| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Europa bez granic(622 słów w tym tekście) (1414 ) 
BUSINESSMAN MAGAZINE 2001-07-16
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich
bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians".
Mimo wielu oficjalnych deklaracji, rządy krajów Unii niewiele robią, aby
ułatwić zmianę miejsca zamieszkania. W Unii straszy "paragraf 22". Aby
zdobyć pracę, trzeba przedstawić oficjalnie zaaprobowane kwalifikacje.
Zdobycie tej aprobaty nie jest jednak możliwe bez gwarancji
zatrudnienia.
Czytelnicy "Businessman Magazine", z niecierpliwością czekający na dzień, w
którym będą mogli się swobodnie przemieszczać i podejmować pracę w krajach
Unii Europejskiej, doskonale wiedzą, jak wiele kontrowersji budzi ta sprawa.
Komisja Europejska jest wielkim propagatorem praw obywatelskich, lecz jej
poglądy nie do końca są akceptowane przez wszystkie kraje członkowskie Unii.
Kraje piętnastki bardzo się różnią pod względem wielkości bezrobocia.
Niektóre państwa o jego niskiej stopie (np. Holandia, która ma 3%
bezrobotnych) niechętnie przyjmują imigrantów z państw o dużej nadwyżce
pracowników (np. z Hiszpanii, gdzie bezrobocie wynosi 14%). Obecnie tylko 2%
mieszkańców UE pracuje w kraju piętnastki, którego nie są obywatelami.
Mimo wielu oficjalnych deklaracji, rządy krajów Unii niewiele robią, aby
ułatwić zmianę miejsca zamieszkania. Sytuacja na własnym rynku pracy dla
większości z nich ciągle jest tematem bardzo drażliwym. Jak pisze dziennik
"International Herald Tribune", potencjalnego emigranta "blokują różnice
kulturowe, język i cała masa Čmiękkich barierÇ, takich jak trudności z
uznawaniem kwalifikacji bądź przenoszeniem praw emerytalnych, dostęp do
budownictwa komunalnego czy różnice w systemach podatkowych".
Tak zwany protekcjonizm zawodowy jest źródłem wielu problemów dla
specjalistów z różnych dziedzin. Uznanie dyplomu ukończenia szkoły wcale nie
gwarantuje automatycznego uznania prawa do wykonywaniu zawodu.
"International Herald Tribune" przytacza dwa przykłady takiego
protekcjonizmu. Pierwszy dotyczy niemieckiego nauczyciela, który chciał
pracować w Austrii i musiał najpierw poszukać pracy, a dopiero później
złożyć podanie o uznanie zdobytych w Niemczech kwalifikacji. Okazało się, że
żadna ze szkół nie chciała mu zaoferować pracy, dopóki nie przedstawi
oficjalnie zaaprobowanych kwalifikacji. Klasyczny "paragraf 22"!
Inny przypadek dotyczy Hiszpana, który ukończył architekturę na niemieckiej
uczelni. Jakież było jego zdziwienie, gdy wrócił do ojczyzny i dowiedział
się, że "przetłumaczenie" zdobytego w Niemczech tytułu jest niemożliwe, mimo
że spełnia on unijne kryteria.
Jedną z bardziej skomplikowanych kwestii jest uzyskanie zezwolenia na
zamieszkanie.
W wielu państwach członkowskich imigranci pracujący na własny rozrachunek otrzymują tylko czasowe zezwolenie na pobyt, gdy dowiodą, że mają pieniądze na utrzymanie, opłacanie prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego itp. Otrzymanie lub przedłużenie zezwolenia na pobyt jest jeszcze bardziej skomplikowane w wypadku kontraktów krótkoterminowych, czasowych lub w niepełnym wymiarze godzin.
"Dla turystów nie ma granic", mówi Catherine Wihtol de Wenden, dyrektor ds. imigracji we Francuskim Centrum Badań Międzynarodowych (CERI). "Inni przemieszczają się o wiele rzadziej, niż moglibyśmy się spodziewać. Jest mnóstwo problemów, które trzymają ludzi w domu, a ich rozwiązywanie trwa bardzo wolno".
"Te problemy zostały zidentyfikowane wiele lat temu", mówi Joanna Apap z Centrum Studiów Polityki Europejskiej w Brukseli, "lecz nie zrobiono nic, aby je rozwiązać". Mimo wszystko można dostrzec światełko w tunelu. Po czterech latach pracy Komisja Europejska przedstawi wkrótce projekt dyrektywy na temat prawa pobytu w krajach UE. Przewiduje on, że obywatel Unii, który przeprowadza się do innego kraju członkowskiego, ma od razu prawo do otrzymania rocznego zezwolenia na pobyt oraz prawo do pełnej opieki medycznej. Tylko takie praktyczne decyzje pozwolą na przynajmniej częściowe wyrównanie poziomów zatrudnienia w poszczególnych krajach Unii.
Przed Francją, która przyjmuje dużo mniej imigrantów niż np. Niemcy czy Dania, stoi jeszcze jedno wyzwanie. "Ludzie, którzy nie podążają tradycyjną ścieżką, napotykają problemy", mówi de Wenden. "Panuje przekonanie, że jeśli ktoś przeprowadza się do innego państwa, robi to, żeby uciec od problemów w swoim kraju, lubi przygody i nie można go brać serio. Te uprzedzenia muszą zniknąć".
Z tego, co wiem o polskiej skłonności do przygód, czytelnicy "BM" nie będą mieli takich problemów. Może w duchu historycznej alliance fran÷aise, kiedy Polska już przystąpi do Unii, Francuzi i Polacy podzielą się doświadczeniami i wiedzą w imię prawdziwej Europe sans frontieres. Czas pokaże!
|
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|