Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » KONTAKT / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Kursy Foto / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Obraza inteligencji

(624 słów w tym tekście)
(1461 )   Strona gotowa do druku



BUSINESSMAN MAGAZINE 2002-07-12
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians".

Może to oznaka starzenia się (mojego), ale coraz trudniej znoszę rojące się od oczywistości teksty, które z braku lepszej terminologii nazywane są filozofią korporacyjną. Chodzi o takie sprawy, jak misja firmy, system wartości itp. Te dokładnie przemyślane formuły od początku pozbawione są życia, w przeciwieństwie do kultury korporacyjnej, którą mają reprezentować.

Mój opór związany jest pewnie z pochodzeniem i wiekiem. Jestem Anglikiem, a moda na te tematy napędzana jest głównie w USA. Myślę, że zainspirował ją ewangeliczny protestantyzm, który ma wpływ na wiele aspektów amerykańskiego życia, nawet na to, jak zupełnie inaczej kraj ten prezentuje się przybyszom z innych państw. Łatwość projektowania amerykańskich wartości na inne cywilizacje - bez pytania czy te wartości mają dla nich jakieś znaczenie - tłumaczy alienację innych części świata, włączając świat islamski.

Syndrom misji czy systemu wartości nie dotyczy tylko amerykańskich korporacji. Opanował także wiele zachodnioeuropejskich firm, choć może akurat one nie oddają mu się z takim zapałem. Oczywiście wiele aspektów świadomości korporacyjnej skierowanych jest do własnych pracowników, lecz przeznaczone są także do zewnętrznej "konsumpcji". Jako postronni obserwatorzy zastanawiamy się, po co robi się wokół tego tyle zamieszania.

Doświadczyłem tego, gdy starałem się wyjaśnić menedżerom ds. zasobów ludzkich z Europy Południowej system wartości, którym kieruje się zarząd General Electric. Dla Włochów takie cechy jak "dążenie do perfekcji" czy "prawość" były tak oczywiste, że wymienianie ich nie miało sensu. Natomiast "odpowiedzialność" i "upoważnienie" okazały się bardzo podejrzane (czy to znaczy, że oczekuje się od nich postawienia firmy przed własną rodziną?). Problem polega między innymi na tym, że Włosi, nie mniej niż inni mieszkańcy zachodniej Europy, nie raz w życiu przekonali się, że cynizm jest naturalną odpowiedzią na uproszczone teoretyzowanie.

W tej sprawie nie jest jednak łatwo uniknąć cynizmu. Nigdy nie zapomnę, jak z dumą wręczono mi opis misji pewnej amerykańskiej korporacji, jednej z listy 500 największych firm magazynu "Fortune", i od razu zwróciłem uwagę na błąd ortograficzny w środku tekstu. To, że nie został on zauważony, upewniło mnie, że nikt tego wcześniej nie czytał...

Cechą większości systemów wartości i zadeklarowanych przez firmy misji jest to, że używa się w nich samych superlatywów: "najlepsze" to i tamto (czy ktokolwiek powiedziałby "najgorszy"?). Przedstawię tu kilka przykładów zebranych przez brytyjską grupę FirstPersonGlobal/Nash, które pokazują, jak opisy misji firmy mogą stać się obraźliwe dla ludzkiej inteligencji:

"Naszą wizją jest wyrosnąć na najlepszą światową grupę komunikacyjną". Proste, zwięzłe i... bez sensu!

"Oddaj się sprawie [dosł. przyjmij - przyp. red] i rozwijaj się". Zdecydowana groźba, szczególnie jeżeli dotyczy to Microsoftu.

"Naszym zadaniem jest wytworzenie niedrogiej informacji i wspólne wypracowanie najwyższej jakości rozwiązań dających naszym klientom 100% satysfakcji". Seria dobrze brzmiących i tylko dobrze brzmiących słów.

Próbą ogniową opisu misji korporacyjnej - i w konsekwencji systemu wartości - jest sprawdzenie, czy da się ją odwrócić "na lewą stronę". Zobaczcie, jak wyglądałyby po takiej operacji powyższe trzy przykłady:

"Naszą wizją jest wyrośnięcie na najgorszą światową grupę komunikacyjną".

"Odrzuć i skurcz się."

"Naszym zadaniem jest wytworzenie kosztownej informacji i bez porozumienia z klientem wypracowanie niskiej jakości rozwiązań nie dających naszym klientom żadnej satysfakcji."

Jak widać, zabieg ten do reszty pozbawił je wartości. Badacze z Harvey Nash dodają jeszcze, że w ostatnim badaniu w Zjednoczonym Królestwie dwie trzecie respondentów potwierdziło, że ich firmy mają opis własnej misji, lecz tylko co piąty przywiązywał do tego jakąś wagę. Pozostałe 80% uznało to za stratę czasu.

Ostateczna analiza wykazuje, że systemy wartości i opisy misji firmy muszą iść w parze z codziennymi decyzjami menedżerów. Jeśli tak nie jest, to mogą spalić na panewce. Cała nadzieja w tym, że nikt i w żadnym wypadku tego nie zauważy...

Pod koniec Harvey Nash na pocieszenie podaje trzy przykłady haseł, które rzeczywiście działają:

"Pokonaj Coca-Colę" - autorstwa Pepsi-Coli,

"Zmiażdżyć Reeboka" - autorstwa Nike,

"Rozkruszymy, zmiażdżymy i zarżniemy Yamahę" - autorstwa Hondy.
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • Strony internetowe, druk, dtp • Szachy, Magazyn Szachista • PZSZach, Szachy