| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Dzieje spinacza(519 słów w tym tekście) (1683 ) 
BUSINESSMAN MAGAZINE 2002-04-15
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich
bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians".
Ostatnie rozmowy na temat bezpieczeństwa na świecie i na ulicach
spowodowały, że moją uwagę zwróciło wszystko, co się otwiera i zamyka. Nie
chodzi mi o zamki, kłódki, drzwi i okna, lecz wszystkie te przedmioty, które
ułatwiają nam życie. Mam tu na myśli takie urządzenia, jak zamki
błyskawiczne, zakrętki (szczególnie te, których ani my, ani dzieci nie
potrafią odkręcić!) czy nawet zwykłe spinacze do papieru.
Zdumiewa mnie, jak bardzo jesteśmy od nich uzależnieni i jednocześnie, jak
mało wiemy o ich pochodzeniu. W większości przypadków nie znam prawdy, a
kiedy już znam, nie zawsze jestem jej pewny. Weźmy chociażby gwint na
zakrętce. Facet, który wpadł na ten pomysł - Archimedes? - był geniuszem.
Dla porównania, zakrętka to już stosunkowo prosta adaptacja tego samego
pomysłu.
Nie można też pominąć guzików i haftek - rzeczy, które od lat pomagają nam
się trzymać kupy. Są one tak mało skomplikowane, że aż zadziwiają swoją
prostotą.
Spinacz do papieru ma swoją własną historię. Pierwszy patent na coś, co
mniej więcej przypominało znany nam dobrze drobiazg, który Francuzi nazywają
trombone, czyli puzon, ze względu na podobieństwo do tego instrumentu,
nadany został w Niemczech w 1889 r. Norwegowi Johanowi Vaalerowi. Rok
później Amerykanin Cornelius J. Brosnan wynalazł coś, co nazwano "konaclip",
a wkrótce potem angielska firma Gem Manufacturing wprowadziła na rynek
podwójny owalny spinacz biurowy, którego używamy do dzisiaj. Okazuje się, że
wielu zdolnych wynalazców pracowało wtedy nad czymś, co mogłoby zastąpić
wstążki i szpilki używane w tamtych czasach do spinania papieru.
Zbliżając się do bardziej współczesnych czasów, dojdziemy do zamka
błyskawicznego, a później rzepu Velcro. Nikogo chyba nie zaskoczy fakt, że
autorstwo obydwu tych wynalazków przypisują sobie uporządkowani Szwajcarzy.
Szwajcarzy w ogóle szczerze wierzą w wygodę i bezpieczeństwo, cechy, którymi
mogą się dzielić z obcokrajowcami - jednak po odpowiedniej cenie. Scyzoryk,
należący do wyposażenia armii szwajcarskiej, zawiera nawet otwieracz do
butelek...
Jeden ze Szwajcarów - Simon Frey - uznawany jest za najpewniejszego
wynalazcę zamka błyskawicznego, podczas gdy rzepy zawdzięczają swoją
popularność jego rodakowi Georgesowi de Mestralowi, którego zainspirowały
kolczaste kulki łopianu. Oczywiście jeszcze wiele innych osób twierdzi, że
zamek błyskawiczny to ich dzieło - Amerykanie (Whitcomb Judson w 1891 r.),
Japończycy, Francuzi i jeden Rosjanin, o którym nikt nigdy więcej nie
słyszał. Z pewnością jest także jakiś polski pretendent...
Prawie zapomniałem o najważniejszym przyrządzie służącym do otwierania -
korkociągu (także znajduje się w scyzoryku armii szwajcarskiej). Pierwszą
osobą, która opatentowała to urządzenie - to, czy wynalazł je, czy nie, to
już inna sprawa - był Anglik, wielebny Samuel Henshell z Oksfordu. Nawet,
jeśli był on mniej ortodoksyjnym członkiem kościoła anglikańskiego od swoich
kolegów, to i tak wydaje się nieprawdopodobne, że jednym z pierwszych
promotorów korkociągu była osoba duchowna. To wszystko potwierdza często
powtarzaną teorię, że dla Anglików wiara to jedno, a czyny drugie.
Jeżeli już poruszamy temat narodowych stereotypów (mój ulubiony), to warto
byłoby wspomnieć najnowszy przyrząd z kategorii otwieraczy-zamykaczy: jest
nim zamknięcie z pompką na butelkę do wina, dzięki któremu zawartość butelki
jest smaczna jeszcze na drugi dzień. Jego holenderski, jak się okazało,
producent właśnie prowadzi akcję marketingową wynalazku.
|
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|