Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » KONTAKT / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Kursy Foto / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Biała magia Harry'ego Pottera

(1351 słów w tym tekście)
(2625 )   Strona gotowa do druku



KINO, Lipiec - Sierpień 2004 (7-8/446/7)
autor: Andrzej Kołodyński

Im szybciej stajemy się globalną wioską, tym więcej zysków przynosi sprzedaż dóbr konsumpcyjnych. A do tych dóbr należą filmy i książki - przynajmniej niektóre. Te o Harrym Potterze zajmują wysokie miejsca na liście rekordzistów.

Polska należy do krajów uprzywilejowanych. Światowa prapremiera "Harry'ego Pottera i więźnia Azkabanu" odbyła się w Wielkiej Brytanii 31 maja, ale premiera polska równocześnie z amerykańską kilka dni później, 4 czerwca. Wcześniej były tylko Belgia, Francja, Holandia i Niemcy.

Książkę znamy dobrze. Znamy też następne. Harry Potter, sierota po parze czarodziejów zamordowanych przez Sam-Wiesz-Kogo - to znaczy Lorda Voldemorta - przechodzi szczęśliwie z klasy do klasy w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart, ale coraz trudniej przychodzi mu walczyć z Siłami Zła. Filmy pojawiają się w tej samej kolejności, ale ze zrozumiałych względów rzadziej, więc w tej chwili w robocie jest dopiero czwarty (zdjęcia skończyły się w marcu br.) i piąty (zdjęcia zaczęły się w marcu br.). Natomiast J. K. Rowling pisze tom szósty i siódmy. Tytuły jeszcze nie są znane, choć niezawodny tabloid brytyjski "The Sun" dotarł do urzędu patentowego, gdzie zarejestrowano dwie tajemnicze pozycje: "Harry Potter and the Mudblood Revolt" oraz "Harry Potter and the Quest of the Centaur". Autorka nie potwierdza ani nie zaprzecza. Potrzeba siedmiu tomów, aby do końca opisać edukację w Hogwarcie. A pani Rowling enigmatycznie zapowiada teraz tom ósmy, z Harrym dorosłym. Chyba z twórczej potrzeby, choć ktoś złośliwy powiedziałby, że nie może się oprzeć pokusie osiągnięcia pozycji pierwszej pisarki-miliarderki (licząc w dolarach) w historii. Już nią prawie jest, w każdym razie wiadomo, że jej roczne dochody przekraczają sześciokrotnie dochody królowej brytyjskiej. Ale wiadomo też, że łoży na akcje charytatywne. W grudniu 2002 odczytała przez telefon małej umierającej Catie Hoch trzymane w tajemnicy zakończenie pisanej akurat książki, a kilka dni po śmierci dziewczynki przekazała 100 tys. dolarów na fundusz walki z rakiem. Akt autopromocji? Trudno powiedzieć, bo dzisiaj nawet to, co wypływa z serca, łatwo przemienia się w interes. Granice ulegają zatarciu, takie mamy czasy.

Dwa znane już filmy z cyklu wydają się nierówne. Poza dyskusją jest ich poziom techniczny, komputerowe cuda naprawdę najwyższej jakości. "Harry Potter i kamień filozoficzny" zaskakiwał niespodziankami, wszystko było nowe. Gorzej z "Harrym Potterem i komnatą tajemnic" - bardziej krytyczni widzowie dostrzegali powtórzenia i efekty dla efektu. Finałowa walka ze smokiem czy konfrontacja z pająkami wydawały się nieproporcjonalnie rozbudowane, przeniesione z filmów o potworach, które stanowią przecież osobny gatunek. Reżyserem był Amerykanin Chris Columbus, teraz ograniczył się do roli producenta. Oświadczył, że czuje się zmęczony, że nie chce mieszkać tak długo w Anglii i że tęskni do rodziny. Po krótkim okresie nerwowych poszukiwań reżyserem trzeciej części został Alfonso Cuaron z Meksyku. Śmiała decyzja. Cuaron jest młody, trochę po trzydziestce, ma w dorobku zarówno solidny film dla dzieci "Mała księżniczka", jak i dość skandalizującą komedię erotyczną "I twoją matkę też". Przede wszystkim jednak wyrobił sobie pozycję uwspółcześnioną wersją "Wielkich nadziei" Dickensa, filmem poetyckim i - mimo zasadniczych zmian - paradoksalnie wiernym duchowi pisarza. A autorkę "Harry'ego Pottera", J. K. Rowling, nie bez powodu uważa się za kontynuatorkę stylu Dickensa. Pisze prosto lecz obrazowo, elegancko (nie ma mowy o żadnych trywializmach) i dowcipnie, nie sili się na żadne awangardowe chwyty. Jest w pełni zrozumiała w różnych kręgach kulturowych. Stylistyka jej książek niewątpliwie tłumaczy w jakimś stopniu międzynarodowy sukces.

Ale nie wyjaśnia wszystkiego. Nie wyjaśniają też niczego obraźliwe epitety w rodzaju "maszynka do robienia pieniędzy" Każdy by chciał, a nie potrafi... Jak głosi reklamowa biografia, Joanne Rowling pisała historie czarodziejskie już w wieku lat 6, ale została nauczycielką, nie pisarką. Z czasem zaczęła uczyć angielskiego w Portugalii, gdzie wyszła za mąż za dziennikarza TV, urodziła córkę, rozwiodła się, po czym wróciła do Anglii. I właśnie wtedy zabrała się za pisanie książki o Harrym Potterze, którego przygody wymyśliła sobie kilka lat wcześniej, dokładnie w roku 1990, czekając na spóźniony pociąg z Manchesteru do Londynu. Od początku miał to być cykl. Pierwszy tom odrzuciło kilku wydawców, jednak w 1996 na druk zdecydował się dom wydawniczy Bloomsbury. Trzeba było tylko użyć inicjałów zamiast imienia, żeby kilkunastoletni chłopcy - potencjalnie najliczniejsi czytelnicy - nie domyślili się, że autor nie jest mężczyzną. Stąd J. (od Joanne) K. (od babci Kathleen) Rowling. Reszta jest historią.

Warto jeszcze wspomnieć o kwestii plagiatu, bardziej istotnej niż powtarzające się doniesienia o kradzieży części nakładu kolejnych książek w drodze do księgarni. Najpierw sama Rowling oskarżona została w Ameryce o wykorzystanie książki niejakiej Nancy Stouffer "The Legend of Rah and Muggles", w której jeden z bohaterów nazywa się Larry Potter. Ale sprawę umorzono, kiedy sąd uznał, że oskarżycielka fałszuje dowody. W roku 2003 Rowling wsparta przez reprezentującą jej interesy potężny koncern Time Warner AOL zmusiła holenderskiego wydawcę Byblos do zaniechania publikacji książki "Magiczny kontrabas" rosyjskiego autora Dmitrija Jemetsa o dziewczynce-czarodziejce Tani Grotter, podobno jawnego plagiatu "Kamienia filozoficznego". Ale książka już się sprzedała w półmilionowym nakładzie w Rosji, została tam także przerobiona na słuchowisko radiowe i komiks. Z tym już niczego nie można zrobić. Podobnie nie można też ścigać "ciągów dalszych", które ukazały się w Chinach. Autorów jest kilku, a obok Harry'ego Pottera występuje w tych "słabo napisanych" (tak twierdzą agenci Rowling) książeczkach czarodziej Gandalf z Tolkiena i Czarnoksiężnik z Krainy Oz, kreacja Franka Bauma.

Są to drobne w gruncie rzeczy, bardzo jednak charakterystyczne epizody. Gigantycznemu sukcesowi Rowling nie mogą zaszkodzić. Kiedy w listopadzie 2002 na ekrany wchodził drugi film z cyklu, sprzedaż jej książek przekraczała 175 milionów egzemplarzy w tłumaczeniu na ponad 200 języków. Ale wszystko to razem świadczy o dziwnym zapotrzebowaniu na magię w naszych niespokojnych czasach. Eskapizm, ucieczka w baśń, kiedy nie ma się wpływu na bieg rzeczywistego świata? Dziecięcy kostium wydaje się tylko maskującym usprawiedliwieniem. Przecież wielomilionowa widownia filmów o przygodach małego czarodzieja bynajmniej nie składa się tylko z dzieci przybyłych do kina w towarzystwie rodziców. To po prostu zwyczajna widownia, także na nocnych seansach, szukająca w kinie rozrywki. Infantylizm wpisany jest w kulturę masową, ale za nowe jakościowo zjawisko uznać trzeba akceptację na taką skalę formuły przygodowej opowieści. A także zgody na podział ról. Oto my, zwyczajni czytelnicy i widzowie, godzimy się na pozycję mugoli, "ludzi niemagicznych", jak to wyjaśnia znakomity polski tłumacz, Andrzej Polkowski. Jest nas tak wielu, że słowo "muggle" trzeba było wprowadzić do słownika oksfordzkiego, który w swojej trwającej niemal 150 lat historii był tylko trzy razy uzupełniany. Jako mugole obserwujemy z dystansu, w milczącym podziwie, niebywały spektakl sukcesu o charakterze jednocześnie komercyjnym i kulturowym. I bierzemy w nim bierny udział. Bierność oznacza wygodę. I o to właśnie chodzi.

Dobre strony "potteromanii" nie ulegają wątpliwości. Zawdzięczamy temu zjawisku nowe zainteresowanie przekazem książkowym, żeby nie powiedzieć po prostu: czytaniem. Już ogłaszano radośnie czas komputerowych analfabetów, a tu nagle zaczęło się kupować książki. Grube. "Harry Potter i Zakon Feniksa" ma w wersji polskiej prawie 950 stron, w nakładzie początkowym 600 tys. egzemplarzy, polskie wydanie "Kamienia filozoficznego" sprzedało się w nakładzie 750 tys. Sukces przeróbek filmowych również na nowo udowodnił żywotność najprostszych konwencji narracyjnych. Przede wszystkim tej opartej na schemacie narracji sensacyjnej, która poprzez perypetie zmierza do kulminacji i pozytywnego rozwiązania. Harry Potter zwycięża. Gdyby nie zwyciężał, nie miałby chętnych zwolenników. Ale w każdej kolejnej książce i kolejnym filmie to zwycięstwo wymaga więcej wysiłku. Rowling ukazuje mitologiczną dwoistość świata. To, co widzimy wokół, ma swoje odbicie w świecie równoległym, świecie magii ukrytym przed spojrzeniem mugoli. Dopuszczeni do tajemnicy, odkrywamy w nim te same reguły walki o władzę, ostre nierówności społeczne, wieczne ścieranie się kłamstwa i prawdy. A także wszechobecność śmierci. Ale śmierć nie jest tylko groźbą unicestwienia. Jest także wartością moralną i skomplikowana fabuła "Więźnia Azkabanu" ukazuje to z większą siłą niż poprzednie filmy.

Fenomen Harry'ego Pottera jest w gruncie rzeczy krzepiący. To sztuka popularna, ale bez tandety. Żongluje konwencjami, trudno jednak, żeby było inaczej w naszym wieku postmodernizmu. Trzeba się tego uczyć od dziecka. W skomplikowanych, surrealistycznych fabułach nie zapomina o wyraźnym podziale na dobro i zło. Czy to rzeczywiście takie niezwykłe? Nie ma co używać wielkich słów. Po prostu chętnie czytamy książki, które nie są wielką literaturą, ale przynoszą wytchnienie i nie są głupie czy źle napisane. Równie chętnie oglądamy bezpieczne kino familijne, które jest efektownym widowiskiem i zadowala odbiorcę w każdym wieku osiągając (przynajmniej chwilami) zgrabną wieloznaczność nowoczesnego thrillera. To nie są chyba wygórowane oczekiwania.
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • Szachy, Magazyn Szachista • PZSZach, Szachy • Strony internetowe, druk, dtp