| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Obraza inteligencji(624 słów w tym tekście) (1372 ) 
BUSINESSMAN MAGAZINE 2002-07-12
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich
bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians".
Może to oznaka starzenia się (mojego), ale coraz trudniej znoszę rojące się
od oczywistości teksty, które z braku lepszej terminologii nazywane są
filozofią korporacyjną.
Chodzi o takie sprawy, jak misja firmy, system wartości itp. Te dokładnie
przemyślane formuły od początku pozbawione są życia, w przeciwieństwie do
kultury korporacyjnej, którą mają reprezentować.
Mój opór związany jest pewnie z pochodzeniem i wiekiem. Jestem Anglikiem, a
moda na te tematy napędzana jest głównie w USA. Myślę, że zainspirował ją
ewangeliczny protestantyzm, który ma wpływ na wiele aspektów amerykańskiego
życia, nawet na to, jak zupełnie inaczej kraj ten prezentuje się przybyszom
z innych państw. Łatwość projektowania amerykańskich wartości na inne
cywilizacje - bez pytania czy te wartości mają dla nich jakieś znaczenie -
tłumaczy alienację innych części świata, włączając świat islamski.
Syndrom misji czy systemu wartości nie dotyczy tylko amerykańskich
korporacji. Opanował także wiele zachodnioeuropejskich firm, choć może
akurat one nie oddają mu się z takim zapałem. Oczywiście wiele aspektów
świadomości korporacyjnej skierowanych jest do własnych pracowników, lecz
przeznaczone są także do zewnętrznej "konsumpcji". Jako postronni
obserwatorzy zastanawiamy się, po co robi się wokół tego tyle zamieszania.
Doświadczyłem tego, gdy starałem się wyjaśnić menedżerom ds. zasobów
ludzkich z Europy Południowej system wartości, którym kieruje się zarząd
General Electric. Dla Włochów takie cechy jak "dążenie do perfekcji" czy
"prawość" były tak oczywiste, że wymienianie ich nie miało sensu. Natomiast
"odpowiedzialność" i "upoważnienie" okazały się bardzo podejrzane (czy to
znaczy, że oczekuje się od nich postawienia firmy przed własną rodziną?).
Problem polega między innymi na tym, że Włosi, nie mniej niż inni mieszkańcy
zachodniej Europy, nie raz w życiu przekonali się, że cynizm jest naturalną
odpowiedzią na uproszczone teoretyzowanie.
W tej sprawie nie jest jednak łatwo uniknąć cynizmu. Nigdy nie zapomnę, jak
z dumą wręczono mi opis misji pewnej amerykańskiej korporacji, jednej z
listy 500 największych firm magazynu "Fortune", i od razu zwróciłem uwagę na
błąd ortograficzny w środku tekstu. To, że nie został on zauważony, upewniło
mnie, że nikt tego wcześniej nie czytał...
Cechą większości systemów wartości i zadeklarowanych przez firmy misji jest
to, że używa się w nich samych superlatywów: "najlepsze" to i tamto (czy
ktokolwiek powiedziałby "najgorszy"?). Przedstawię tu kilka przykładów
zebranych przez brytyjską grupę FirstPersonGlobal/Nash, które pokazują, jak
opisy misji firmy mogą stać się obraźliwe dla ludzkiej inteligencji:
"Naszą wizją jest wyrosnąć na najlepszą światową grupę komunikacyjną".
Proste, zwięzłe i... bez sensu!
"Oddaj się sprawie [dosł. przyjmij - przyp. red] i rozwijaj się".
Zdecydowana groźba, szczególnie jeżeli dotyczy to Microsoftu.
"Naszym zadaniem jest wytworzenie niedrogiej informacji i wspólne
wypracowanie najwyższej jakości rozwiązań dających naszym klientom 100%
satysfakcji". Seria dobrze brzmiących i tylko dobrze brzmiących słów.
Próbą ogniową opisu misji korporacyjnej - i w konsekwencji systemu wartości
- jest sprawdzenie, czy da się ją odwrócić "na lewą stronę". Zobaczcie, jak
wyglądałyby po takiej operacji powyższe trzy przykłady:
"Naszą wizją jest wyrośnięcie na najgorszą światową grupę komunikacyjną".
"Odrzuć i skurcz się."
"Naszym zadaniem jest wytworzenie kosztownej informacji i bez porozumienia z
klientem wypracowanie niskiej jakości rozwiązań nie dających naszym klientom
żadnej satysfakcji."
Jak widać, zabieg ten do reszty pozbawił je wartości. Badacze z Harvey Nash
dodają jeszcze, że w ostatnim badaniu w Zjednoczonym Królestwie dwie trzecie
respondentów potwierdziło, że ich firmy mają opis własnej misji, lecz tylko
co piąty przywiązywał do tego jakąś wagę. Pozostałe 80% uznało to za stratę
czasu.
Ostateczna analiza wykazuje, że systemy wartości i opisy misji firmy muszą
iść w parze z codziennymi decyzjami menedżerów. Jeśli tak nie jest, to mogą
spalić na panewce. Cała nadzieja w tym, że nikt i w żadnym wypadku tego nie
zauważy...
Pod koniec Harvey Nash na pocieszenie podaje trzy przykłady haseł, które
rzeczywiście działają:
"Pokonaj Coca-Colę" - autorstwa Pepsi-Coli,
"Zmiażdżyć Reeboka" - autorstwa Nike,
"Rozkruszymy, zmiażdżymy i zarżniemy Yamahę" - autorstwa Hondy.
|
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|