| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Opowiedzcie innym o swoim kraju(886 słów w tym tekście) (1418 ) 
KINO, Czerwiec 2004 (6/445)
autor: Ronald Harwood
Stosunki łączące reżysera ze scenarzystą są niezwykle ważne w procesie
pracy nad filmem. Ale scenarzysta musi się nauczyć, choć lekcja ta bywa
bolesna, że nie jest równym partnerem, lecz kimś w rodzaju przydatnego
pomocnika.
Przed kilku laty oglądałem telewizyjny wywiad z ówczesnym arcybiskupem
Westminsteru, kardynałem Heenanem. Kiedy wymiana zdań zeszła na temat
grzechu, natychmiast wzbudziło to moje zainteresowanie. Grzech jest bowiem
dla pisarza tym, czym choroba dla lekarza. Bez nich ich zawód nie miałby
racji bytu.
Podczas wspomnianego wywiadu padło pytanie, w jaki sposób człowiek potrafi
odróżnić dobro od zła. Kardynał odpowiedział, że ponieważ każdemu
człowiekowi od wczesnej młodości wpajana jest różnica między dobrem a złem,
z czasem jego sumienie zostaje ukształtowane w taki sposób, że potrafi
wykryć tę różnicę niemal automatycznie.
Pisarz świadomie i podświadomie, być może już od dzieciństwa, informuje swój
aparat twórczy - nie jestem pewien, czy można nazwać go sumieniem - o tym,
jakie wątki i tematy wywołują jego reakcję. Ta reakcja ma podstawowe
znaczenie dla scenarzysty. Zacznę od adaptacji, gdyż jest to gatunek, w
którym mam największe doświadczenie. Istnieje wiele dróg, za pomocą których
temat na film może dotrzeć do świadomości scenarzysty. Czasem producent lub
szef wytwórni podsuwa mu jakiś temat, pytając czy wydaje mu się on
interesujący. Tu właśnie znajduje zastosowanie definicja wspomnianego
kardynała, dotycząca sumienia. Sprawą równej wagi jest to, czy autor zna
świat, o którym jest w stanie pisać. Pisanie scenariusza jest zadaniem
równie poważnym, jak pisanie czegokolwiek innego - powieści, sztuki, wiersza
lub książki historycznej. Zawsze udzielam początkującym scenarzystom tej
samej rady: musicie być absolutnie pewni, że potraficie pisać na proponowany
temat. Ta świadomość musi być w was samych i w najgłębszej warstwie waszej
świadomości, w której możliwy jest proces twórczy. Sytuacja jest oczywiście
zupełnie inna wtedy, kiedy pisarz sam znajduje dla siebie temat. Ale w
żadnym przypadku nie należy podejmować decyzji bez głębokiego zastanowienia.
Ja sam zdałem sobie z czasem sprawę, że nie szukam tematów, o których
chciałbym pisać - to one szukają mnie. To samo dotyczy w mniejszym lub
większym stopniu wszystkich pisarzy. To, co piszą, jest im dyktowane przez
siły, nad którymi nie mają świadomej kontroli.
Przechodząc do drugiego sposobu pisania dla filmu, czyli do oryginalnych
scenariuszy: nigdy nie mogłem do końca pojąć, dlaczego jakikolwiek pisarz
chciałby pisać bezpośrednio dla potrzeb filmu.
W kinie widz zmuszony jest do patrzenia, do oglądania gigantycznych obrazów,
wyświetlanych na olbrzymim ekranie. I właśnie ta różnica środków wyrazu,
różnica między językiem a obrazem, jest wiecznym źródłem konfliktów. Filmy
oczywiście posługują się językiem, ale ma on drugorzędne znaczenie. Jest
więc dla mnie zagadką, dlaczego pisarz miałby przekazywać swój scenariusz
reżyserowi, wiedząc dobrze, że zostanie on zmieniony.
Potrafię jednak zrozumieć pragnienie dotarcia do wielkiej rzeszy odbiorców,
podyktowane nie tylko nadzieją na komercyjne zyski. I ono właśnie staje się
wielką siłą motywacyjną dla scenarzystów, którzy odczuwają przemożną
potrzebę przelewania swych dzieł na ekran.
Ale o czym mają pisać? Wydaje mi się, że tu, w Polsce, polscy scenarzyści
mają wyjątkową szansę pisania o Polsce. Chciałbym dowiedzieć się czegoś o
waszych zmaganiach z rzeczywistością, o porażkach i zwycięstwach. Jeśli film
ma być sposobem dotarcia do świata, znajdującego się poza obszarem waszego
kraju, to scenarzyści są jedynymi ludźmi, którzy mogą to zrobić. A uważam,
że jest to zadanie podwójnie naglące właśnie teraz, kiedy Polska i inne
kraje wchodzą do Unii Europejskiej. Tym, co w rzeczywistości czyni nas
Europejczykami, jest wspólne dziedzictwo kulturalne: Szekspir i Wolter,
Beethoven i Chopin, Charles Dickens i Victor Hugo, Dante i Cervantes. Znacie
zapewne tę niekończącą się i chwalebną listę lepiej niż ja.
Ale wróćmy do scenariusza. Uważam, że scenarzysta powinien opowiadać daną
historię w sposób tak jasny i interesujący, jak tylko jest to możliwe.
Zachowuję pewną ostrożność w stosunku do scenarzystów, którzy konstruują
swoją historię w sposób nadmiernie wyszukany. Wydaje mi się czasem, że
opowiadanie historii w taki sposób jest objawem braku zaufania autora filmu
do historii, którą zamierza opowiedzieć. Albo po prostu przyznaniem się do
tego, że nie ma się do opowiedzenia żadnej historii. Jeśli idzie o mnie -
próbuję opowiedzieć, co się dzieje w każdej scenie, po prostu opisując akcję
i pisząc dialogi. I rygorystycznie trzymam się zasady opisywania tego, co
można pokazać na ekranie. Nigdy na przykład nie piszę, co dana postać myśli
lub odczuwa, chyba że wynika to jasno z akcji lub dialogu. Nigdy nie
zaproponowałem, by danej scenie czy sekwencji towarzyszyła muzyka. Robię po
prostu, co w mojej mocy, by scenariusz był czytelny.
Stosunki łączące reżysera ze scenarzystą są niezwykle ważne w procesie pracy
nad filmem. Ale scenarzysta musi się nauczyć, choć lekcja ta bywa bolesna,
że nie jest równym partnerem, lecz kimś w rodzaju przydatnego pomocnika.
Kiedy rozpoczyna się okres przygotowań do zdjęć, zostaje odcięty od centrum
wydarzeń. Niektórzy autorzy odwiedzają plan zdjęciowy i obserwują kręcenie
filmu. Ja unikam tego jak zarazy. Wolałbym przeczekać dzień na lotnisku niż
obserwować całodzienne zdjęcia.
A więc nadal nie jestem przekonany, że scenariusz jest, lub może
kiedykolwiek być literaturą. Nie wiem nawet czy może być opisywany jako
dzieło literackie. Ale wiem jedno: pisarz musi podchodzić do niego z takim
samym zaangażowaniem, z jakim podchodziłby do jakiejkolwiek innej pracy.
Forma ma wtórne znaczenie w porównaniu z treścią. A scenariusz musi nie
tylko zawierać wszystkie niezbędne informacje: musi być tekstem, którego
lektura będzie przyjemnością. I wreszcie, powinien zdobyć takie uznanie
reżysera, by zdecydował się on kręcić film zawarty w tym właśnie dokumencie,
a nie w żadnym innym.
Mówię, oczywiście, o idealnym świecie. |
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|