Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » ADRES + TELEFONY / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Boguś, co ty wiesz? Jaką Polskę opowiada nam reklama?

(1188 słów w tym tekście)
(2760 )   Strona gotowa do druku



POLITYKA, NR 35/2002 (2365)
autor: Krystyna Lubelska

Twórcy reklam coraz częściej sięgają po swojskie motywy. Krótkie telewizyjne spoty zachwalające różne produkty układają się w zabawny i często zaskakujący film o Polsce i Polakach. Jaką Polskę opowiada nam reklama?

W grywało w początkach lat 90. ludzie zachłysnęli się stylem zachodnim i wszystko co było polskie przestarciu z tym co niepolskie - mówi Maciej Nowicki, dyrektor kreatywny agencji J. Walter Thompson. - W reklamach też obowiązywał powiew tego innego, lepszego świata. Mniej więcej od połowy lat 90. sytuacja się zmieniła, konsumenci zaczęli odkrywać "dobre, bo polskie". I to nie tylko, gdy chodziło o towar, ale także o reklamy. Ich odbiorcy chętnie zaczęli kupować swojskość wygrywaną w kampaniach. "Slogany reklamowe wchodzą w miejsce dawnych sloganów politycznych" - komentował ówczesną sytuację prof. Michał Głowiński z Instytutu Badań Literackich.

Polski detal
Boguś, co ty wiesz o piwie (bezalkoholowym oczywiście) - mówią panie z telewizyjnego spotu i chichoczą nad szklankami. A niemal cała Polska - nawet ci, którzy nie oglądali znanego filmu z Bogusławem Lindą w roli głównej - wie, o co chodzi. Reklama chętnie czerpie ze zjawisk narodowej popkultury. Bawi się kalkami, cytatami, aluzjami. "Vabank", "Czterdziestolatek", "Janosik", "Czterej pancerni i pies" - to tylko nieliczne produkcje z tych, które weszły do kanonu polskiej klasyki telewizyjnofilmowej i do których tylko ostatnio odwoływali się twórcy reklam. Linda, Kondrat, Machulski, Pyrkosz, Kłosiński, a wraz z nimi Rinn, Kayah, Rodowicz oraz wielu innych aktorów i piosenkarzy występowało także w reklamach. Co najmniej pięć osób z programu "Big Brother" uczestniczyło w telewizyjnych spotach, a Piotr Gulczyński wziął nawet udział w kampanii piwa własnej marki, które z założenia miało być napojem "męskim, nieskomplikowanym i imprezowym".

Wydobywanie polskości w reklamach polega często także na odwoływaniu się do historii i tradycji lub literatury. Jak nie Krzyżacy pod Grunwaldem, to szlachcice w kontuszach ocierający wąsy po piwie, rycerze na koniach atakujący browary lub hoże dziewczęta w ludowych strojach podające spragnionym chłopakom szklankę źródlanej wody. - W ten sposób można promować produkty tradycyjne. Jednak osadzenie w polskości produktu hitech mijałoby się z celem - ocenia Nowicki. - Polska przecież nawet w świadomości jej obywateli funkcjonuje jako kraj niezbyt zaawansowany technologicznie.

Nic dziwnego zatem, że gdy reklama dotyczy nowoczesnego przedmiotu albo wyspecjalizowanych usług, to jej akcja odbywa się raczej nigdzie niż w Polsce. Metaliczne biurowe wnętrza, anonimowe przestrzenie, nieznane krainy dają konsumentom do zrozumienia, że wkroczyliśmy w strefę cywilizacyjną daleką od naszego kraju. Jako klienci możemy wprawdzie korzystać z jej dobrodziejstw, ale nadwiślański krajobraz jakoś do nich nie pasuje.

- Uważam, że najlepiej jest, gdy polskość występuje w detalu, nienachalnie - mówi Kot Przybora, współwłaściciel agencji PZL. - Na przykład gdy akcja spotu odbywa się w małym miasteczku, w zapyziałym sklepiku - to nawet gdy potem rozgrywają się tam kosmiczne wydarzenia, widzowie nie mają wątpliwości, że to wszystko jednak dzieje się u nas.

Słowiańskie rysy
Górale zajmują wyjątkowe miejsce w polskiej reklamie. Ich stroje, gwara, obyczaje wyraźnie urzekły kreatywnych. - Reklama poszukuje oryginalności, niezwykłości, Popularność górali wynika stąd, że są kolorowi, charakterystyczni, dzięki czemu wyróżniają się w naszym dość jednorodnym społeczeństwie - mówi Jakub Kamiński, właściciel agencji Brain. - W Polsce tak samo trudno o wyraziste postaci jak i o nietypową urodę. Polacy są z wyglądu raczej mało charakterystyczni.

Wioletta Górniak, która prowadzi własną firmę impresaryjną, ma nieco inną opinię w sprawie narodowej fizjonomii. - W bankach twarzy są tysiące fotografii i bez trudu można znaleźć kogoś odpowiedniego. Zresztą gdy przychodzi zamówienie na tzw. przeciętnego Polaka, to agencje zazwyczaj zamawiają twarz łatwą do wymodelowania, pozbawioną jakichś specyficznych cech, np. ostrych rysów, zbyt pociągłą, o zbyt dużym nosie itp.

Wybór krajowych twarzy jest zresztą coraz bogatszy, bo coraz więcej osób zgłasza się na reklamowe castingi. W czasach recesji jest to przecież niezły zarobek. Pierwszoplanowa rola w spocie i wynajęcie twarzy na potrzeby kampanii na okres roku dają ponad 10 tys. zł zarobku. Jeszcze więcej, gdy promuje się produkt tzw. krępujący, intymny lub gdy, krótko mówiąc, robi się z siebie niezgułę lub głupka (np. je się zupę widelcem).

- Nigdy nie słyszałam, żeby Polaków wynajmowano do grania w reklamach za granicą - przyznaje Górniak. - Być może wynika to z faktu, że jesteśmy jeszcze za krótko na międzynarodowym rynku i nie ma zwyczaju korzystania z naszych twarzy. Często bywa jednak odwrotnie. Stereotypowy pan Kowalski w jednej ze znanych kampanii bankowych był grany przez Brytyjczyka z krwi i kości. - Odpowiadała nam sylwetka i elegancja tego aktora - wyjaśnia Kot Przybora, którego agencja przygotowywała tę kampanię. - Akurat w Polsce nie znaleźliśmy nikogo, kto spełniałby nasze oczekiwania.

Takie życie
Rodzina według wzoru 2+2, wścibska i budząca postrach teściowa (niemal zawsze występująca solo, prawie nigdy w parze z teściem), mąż oszukujący żonę (w sprawie wyjścia na piwo lub sprzątania), zapracowana żona i matka podtykająca potomkom co lepsze kąski, starsi państwo, jeszcze mający ochotę korzystać z życia, oraz blondynka, która myśli, że potrafi - to reklamowy przekrój współczesnego polskiego społeczeństwa. Krajowe kapłanki domowych ognisk jakoś nie zapisują się w pamięci. Występują najczęściej w towarzystwie rozbrykanych dzieci, rzadziej mężów.

Pokazują się w obcisłych bluzeczkach w tonacji różowej lub zielonkawej w zestawieniu z szarawobeżowymi spódniczkami lub spodniami. Czasem nakładają fartuszek z falbanką. Są estetyczne, ale nijakie, żadne, niewidoczne, jakby patrzył na nie komar (ten z reklamy, który nie dostrzega ludzi, gdy spryskają się odpowiednim preparatem).

Wizerunek współczesnego pana polskiego domu, taki jakim widzi go reklama, też nie błyszczy wyjątkowym polorem. Oto mężczyzna nie gruby, ale z lekką nadwagą, zaokrągloną twarzą, niemal zawsze w koszuli w kratkę. Nie marzy on o sukcesie zawodowym, ale o piwie, meczu, wykręceniu się od robót domowych. Niezły chłop, ale w domu mało przydatny. - Coraz częściej jednak w polskich reklamach pojawiają się postacie efektowne i eleganckie - podkreśla Urszula Jarecka, socjolog z IFiS PAN. - To już nie są przeciętniacy z ulicy, ale osoby, co do których możemy się domyślać, że nieźle zarabiają, mają atrakcyjną pracę, dobrze mieszkają. Odnalazły się w tej nowej rzeczywistości i potrafią korzystać z tego, co ona oferuje.

- Polacy w spotach są stale uśmiechnięci, kontaktowi, mili dla siebie nawzajem - zwraca uwagę Kamiński - a przecież wiemy, że nie zawsze jesteśmy w stosunku do siebie życzliwi i nie odznaczamy się szczególną pogodą ducha.

Polskie reklamy przedstawiają zazwyczaj rzeczywistość uliczną, jak włosy panienek promujących szampony. W zgodnej opinii dyrektorów kreatywnych ani klienci (zamawiający kampanie), ani konsumenci nie oczekują ciosu między oczy, czegoś wstrząsającego, niezwykłego, bulwersującego. Kryzys na rynku reklamowym jeszcze tę sytuację pogłębia. Nikt z agencji nie ma ochoty się wychylić, narazić klientowi, wylecieć z pracy za zbyt śmiałe pomysły. Nic dziwnego więc, że w tej sytuacji poruszenie na rynku wywołują nawet niewielkie rewolucje. Na przykład gdy przedstawiciel służby zdrowia nieco nonszalancko traktuje pacjenta, zamiast, jak to zazwyczaj w spotach się dzieje, troskliwie się nim zajmować. Albo gdy facet, jak to bywa w życiu, nieco z góry traktuje kobiety oszołomione niską ceną proszku do prania.

- Uczestniczyłem niedawno w pokazie reklamy rosyjskiej i to, co mnie uderzyło, to fakt, że Rosjanie są znacznie bardziej dosadni od nas w przedstawianiu rzeczywistości - mówi Michał Nowosielski, dyrektor kreatywny agencji Publicis. - Rosjanie nie wstydzą się siebie. Demonstrują: tacy jesteśmy. Wydaje mi się, że wielu Polaków nie lubi swojej obecnej sytuacji. Nic więc dziwnego, że nie mają ochoty oglądać jej odbicia w reklamach.
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • Szachy, Magazyn Szachista • Strony internetowe, druk, dtp • PZSZach, Szachy