczajnej, czyli najtrudniejszej do opisania. Takiej jak w kampanii „Integracji”, gdzie widzimy ojca, który kąpie dziecko, bawi się z nim, a potem czyta mu na dobranoc. Przeciętny, troskliwy tata, tyle że gdy inni czytają zwyczajnie, on czyta brajlem.

Popieprzony świat
McLuhan twierdził: pokaż mi reklamy twojego kraju, a powiem ci, jakie są jego najważniejsze problemy. U nas jego tezę można byłoby zastosować w znacznej części do reklam, które nigdy nie pojawiły się w mediach, czyli tych niechcianych przez klientów. – Mamy takich projektów pełną piwnicę. Niektóre nie przeszły z powodu nietrafionego pomysłu, większość jednak z braku politycznej poprawności – powtarzają dyrektorzy kreatywni z różnych agencji. I zgodnie przyznają, że w Polsce łatwiej przepchać reklamy podejrzane ze względów obyczajowych, niż te, które punktują naszą codzienność, obnażają biurokratyzm, samowolę, łapownictwo lub inne błędy i wypaczenia. Nikt nie chce przecież obrazić konsumenta. W „Salonie odrzuconych” konkursu Złotych Orłów możemy np. obejrzeć spot kampanii przeciw korupcji. Na budynku szpitala widnieje napis: „Szpital rejonowy przyjmuje między 100 a 10 000 zł”. Reklamodawcy go nie zaakceptowali, bo może był zbyt wprost, a może zbyt celnie uderzał w służbę zdrowia?

Publiczność, zwłaszcza ta młodsza, lubi groteskę i absurd w reklamie, choć nie zawsze jej uczucia podzielane są przez reklamowych decydentów. „Dlaczego te kurczaki są inne?”. „Bo są popieprzone. Czarnym pieprzem”. Wedle agencji NOS/BBDO zastrzeżenia wśród nadawców reklamy wzbudził fakt, że w tym filmie kurczak załatwiał się jak pies (oprócz tego zwisał jak nietoperz lub stukał jak dzięcioł) oraz słowo „popieprzone”, ale przeszła i stała się jedną z tzw. kultowych reklam, do których należą m.in.: kampanie Frugo, piwa Tyskiego, Żywca, proszku Vizir, Ikei, mleka Łaciatego, Ery, herbaty Saga, chipsów Lay’s, Toyoty, Forda, Opla. I dzięki którym nazwy marek utkwiły odbiorcom w pamięci.

– Reklama występuje zazwyczaj w roli nieproszonego gościa, którego wizyta budzi w dodatku irytację gospodarzy, bo przecież nikt nie lubi, żeby przerywać mu filmy albo teksty w gazetach przedzielać ogłoszeniami – mówi Jarosław Ziębiński, szef agencji Leo Burnett. – Dlatego każda reklama powinna przekazywać coś nowego i w wyjątkowy sposób. Jeśli reklama jakiegoś towaru jest nieinteligentna, to konsumenci w ten sam sposób zaczynają traktować produkt, ale jest i odwrotnie.

Inicjacja Kmicica
Ostatnio symbol kobiecej urody, znana modelka Cindy Crawford, zamiast w reklamie kosmetyków, została obsadzona w spotach promujących naszą krajową wodę do picia. Wcześniej makaron lansowała Sophia Loren. Obecnie Rodowicz z Olbrychskim wspólnie promują lody. To mój pierwszy raz – podkreśla były Kmicic, raczej ku irytacji niż radości widzów, dla których wynik zmagania aktorskiego sumienia z kasą jest i tak już oczywisty. Znawcy reklamy z pewnym dystansem jednak odnoszą się do występów tzw. celebrities w spotach. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy konsument zapamięta promowany produkt, czy raczej gwiazdę. Inaczej jest przy długotrwałych i strategicznie konsekwentnych kampaniach, gdzie superstar staje się znakiem firmowym produktu, tak np. jak Marek Kondrat, który od pięciu lat jest obecny w kampaniach Nationale-Nederlanden. I choć niektóre firmuje tylko głosem, to Kondrat–lew–ubezpieczenia kojarzą się bez pudła.

Ostatnio furorę w naszej redakcji zrobił zagraniczny spot, który można uznać za reklamowy antydziecięcy manifest, niezwykle sprawnie zrobiony. Młody ojciec z kilkuletnim synkiem robią zakupy w supermarkecie. Dziecko wrzuca do koszyka słodycze, ojciec je stamtąd wyjmuje. Latorośl dostaje ataku histerii, wrzeszczy, wyrzuca towar z półek, demoluje sklep. Najazd kamery na bezradną minę ojca. I napis: „Use condoms”. Jest to reklama inteligentnie niepoprawna i z pewnością u nas nie obeszłoby się bez interwencji wszelkich możliwych towarzystw przyjaciół dzieci. A jednak tego rodzaju reklamy znajdują drogę do swoich odbiorców przez Internet. – Jest to tzw. komunikacja wirusowa – wyjaśnia Łukasz Malczewski z agencji ComPress – polegająca na „infekowaniu” skrzynek e-mailowych znajomych, przyjaciół czy współpracowników, dzięki czemu nie jest przez nich traktowana jako SPAM, czyli niechciana przesyłka komercyjna. Jeśli wyślemy e-maila do 5 osób o godz. 8.00, a każda z nich prześle ją dalej, to możemy się spodziewać, że o 17.00 będzie go znało ok. 10 mln osób na całym świecie. Polskie firmy decydujące się na wpuszczenie komunikatu promocyjnego w sieć zazwyczaj epatują internautów czystą reklamą, która jako SPAM trafia od razu do kosza – twierdzi Malczewski. – Tymczasem trudność polega na takim ukryciu przekazu, by był on traktowany niezależnie, jako dowcip, anegdota, bo wtedy ludzie chcą się nim dzielić i wspólnie bawić.

Firmy traktują ostrożnie ten typ promocji, ponieważ daje ona także wolne pole pornografii czy żartom brutalnym i niewybrednym, więc zapewne wiele marek nie chciałoby się ze swoim przesłaniem znaleźć w takim towarzystwie. Na razie więc tradycyjne środki reklamowego przekazu wydają się pewniejsze, a reklamy, niezależnie od miejsca ich umieszczenia, zawsze mogą być przecież bardziej inteligentne i dowcipne.
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • PZSZach, Szachy • Strony internetowe, druk, dtp • Szachy, Magazyn Szachista