| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Przebudzenie smoka(654 słów w tym tekście) (1424 ) 
BUSINESSMAN MAGAZINE 2002-06-13
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich
bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians".
Wiele zachodnich koncernów nacięło się, gdy penetrację chińskiego rynku rozpoczęło od sporządzenia planu strategicznego.Dla obcokrajowca wiele z tego, co tam się dzieje, wydaje się ciągle nieuporządkowane. Ale tym bardziej zachęcać to powinno do pragmatycznego i praktycznego podejścia przy wchodzeniu do Chin.
Tak więc Chiny - Republika Ludowa, gdyby ktoś nie wiedział - zostały członkiem Światowej Organizacji Handlu. Wydaje się, że nie ma w tym nic szczególnego, zwłaszcza że tyle o tym trąbiono. Chińczycy podeszli jednak do sprawy bardzo poważnie, a jest ich 1,25 miliarda. Parę tygodni temu przeprowadzałem wywiad z Annemie Neyts, sekretarzem stanu w belgijskim MSZ. Powiedziała mi, że "we wszystkich dużych miastach, w których chińskie Ministerstwo Handlu Zagranicznego ma swoje regionalne oddziały, przystąpienie do WTO widziane jest jako ważne wydarzenie polityczne i gospodarcze. Administracja szybko przystosowuje się do nowej sytuacji, tworząc stabilne prawne i fiskalne warunki działalności gospodarczej. Pod pewnymi względami gospodarka chińska należy dziś do najbardziej liberalnych na świecie!"
Dla obcokrajowca wiele z tego, co tam się dzieje, wydaje się ciągle nieuporządkowane. Ale tym bardziej zachęcać to powinno do pragmatycznego i praktycznego podejścia przy wchodzeniu do Chin. Wiele zachodnich koncernów nacięło się, gdy penetrację tamtejszego rynku rozpoczęło od sporządzenia planu strategicznego. Taki plan jest dobry, jeżeli oparty jest na pewnych i jasnych założeniach, a o takie bardzo trudno. Tak więc najlepszym sposobem jest przeprowadzenie rekonesansu na miejscu. Tylko w taki sposób można poczuć tamtejszą rzeczywistość. Ponadto robienie interesów w Chinach oparte jest na zasadzie guanxi (osobiste kontakty), która często jest jedynym sposobem uniknięcia problemów z administracją.
Okazuje się, że najlepszym eksporterem do Chin wcale nie są ani brytyjskie, ani amerykańskie koncerny - z ich przywiązaniem do strategicznych planów i przekonaniem, że na końcu liczą się tylko pieniądze - lecz włoskie małe i średnie przedsiębiorstwa. Włosi są od dawna mistrzami w działaniu "na wyczucie" i w nawiązywaniu kontaktów. Być może to Niemcy wymyślili słowo Fingerspitzengefuehl, lecz Włosi zawsze je stosowali.
W artykule, który ukazał się w miesięczniku Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu (CBI), Joe Studwell, autor książki "The China Dream: the Elusive Quest for the Greatest Untapped Market on Earth" (Profile Books, www.accessasia.co.uk/newsite/events.asp) pisze: "Który z europejskich narodów odnosi największe biznesowe sukcesy w Chinach? Odpowiedź brzmi: Włosi. Zainwestowali tam mniej niż inne ważniejsze kraje europejskie, lecz przez niemal całe lata 90. byli po Niemcach drugim największym europejskim eksporterem do Chin".
"Ten zaskakujący fakt ma niewiele wspólnego z toskańskim winem i makaronem, które w chińskiej kuchni używane są w niewielkich, choć coraz większych ilościach. Włoskie sukcesy opierają się na postrzeganiu Chin takimi, jakie są: chaotyczne, o szybko zmieniającym się rynku, z dużym, lecz nierównym popytem". Studwell podaje przykłady sektorów gospodarki, w których Włosi dominują w Chinach: maszyny dla przemysłu tekstylnego i skórzanego, produkcja kafelków ceramicznych i walcownie metali. To są specjalizacje, które Włosi zmonopolizowali dzięki wyjątkowemu, prawie osmotycznemu procesowi tworzenia sieci kontaktów, geograficznej koncentracji i integracji pionowej.
Tymczasem - jak twierdzi Joe Studwell - "w ciągu ostatniej dekady miasto Foshan, chińskie centrum produkcji kafelków w pobliżu Guangzhou, stało się Małą Italią. Włoscy inżynierowie sprowadzili się tam, aby serwisować Chińczykom maszyny do produkcji kafelków".
Włosi są artystami zarówno w technice, jak i w robieniu biznesu. Mniej więcej 25 lat temu - to dzisiaj wydaje się prehistorią - odwiedziłem państwową fabrykę konserw w Pudliszkach. Tak o tym zdarzeniu pisałem w książce "We Europeans" (Europublications, www.europublic.com): "Włoski talent designerski rzucił mi się w oczy w przetwórni owocowo-warzywnej, którą odwiedziłem w Polsce. W jednej części hali stała niemiecka linia do produkcji konserw: funkcjonalna do bólu, wydajna, zaawansowana technicznie, lecz bez szczególnego polotu. W drugiej części - włoska linia do produkcji przecieru pomidorowego: symfonia na nierdzewną stal, niemniej funkcjonalna, lecz z takim zmysłem i stylem. Linia do produkcji przecieru pomidorowego! Dowiedziałem się, że Niemcy także starali się o zamówienie na tę linię, lecz Włosi ich pokonali".
Podoba mi się, że Polacy dzielą włoskiego ducha przedsiębiorczości i inteligentny oportunizm. Może powinniście też dostrzec Chiny!
|
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|