Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » ADRES + TELEFONY / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Szlachetny materiał na sztukę

(1786 słów w tym tekście)
(1451 )   Strona gotowa do druku



KINO, Czerwiec 2004 (6/445)
autor: Maciej Parowski

Gdyby z Karolem Irzykowskim rozmawiał Maciej Parowski...
W 1924 roku, a więc 80 lat temu, ukazała się "X Muza" Karola Irzykowskiego, zapis niezwykłej przygody intelektualnej. Oto myśliciel i filozof spotykał się z jarmarczną rozrywką i w tanich iluzjonach obserwował z pełną pasji uwagą, jak rodzi się nowa sztuka. Przez te 80 lat kino zmieniło się, dojrzało, podbiło świat - a jednak spostrzeżenia i myśli z pożółkłych kart "X Muzy" wciąż okazują się zaskakująco aktualne. Porozmawiajmy więc z Irzykowskim, jakby to było dzisiaj.


- Napisał pan swoją "X Muzę" 80 lat temu. Aż trudno uwierzyć, ale wygląda na to, że w poglądach na kino niewiele się zmieniło. Pana współcześni uważali na przykład, że kino jest moralnie podejrzane. Również dziś słyszy się podobne głosy.

- Gdyby dziś urządzić wśród publiczności plebiscyt co do kina, można być pewnym, że kino "kwalifikowaną większością głosów" zostanie potępione jako widowisko ordynarne, płytkie, demoralizujące, psujące smak itd. Nagonka na kino towarzyszy mu od początku. Każdy sędzia śledczy i prokurator, badając zbrodniarza, uważa za swój obowiązek zadać mu pytanie: - Czy chodziłeś do kina? Odpowiedź jest zwykle potakująca, więc wniosek prosty: kino demoralizuje.

- Ale przecież już w pana czasach było jasne, że film jest jednak sztuką, chociaż trochę inną niż tradycyjne.

- Z pewnością kino nie jest sztuką czystą, zdecydowaną, taką jak na przykład malarstwo, może jednak być zaliczone do sztuk, które Holzapfel nazywa "niewłaściwymi", to jest do tych, które pracują w materiale danym przez przyrodę (sztuka ogrodnicza, aktorska, pedagogiczna), a które mogą, jego zdaniem, dosięgnąć jeszcze większych wyżyn niż "sztuki właściwe". Dotychczasowe kino jest pasożytem poezji i zużywa ogromne jej zapasy. Poezja wszędzie przygotowała mu serca i umysły, i teraz kino może już tylko z lekka potrącać gotowe kompleksy wzruszeniowe, może się ślizgać po wierzchu, a widz wszystko rozumie.

- Wzruszenie, ale przede wszystkim ruch. To przecież pana teoria, że kino jest "królestwem ruchu".

- Ruch staje się czymś ważnym dopiero przez osiąganie lub nieosiąganie. Sam przez się jest niczym, wagi i sensu nabiera dopiero jako świadek walki. Pragniemy, żeby ten świadek opowiadał lub zmyślał cuda.

- Jakie cuda?

- Do kina idzie się nie dla wrażeń artystycznych, lecz szczerze: aby widzieć coś nowego i napawać się jakąś zdobyczą kinową lub choćby imitacją zdobyczy. Kino może być także sztuką, lecz nie musi nią być koniecznie. Świat w kinie postawiony jest na swej stronie optycznej, na której nigdy wyłącznie nie stoi. Pokazuje się w nim tylko optyczna skóra wszech zdarzeń. Jest bowiem mylne myśleć, jakoby głównym jej sprawdzianem była plastyczność. Wyobraźnia zawiera także mnóstwo elementów nie dających się realizować w gotówce obrazu i dlatego ci, którzy kinu - w najdalszym przedłużeniu jego możliwości - przypisują zdolność wyrzucenia na zewnątrz całej zawartości duszy, skazani są na zawód nawet przy największej sprawności kina.

- Natomiast znakomicie radzi sobie kino z sensacją, z przygodą. Może wobec tego powinno na tym poprzestać?

- Nie tylko zakorzenione są u nas przesądy, że kino musi być takie lub owakie, ale co najgorsze, są to przesądy in minus, że kino musi być głupie, musi zawierać "bujdę", lub że treść filmu jest obojętna a główną rzeczą są wkładki - nawet nie fotogeniczne, lecz pikantne - i gra aktorska. Polska skłonność do partactwa zyskuje w ten sposób w tej dziedzinie niejako sankcję teoretyczną. Może kogo zdziwi to, że właśnie ja, okrzyczany jako psycholog i intelektualista, występuję przeciw "filmowi psychologicznemu", a wolę na przykład film sensacyjny, który nie musi być głupi, może dawać nawet problemy psychologiczne, jeśli ich życie jawi się w odpowiednim wyrazie ruchowym.

- Na czym polega owo partactwo w polskim kinie?

- Najnieznośniejszą stroną polskich filmów jest ich protokolarność: reżyser idzie krok w krok za scenariuszem, dba głównie o to, aby zachować pragmatyczny związek zdarzeń i według tego wybiera i szereguje sceny, jedna za drugą, w żadnej jednak sam się nie "puszcza", nie wydobywa z niej osobnego uroku. Wymaga to podniesienia poziomu treści w filmach; ale bo też w ogóle, jeżeli film spełnia swoje główne zadanie, to jest nasyca nas umiejętnie widokiem ruchu, to poza tym wchodzą w moc wszystkie te same prawa treści, które obowiązują w poezji. Filmu zbyt głupiego wytrzymać nie można, tak samo jak trudno przeczytać do końca zbyt głupią książkę. W scenariusz filmowy powinien autor włożyć cały swój zapał i talent i dopiero wtedy to, co stworzy, będzie zaledwie dobre dla kina.

- Wiele szans na dobry, atrakcyjny film, pełen cudowności, daje chyba temat fantastyczny?

- Kino rejestruje świat, może go też przerabiać w fikcji. Ale teoria, jakoby główną dziedziną kina była, dzięki ułatwieniom technicznym, fantastyczność, nie wytrzymuje krytyki. Fantastyczność oczywiście także, ale to tylko jeden z tematów, nie jedyny, i pod tym względem kino jest postawione tak samo jak poezja, która może być realistyczna, i sentymentalna, i fantastyczna, i tragiczna lub komiczna.

- A jednak dużo pozytywnych przykładów "kinowości" w Pana książce to właśnie filmy fantastyczne, na przykład niemieckie filmy Paula Wegenera.

- Paweł Wegener jest jednym z pierwszych reformatorów filmu, za którego główne zadanie uważa ucieleśnianie tricków. W słowie "trick" i w rzeczy nie ma nic nagannego, jeśli trick nie jest małostkowym efektem.

- Dziś mamy efekty wirtualne i uskarżamy się na nadmiar techniki...

- Tendencje rozwojowe, jakie kino dotychczas ujawniło, świadczą jakby o jego teatralnym instynkcie. Mianowicie jeżeli sztuki kinowe dobierają sobie pewnych osobliwych scenerii, na których tle się rozgrywają, dzieje się to dlatego, że właśnie w tych warunkach dzieje ruchu osiągają często największą ekspansję. Stąd pociąg kina do budowli olbrzymich lub niezwykłych. A więc już w tytule czytamy: "Grobowiec indyjski", "Skarbiec Faraona", "Płonące miasto Atlantyda", "Zamek nad przepaścią", "Miny złota w Texas"... W głośnym filmie "Władczyni świata" (reż. Joe May, 1920 - przyp. red.) otwiera się legendarne miasto Ophir, pełne skarbów i niespodzianek; w nim wielka świątynia Astarty z ołtarzem ofiarnym na wolnym powietrzu, z obfitymi tarasami pełnymi tłumów. Jeszcze efektowniej, choć nie tak bogato, zbudowana jest świątynia Molocha w filmie "Hannibal" (Cabiria, 1914 - przyp. red.) - ma kształt potwornej głowy z otwartą paszczą, a wewnątrz na najwyższym piętrze palą się ognie, w które matki wrzucają swoje dzieci. Spełniwszy swą przyrodzoną służbę kinodramatyczną owe budowle nadają się jeszcze na to, aby choćby rozpadaniem się i obracaniem w perzynę zabawić oko.

- Czy nie jest to w sumie trochę tanie i niepoważne?

- Nieraz mówiono, że w kinie odmładza się romantyka - niby, że co już nie nadaje się dla poezji jako zbyt przestarzałe i dziecinne, to jeszcze w sam raz dobre jest dla kina. W powieściach starszego Dumasa zamki wiszące wśród skał, głębokie studnie, klapy w podłogach, tajne drzwiczki do tajnych schodów odgrywają nie mniejszą rolę jak siła i zręczność. Można pogardzać fabrykatami tego gatunku, trudno pogardzać samym gatunkiem. Zaspokaja on nasze marzenia o tajemnicach przestrzeni i te schematy budowlane są może projekcją pewnych potrzeb ducha na zewnątrz. Gdy mówimy: głęboka myśl, wyżyny moralne, walka ekonomiczna, tajemne uczucia, polot wyobraźni - czerpiemy te niezbędne przenośnie z repertuaru romantycznego. Pokłady geologiczne mowy zawierają sporo takich śladów - są to skamieliny widoków plastycznych lub zajść kinetycznych. Kino wskrzesza ową zromantyzowaną przestrzeń i zaludnia ją romantycznymi zajściami. Lecz przezwa "romantyczne" - jako nazwa nie wystarcza. Wszak budowle dumasowskie mają ciąg dalszy w budowlach służących nowoczesnym wynalazkom. Widok wielkiej centrali telefonicznej jest tak samo fantastyczny jak widok średniowiecznej kaźni tortur.

- Jak widzi pan zatem przyszłość fantastyki w kinie?

- Fantastyka w sztukach i motywach kinowych ma wiele racji bytu, gdyż może rodzić szczególne kombinacje ruchowe. Trudna rzecz natomiast z jej ideowym uzasadnieniem. Hiperbola żartobliwa lub tragiczna, bajka, ciekawość świata przyszłości, tajemnica - są uzasadnieniami naturalnymi. Także wizja, sen, marzenie. Lecz gdyby kino miało się stać wehikułem modnej pseudowiary w gusła, duchy i czarownice, byłaby to pobudka wprawdzie intelektualna lecz nieinteligentna. Rozstrzyga jednak i tutaj to, czy i w jaki sposób pewien temat jest kinogeniczny. Ale nie należy dać się uwodzić samej łatwości technicznej, z jaką wywołuje się ducha na ekranie. Zagnieździł się tutaj szablon - zjawisko natrętne i psujące wszelką intymność marzenia. Fantastyka bardzo często rozmija się z fantazją. Fantazja zaś to nie znaczy niesamowitość lub nadzwyczajność, lecz wprawienie w ruch pewnych władz duszy. Kino, chociaż jest życiem aniołów, bywa czasem niedelikatne i brutalne jak teatr, gdy chce wywlekać marzenia i "realizować" je. W tej dziedzinie przyszłość należy do filmu rysunkowego.

- Pana akt wiary w szansę filmu rysunkowego znalazł potwierdzenie nie tylko w rozwoju tego szczególnego gatunku, ale także kształtowaniu planu filmowego przez malarza czy grafika.

- Sojusz kina z malarstwem będzie zawsze ściślejszy i naturalniejszy niż ze słowem. Najmocniejszym wyrazem tego sojuszu jest słynny niemiecki film "Gabinet doktora Caligariego" (1920 reż. Robert Wiene - przyp. red.), w którym domy, wnętrza a nawet krajobrazy są stylizowane ekspresjonistycznie. Sztuczne dekoracje Caligariego wkraczają już w dziedzinę filmu rysunkowego, tego dotychczas embrionu, z którego kiedyś rozwinie się wielki, właściwy film przyszłości. Film rysunkowy nie tylko zapewnia autorowi-malarzowi niezależność od reżysera, od aktora, od warunków świata i daje mu możliwość bezpośredniego wyrażania swojej indywidualności, lecz także pozwala mu nie krępować się w wyborze treści. Gdy na przykład w filmie zwykłym wykonanie obrazów fantastycznych wymaga dopiero różnych tricków, film rysunkowy - w zasadzie, choć nie w praktyce - pozwala na wszelkie wybryki fantazji.

- Kino zmienia się i będzie zmieniać się nieustannie. Tylko kino, czy także trochę i my pod jego wpływem?

- Gwałtowny rozrost kina w latach kilkunastu był przykładem, że wstąpiliśmy w okres nagłej płynności elementów kultury. Do tygla idzie wszystko, co było już stężało. W poezji, w malarstwie zapanowała rewolucja nie treści lecz techniki. Są to przełomy na razie raczej wynalazkowe niż duchowe, ale ich skutkiem może być - że tak powiem inna fizjologia ducha. Powiększa się optyczna powierzchnia świata. Wyobraźmy sobie, że była ona dotychczas pogięta, zmarszczona, pofałdowana i teraz fałdy powoli się wygładzają, aby słuchać praw zwierciadła. Jeżeli się zapomni, że kino jest dziś "sztuką dla tłumów" i rozważy sprawę bez uprzedzenia, odkryje się może, że jest ona rudą zawierającą szlachetny i cenny materiał na sztukę, kto wie, czy nie według wszelkich prawideł estetycznych. Pojawiłby się może Michał Anioł kinematografu, który by dramaty ludzkie łączył z dramatami przyrody i na przykład pokazał nam Sąd Ostateczny, pomyślaną w materiale kinematograficznym potężną tragedię kosmiczną, po której widzowie wychodziliby z wrażeniem, że już przeżyli wszystko.

- Nazwał pan kino X Muzą; dziś ogromnej wagi nabrała XI - telewizja. Co pan sądzi o jej perspektywach?

- Przesilenia wynalazkowe zajęły arenę uwagi publicznej i urządzają swój wyścig. Znów nadszedł czas proroctw kulturalnych. Marconi zapowiada, że telewizja przekształci zupełnie życie indywidualne. Zresztą telewizja byłaby właściwie kinem i równocześnie, przez połączenie z radiofonią, teatrem na prywatny użytek dla wszystkich. Prawdziwa teatralizacja życia. Katastrofalny hałas akustyczny i optyczny we wszechświecie zdolny wypłoszyć Boga. Dziwić się trzeba, że jeszcze żaden powieściopisarz nie próbował wyprzedzić wyobraźnią tej przyszłej tragikomedii.

Pytał i wybrał fragmenty Maciej Parowski

Teksty Karola Irzykowskiego wg "X Muza", WAiF, Warszawa 1977, także: "X Muza oraz pomniejsze pisma filmowe" (Pisma, Wyd. Literackie, Kraków 1982
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • Strony internetowe, druk, dtp • Szachy, Magazyn Szachista • PZSZach, Szachy