| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Te okropne stereotypy(665 słów w tym tekście) (2443 ) 
BUSINESSMAN MAGAZINE 2001-02-27
autor: Richard Hill
Autor jest brytyjskim pisarzem, konsultantem i wykładowcą, autorem takich
bestsellerów, jak "We Europeans" czy "Euromanagers & martians".
Szwedzi, stawiający na przejrzystość i dialog, przejęli przewodnictwo w
Unii Europejskiej od skrytych i nieustępliwych Francuzów. Miło jednak
usłyszeć, że oba te narody, tak odległe od siebie pod względem kulturowym,
są wysoko oceniane przez Polaków, o czym donoszą opublikowane w Brukseli
wyniki badań opinii publicznej (CEORG, wrzesień 2000 r.).
Za Amerykanami, którzy znajdują się na szczycie tej listy, uplasowali się
Włosi, po nich Hiszpanie i Anglicy, a na piątym miejscu Szwedzi. Ci ostatni
są jeszcze popularniejsi w Czechach; znaleźli się tam na trzecim miejscu, po
Słowakach i Francuzach. A u Węgrów i Litwinów są na szczycie listy. Nie może
dziwić popularność Szwecji na Litwie. Vygaudas Usackas, główny negocjator
strony litewskiej w rokowaniach z Unią Europejską, powiedział, że "Szwecja
jest zdecydowanym liderem w regionie w integrowaniu krajów bałtyckich".
Polityka nieuchronnie zaczyna podlegać powszechnym sympatiom i antypatiom.
Łączy się to choćby z faktem, że Czesi umieścili Słowaków na szczycie swojej
listy: sytuacja polityczna po roku 1918 zmusiła ich do polubienia się i
życia we wspólnych granicach, mimo dzielących ich różnic. Podobne tendencje
ujawniają się również w Europie Zachodniej, a polityczny "filtr" wszystko
pogarsza. Wielu mieszkańców tej części kontynentu ma wątpliwości co do
Szwedów (ja wydaję się wyjątkiem): Szwedzi sprawiają wrażenie raczej zimnych
i na dystans, a ponadto mają opinię zadowolonych z siebie świętoszków.
Jednakże rząd w Sztokholmie uświadomił już sobie, ile szkody wizerunkowi
Szwecji na arenie międzynarodowej wyrządziło wieloletnie głoszenie w świecie
wyższości szwedzkiej "trzeciej drogi".
Inną opinią, która przyniosła więcej szkody niż pożytku, jest pogląd
Brytyjczyków o biurokratycznej naturze unijnych instytucji. Przeciętny
Brytyjczyk, ulegający wpływowi brukowej prasy, jest przekonany, że w reszcie
Europy wciąż działa urok rzucony na nią przez cesarza Napoleona! Blisko 200
lat temu szkocki historyk Thomas Carlyle powiedział: "Jeśli chodzi o
kontynentalne utrapienie zwane biurokracją, to nie widzę żadnego zagrożenia
ani możliwości jego przeniknięcia do Anglii". Prawda jest jednak taka, że
angielska biurokracja jest dużo gorsza od wszystkiego, czego możemy
doświadczyć na kontynencie, wyłączając Włochy i Grecję.
Politycy mają przykry zwyczaj rozmijania się ze zdrowym rozsądkiem. W
przeszłości przyczyniło się to nawet do wywołania wrogości: w XVII w.
angielski establishment przy pomocy uznanych pisarzy, jak Samuel Pepys,
przeprowadził kampanię propagandową przeciwko Holendrom, co pokutuje do dziś
w języku angielskim w takich wyrażeniach, jak "going Dutch" (dzielenie
wydatków po połowie) "double Dutch" (paplanina), "talking like a Dutch
uncle" (gadanie bzdur) etc.
Wielu młodych Brytyjczyków, głównie słabiej wykształconych, wciąż nawiązuje
do II wojny światowej, widząc grupę niemieckich kibiców na meczu piłkarskim.
Chociaż są zbyt młodzi, aby pamiętać te czasy! Brytyjczycy mają też problem
z akceptacją Francuzów. Brytyjski pragmatyzm staje tu naprzeciw francuskiego
kartezjanizmu, a ponadto jest wiele zaszłości historycznych, o których
trudno zapomnieć. Większość z nich to bitwy, które za wygrane uznają i
Brytyjczycy, i Francuzi.
Podstawowy problem to okropieństwo nazywane stereotypami: co przywodzi mi
znowu na myśl badania opinii publicznej przeprowadzone w krajach Europy
Środkowej. Nie trzeba dodawać, że w Polsce, Czechach, na Litwie i Węgrzech
respondenci wskazali, że najbardziej negatywne uczucia budzą w nich Romowie,
głównie za sprawą ich stylu życia. W Polsce i Czechach drudzy od końca byli
Rumuni, w pozostałych krajach - Serbowie. Cóż, znowu mamy do czynienia z
polityką: Serbowie zawdzięczają swój wizerunek Miloszeviciowi, a Rumuni -
Ceausescu.
Nieunikniony jest również wpływ wydarzeń kulturalnych w kraju na wrażenie,
jakie odnosimy o jego mieszkańcach. Przed upadkiem muru berlińskiego
mieszkańcy Europy Zachodniej mieli bardzo negatywne odczucia związane z
Niemcami ze wschodnich landów. Na zachodzie naszego kontynentu sposób, w
jaki postrzegamy sami siebie, jest równie błędny. Badanie przeprowadzone
przez Komisję Europejską w połowie lat 90. pokazuje, że według większości
obywateli UE mieszkańcy krajów śródziemnomorskich, a w szczególności Włosi,
to "najweselsi i najbardziej przyjaźni ludzie w Unii". Mieliście
kiedykolwiek okazję spotkać Włocha z północnej części kraju w wilgotny,
zimowy dzień? Lepiej, żeby wam się to nie przytrafiło! A Irlandczycy, którzy
naprawdę są przyjaźni i weseli, uzyskali dopiero 13. miejsce.
Lepiej nie odwołujmy się do badań (szczególnie robionych na próbie losowej)
na temat stosunku poszczególnych nacji do innych narodów.
|
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|