Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » ADRES + TELEFONY / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Krótki tekst o zabijaniu

(397 słów w tym tekście)
(1264 )   Strona gotowa do druku



KINO, Lipiec - Sierpień 2004 (7-8/446/7)
autor: Jerzy Płażewski

Aż dwaj autorzy, Ł. Radwan i A. Koziński, ostrzegli w numerze 18 tygodnika "Wprost" pod groźnym tytułem "Francuska choroba": jeśli chcemy zabić polskie kino, dotujmy je jak we Francji.

Artykuł ukazał się w nieprzypadkowym momencie. Właśnie dyskutuje się w Sejmie projekt nowej ustawy filmowej, w dużej mierze oparty na sprawdzonym modelu francuskim. Model ten zapewnił Francji skuteczną obronę przed zalewem amerykańskiej sieczki w kinach i telewizji na korzyść produkcji narodowej, francuskiej.

W tej sytuacji artykuł "Wprost" wygląda jak napisany pod dyktando hollywoodzkich koncernów, które boją się, że francuski przykład będzie zaraźliwy. Jego autorzy starają się więc, jak mogą, obrzydzić nam model francuski. Ale są, na litość Boską, jakieś granice dziennikarskiej przyzwoitości! Do udowodnienia absurdalnej tezy, że we Francji kino już niemal zostało "zabite", nie mogą użyć argumentu, że przestano tam robić filmy, gdyż jest akurat odwrotnie. Doskonała koniunktura pozwala robić Francuzom 220 filmów pełnometrażowych rocznie, czym pobili wszystkie europejskie rekordy.

Radwanowi i Kozińskiemu nie pozostaje więc nic innego jak twierdzić, że wprawdzie produkcja tam ilościowo kwitnie, ale produkowane są filmy tak nędznej jakości, że sami Francuzi się od nich odwracają. Otóż świeżo o jakości tych filmów zaświadczył festiwal w Cannes. Międzynarodowe jury, w którym prawie nie było Francuzów, z 8 nagród aż 3 przyznało filmom francuskim. Czyli nagrodzony został każdy film, reprezentujący w konkursie kraj gospodarzy.

Mimo takich sukcesów autorzy nie wahają się twierdzić, że filmy rodzimej produkcji są we Francji ignorowane. Oto rzekomo chodzi na nie "niecałe 4 procent" widzów francuskich. Byłby to jedyny w całym artykule rzeczowy argument przeciwko modelowi francuskiemu, gdyby nie to, że został wyssany z palca! Bo naprawdę ten procent przekracza czterdziestkę i jest najwyższy w Europie! Jak donosi branżowy "Le Film Francais" (z 14 maja) wyniósł w 2003 roku 43,8%, a w tym roku kształtuje się na razie na poziomie 43,6% i sukcesy canneńskie pewnie go podniosą. Natomiast filmy amerykańskie ogląda tylko 44,9% Francuzów, co jest również w Europie ewenementem.

Tygodnik "Wprost" znany jest z tego, że od lat lubi obrzydzać czytelnikom filmy polskie. Zarówno uznanych mistrzów, jak i obiecujących debiutantów. Ale żeby posługiwać się aż tak łatwymi do zdemaskowania metodami? Pozostałe wywody Radwana i Kozińskiego tak się mają do prawdy, jak "niecałe 4 procent" do 43,8%.

Reagujemy na tę znamienną publikację z niejakim opóźnieniem, gdyż łudziliśmy się, że "Wprost" wydrukuje proponowane przez nas stosowne sprostowanie. Ale tygodnik przestraszył się prawdy i sprostowania nie zamieścił. W czyim interesie?
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • Szachy, Magazyn Szachista • Strony internetowe, druk, dtp • PZSZach, Szachy