| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Słowa i gesty(668 słów w tym tekście) (1717 ) 
BUSINESSMAN MAGAZINE 2001-06-03
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich
bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians".
Przeprowadzanie wywiadu z obcokrajowcem jest dużo trudniejsze niż z
rodakiem. Gdy Włoch nie może w rozmowie używać rąk, przestaje mówić. W
jednej ze szkół w Brukseli włoscy uczniowie odmówili udziału w dyskusji,
gdyż... uczestnikom kazano trzymać ręce pod stołem.
Z kafkowskim światem stosunków międzykulturowych zetknąłem się, gdy
pracowałem jeszcze w pewnej brytyjskiej firmie eksportowej. Rekrutowaliśmy
ludzi do nowego oddziału w Niemczech i używaliśmy formularzy podaniowych w
języku angielskim. Jedno z pytań brzmiało: "Na jakim stanowisku chce pan(i)
pracować?". Jeden z kandydatów odpowiedział: "Najlepiej przy oknie".
Jako Brytyjczyk pomyślałem, że kandydat albo potraktował to pytanie zbyt
dosłownie (co było możliwe, gdyż był Niemcem), albo sobie zażartował (to
wydało mi się mniej prawdopodobne z tego samego powodu). Wtedy przypomniał
mi się polski dowcip pochodzący z czasów zaboru pruskiego, który brzmi mniej
więcej tak:
Chłopak całe życie był niemową. Pewnego dnia podczas obiadu odwrócił się do
rodziców i powiedział: "Salz, bitte" (Poproszę o sól). Rodzice, zdumieni, że
ich dziecko mówi, pytają syna, dlaczego nigdy dotąd nie wymówił ani słowa.
Ten odpowiada: "Bis heute war alles in Ordnung" (Dotychczas wszystko było w
porządku).
Oba przykłady ilustrują pułapkę, w którą można wpaść, gdy spotykają się
przedstawiciele różnych kultur: założenie, że rozmówca pochodzący z pewnego
kręgu kulturowego będzie się zachowywać w pewien szczególny sposób. Niemcy
mogą być nie tylko bardzo zdyscyplinowani albo dosłowni, lecz także bardzo
twórczy. Prawdą jest jednak, że kultura odciska się na różne sposoby,
szczególnie w sytuacji, gdy poszukujemy pracy. Do tego dochodzi fakt, że
narodowe systemy szkolnictwa bardzo często do siebie nie przystają. Systemy
edukacyjne odzwierciedlają narodową kulturę i wartości. Czasem myślę, że są
one tak zaprojektowane, żeby je wzmacniać.
Łowcy głów twierdzą, że przedstawiciele niektórych kultur są bardziej
powściągliwi od innych, gdy mówią o swoich osiągnięciach. Holendrzy mogą
czasami być zaskakująco skromni, Niemcy starają się unikać wszelkiej
przesady (chociaż, jak mówi dowcip, pisząc CV, potrafią cofnąć się aż do
Karola Wielkiego), a nawet Brytyjczycy czasami umniejszają swoje
osiągnięcia. Z tego samego powodu należy unikać przesady podczas starań o
pracę w niemieckiej lub skandynawskiej firmie.
Przeprowadzanie wywiadu z obcokrajowcem jest dużo trudniejsze niż z
rodakiem. Jednym z problemów jest nakłonienie kandydata do otwarcia się.
Tam, gdzie Holender będzie asertywny, Belg stanie się pasywny, a Fin mało
komunikatywny. Hiszpan będzie chętny do rozmowy, lecz nie będzie chciał
demonstrować zbytniej ambicji. Włoch, by się swobodnie wypowiadać, musi mieć
wolne ręce.
Jeden z Amerykanów, który spędził dużo czasu ze Skandynawami, zauważył, że
Szwedzi, którzy są zwykle nieśmiali, starają się uniknąć kontaktu
wzrokowego, kiedy się do nich mówi. Lecz kiedy oni mówią do kogoś, a
szczególnie wtedy, gdy starają się zrobić na rozmówcy wrażenie, patrzą mu
prosto w oczy. To może sprawiać problemy, ponieważ wielu Amerykanów czy
Brytyjczyków robi dokładnie odwrotnie - koncentrują wzrok na rozmówcy, gdy
ten mówi do nich, patrzą natomiast na bok, gdy sami się wypowiadają.
Przed rozmową z ludźmi innych narodowości dobrze jest zapoznać się z ich
zwyczajami. Gdy mówi Niemiec czy mieszkaniec Skandynawii, nie powinno mu się
wchodzić w słowo, trzeba się jednak przygotować na ciągłe przerywanie ze
strony rozmówcy z Francji czy Włoch. Nie należy być zaskoczonym, że Włoch
oprócz wykonywania energicznych gestów, ciągle będzie naruszać twoją
przestrzeń czy - inaczej - strefę intymności. To będzie mniejszy problem
dla Polaka niż na przykład dla Norwega.
Jeżeli zostaniemy poproszeni na rozmowę w sprawie pracy w międzynarodowej
firmie, powinniśmy być przygotowani na parę niespodzianek. Większość łowców
głów z Europy Zachodniej ogranicza się do testów psychometrycznych i
osobowościowych. Niektórzy francuscy szefowie znani są z tego, że przy
takiej okazji korzystają z pomocy grafologów, numerologów, jasnowidzów,
astrologów i morfopsychologów (analizują twarz rozmówcy). Jedna z
francuskich firm analizuje nawet cyfry znajdujące się na tablicy
rejestracyjnej samochodu kandydata.
Jak by tego było mało, pozostaje jeszcze język, za którego pomocą
przedstawiciele różnych kultur starają się ze sobą porozumiewać. Na przykład
brytyjski pracodawca pojechał do Paryża, aby przeprowadzić rozmowy z
kandydatami do pracy. "Miałeś problem z językiem?" - spytali go koledzy po
powrocie. "Nie - odpowiedział - ale Francuzi mieli". |
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|