| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Internetowi szpiedzy na chodniku (421 słów w tym tekście) (1544 ) 
MediuRun.pl 29 czerwca 2004
autor: Dariusz Ćwiklak
Źródło: Gazeta Wyborcza
Włamywaliśmy się do bezprzewodowych sieci komputerowych, stojąc pod oknami
znanych firm w Warszawie - ujawniają dziennikarze "Gazety", "Wiedzy i Życia"
oraz Radia ZET.
Gdybyśmy mieli złe zamiary, moglibyśmy skopiować poufne dane: może bazę
klientów, może e-maile prezesa, a może coś jeszcze cenniejszego?
Bezprzewodowe sieci są coraz popularniejsze w biurach i w domach. I mogą być
łatwym łupem dla hakerów i szpiegów przemysłowych.
W ciągu dwóch dni udało nam się namierzyć w centrum Warszawy ponad 50 takich
sieci. Należą do różnych firm i instytucji, np. Polmosu czy Poldoku
(konsorcjum drukujące dowody osobiste i prawa jazdy). Co trzecia namierzona
przez nas sieć nie była zabezpieczona przed włamywaczami. Nawet hasłem.
Bezprzewodowa sieć komputerowa (nazywana WiFi lub WLAN) to wygodna sprawa.
Aby połączyć się z internetem czy innymi komputerami w biurze, nie trzeba
ciągnąć wszędzie kabli - wystarczy jeden nadajnik radiowy podłączony kablem
do sieci oraz specjalne karty-odbiorniki w komputerach. Taki zestaw kosztuje
300-400 zł. Dlatego coraz więcej firm inwestuje w sieci bezprzewodowe.
Zasięg jednego nadajnika to kilkadziesiąt, a czasami ponad sto metrów.
Wystarczy, by pokryć całe biuro czy dom. Kłopot w tym, że sygnał często
pokryje też kawałek ulicy.
Haker może stanąć pod oknami biura z laptopem i bez problemu połączyć się z
bezprzewodową siecią. I nie trzeba mieć wyrafinowanego sprzętu:
kartę-odbiornik do laptopa kupuje się za 80 zł, a programy do poszukiwania
sygnału sieci ściąga się z internetu za darmo.
Dziennikarze "Gazety", "Wiedzy i Życia" oraz Radia ZET namierzali sieci
wprost z samochodu, przechadzali się pomiędzy biurowcami z notebookiem w
ręku. Czasami łapali sygnał sieci z daleka, choćby na trawniku kilkadziesiąt
metrów od głównego wejścia, czasami trzeba było podejść pod same okna.
Najczęściej mogliśmy bez hasła korzystać z internetu, np. przy Teatrze
Ateneum umożliwiła nam to sieć o nazwie "Jaracza". Sprawdziliśmy sobie
najnowsze wiadomości z portalu Gazeta.pl i pojechaliśmy namierzać dalej.
Nawet jeśli sieć bezprzewodowa jest zabezpieczona hasłem, nie uchroni to
firmy przed hakerami. - Niestety, algorytm szyfrowania stosowany w sieciach
bezprzewodowych jest bardzo słaby - przyznaje Krzysztof Młynarski,
specjalista od zabezpieczeń sieci komputerowych w firmie Teleinformatica.
Programy do łamania haseł są łatwo dostępne w internecie i dają rezultat
nawet w godzinę.
Czasami nawet taki program nie jest potrzebny: wystarczy trochę psychologii.
W centrum Warszawy namierzyliśmy sieć komputerową redakcji znanego
czasopisma. Żeby się zalogować, musieliśmy wpisać hasło. Co to może być -
zastanawialiśmy się. Może nazwa wydawnictwa? Nie. Może nazwisko prezesa?
Nie. Nazwisko naczelnego? Nic z tego. A może jego imię? Bingo!!! Danych
jednak nie przejrzeliśmy, bo poza hasłem zastosowano też inne
zabezpieczenia.
|
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|