| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Za chlebem(993 słów w tym tekście) (1596 ) 
KINO, Czerwiec 2004 (6/445)
autor: Tadeusz Szyma
Od szeregu lat problem bezrobocia w Polsce jest tak palący i nabrzmiały,
że nie może nie przyciągać uwagi dokumentalistów.
Z pracą jest jak z ojczyzną albo ze zdrowiem - jak bardzo trzeba ją cenić,
wie ten tylko, kto ją stracił. A jej utrata często pociąga za sobą także
rozstanie z ojczystym krajem - emigrację zarobkową. Od szeregu lat problem
bezrobocia w Polsce jest tak palący i nabrzmiały, że nie może nie przyciągać
uwagi dokumentalistów. Ale wśród rozmaitych prób mierzenia się na ekranie z
tą prawdziwą klęską społeczną brakowało dokumentowania kamerą długotrwałych
i często bezowocnych wysiłków ludzi poszukujących pracy. Ten właśnie aspekt
tematu wydaje się szczególnie ciekawy pod względem dramaturgicznym. I oto na
tegorocznym festiwalu krakowskim pojawiają się dwa zasługujące na uwagę
dokumenty, zrealizowane przez młodych twórców, którzy od tej właśnie strony
starali się spojrzeć na najbardziej dramatyczny dziś problem społeczny.
Leszek Dawid z łódzkiej szkoły filmowej w pełnometrażowym "Barze na
Victorii" śledzi uważnie i rejestruje dość typową chyba zagraniczną eskapadę
"za chlebem" dwójki młodych przyjaciół z małego miasteczka. Z kolei Maciej
Adamek w dwudziestoparominutowym "Powrocie" nie mniej uważnie obserwuje
ciągnące się przez miesiące wysiłki byłego więźnia, który po odbyciu
dziesięcioletniego wyroku poszukuje jakiejkolwiek pracy.
W dokumencie Dawida wyczuwa się atmosferę bliską filmom Kazimierza
Karabasza, który sprawował opiekę artystyczną nad filmem. Podobnie jak w
"Roku Franka W." czy "Punkcie widzenia", poświęconym młodzieży lat 60. i 70.
u progu dojrzałości, uwaga młodego realizatora kieruje się ku marzeniom
młodych, ku ich naiwnemu widzeniu świata. Życiowe ambicje bohaterów filmu,
Piotrka i Marka, są skromne, obracają się wokół dóbr materialnych
("pieniądze, przyzwoite mieszkanie i dobre auto; jakiś mały interesik"), ale
- rzecz charakterystyczna - skupiają się również na wartościach rodzinnych
("wychować dobrego, fajnego syna"). Jest to o tyle zaskakujące, że wiele ich
codziennych zachowań, zarejestrowanych tu z przekonującym autentyzmem, zdaje
się raczej świadczyć o odejściu od tradycyjnych wzorców kształtowania swego
życia. Tymczasem jego przygnębiająca brutalizacja okazuje się w większym
stopniu rezultatem przyswojenia całkiem już skonwencjonalizowanych form
grubiańskiej ekspresji niż przejawem utraty poczucia właściwej hierarchii
wartości. Oczywiście, prymitywne sztance subkulturowych zachowań nie mogą
nie odciskać się na psychice młodych mężczyzn, jednakże pocieszające jest
to, że nie sięgają głębszych jej warstw. W tym kontekście znamienne wydają
się zabawne sytuacje, w których nuta sentymentalizmu współbrzmi z
ordynarnymi przekleństwami, a cwaniactwo nie koliduje bynajmniej z pobożnym
odruchem wdzięczności Bogu za gładkie sforsowanie imigracyjnych barier w
drodze do Londynu.
Bohaterowie filmu Leszka Dawida stanowią sympatyczny w istocie tandem dość
nieporadnych i zagubionych w wielkim świecie, trochę naiwnych poszukiwaczy
cudownej życiowej szansy. Ich złudne wyobrażenia o możliwościach biznesowej
kariery na Zachodzie bez żadnego przygotowania, nawet bez elementarnej
znajomości angielskiego, są chwilami rozbrajające. Gadatliwemu Piotrkowi "z
wypożyczalni kaset w Kluczborku" i jego małomównemu towarzyszowi, Markowi,
nie jest jednak do śmiechu - przechodzą długą i ciernistą drogę rozczarowań,
zawodów, upokorzeń i niewygód, zanim w końcu zdołają znaleźć pracę,
pozwalającą im pozostać w mieście, z którym związały ich prostoduszne
marzenia o własnym barze na londyńskiej stacji metra, gdzie przyszło im
koczować po przyjeździe. Ale o tym swoistym happy endzie dowiadujemy się
dopiero z napisów końcowych. Dramaturgia filmu budowana jest bowiem najpierw
wokół niezdarnych przygotowań do wyjazdu z Polski, a potem - z szeregu
epizodów ukazujących próby znalezienia pracy - czy to z ogłoszeń, czy przez
nierzetelnych pośredników - które niezmiennie kończą się fiaskiem.
Szczęśliwy moment, jakim jest przekroczenie granicy w Calais, okaże się
zwodniczą cezurą między światem wygórowanych oczekiwań a surową,
pozbawiającą złudzeń rzeczywistością. Podobnie, chwile odprężenia zapewni
bohaterom filmu zabawa w turystów - poznawanie stolicy Anglii w zakresie
najbardziej obiegowych stereotypów. Filmowa narracja urwie się wszakże w
momencie ich załamania i poczucia beznadziejności, a dopisany pomyślny finał
trzeba już będzie przyjąć na wiarę.
"Bar na Victorii" sprawiać może wrażenie telewizyjnej fabuły, zrealizowanej
w werystycznej konwencji z udziałem dobrze prowadzonych aktorów
naturszczyków. W przypadku tego rodzaju filmu dokumentalnego to niewątpliwie
świadectwo warsztatowej sprawności twórcy, który sugestywnie unaocznia
żałosne realia emigracyjnej wędrówki "za chlebem". Przy okazji Dawid
sygnalizuje, jak bardzo odmienna jest to emigracja od tej, która była
udziałem rodaków przybywających do Anglii w czasie II wojny światowej -
takich jak ów przypadkiem spotkany w Londynie lotnik-kombatant bez nogi.
Przygnębiający, choć miejscami zabawny studencki dokument ogląda się płynnie
w rytm chwytliwej muzyki Bartka Straburzyńskiego. I tylko zdecydowany
nadmiar słownych wulgaryzmów, które jednak można było dawkować znacznie
oszczędniej, wydaje się przykrym zgrzytem.
Klimat drugiego filmu, rejestrującego również bolesne realia daremnych
starań o pracę, jest natomiast całkiem jednoznaczny. "Powrót" Macieja Adamka
to utrzymany w surowym, trochę melancholijnym nastroju, wierny zapis
przebiegu kolejnych zdarzeń, które nie stanowią, niestety, rzeczywistego
powrotu z więziennej celi do normalnego życia w społeczeństwie. Bohater tej
relacji, który odpokutował już za swoje grzechy, ciągle czuje się "jak
wyrzutek społeczeństwa" - napiętnowany odsiedzianym wyrokiem, co jeszcze
bardziej utrudnia mu znalezienie pracy. Mieszkający w zdewastowanym pokoju
pięćdziesięcioletni mężczyzna wraca znowu na garnek do matki emerytki.
Zaopatrywany przez pół roku w zasiłek dla bezrobotnych, wegetuje odchodząc z
kwitkiem od jednego do drugiego zakładu pracy i odwiedzając bez efektu
placówki pomocy socjalnej. Wysiłki są daremne, a nabyte w więzieniu fachowe
umiejętności przydać się mogą tylko do kucharzenia matce. Pozostaje jedynie
rozpamiętywanie tylu lat zmarnowanych i ewentualnie... powrót do więzienia,
które wprawdzie jest przykrością dla życia i zmienia człowieka na gorsze,
ale przynajmniej zapewnia wyżywienie.
Patrząc na swoje pierwszokomunijne zdjęcie były więzień nie uchyla się od
odpowiedzialności za zmarnowane własne życie. Jego środowisko rodzinne
wydaje się naznaczone jakimś kryminogennym fatalizmem, bo oto dowiadujemy
się, że i syn trafił do więzienia - za kradzież. Wszelako słuchając jego
krótkich, topornych ale szczerych wypowiedzi, czuje się dobrą wolę
prawdziwego powrotu do uczciwego życia. Szkoda, że wystawioną na tak ciężką,
graniczącą z poczuciem beznadziejności i bezsiły próbę.
Obydwa filmy dobrze świadczą o społecznej i moralnej wrażliwości młodych
dokumentalistów. Wypada im życzyć, by swą realizacyjną sprawność mogli nadal
rozwijać w podobnych formach, a nie na przykład telenowelach dokumentalnych,
robionych "dla chleba".
Bar na Victorii
Scenariusz i reżyseria Leszek Dawid. Opieka artystyczna Kazimierz Karabasz.
Produkcja PWSFTViT dla Programu 2 TVP, Polska 2003
Powrót
Scenariusz i reżyseria Maciej Adamek. Produkcja Koncept Media Radek Styś dla
Programu 2 TVP, Polska 2004 |
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|