Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » KONTAKT / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Kursy Foto / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Opowiedzcie innym o swoim kraju

(886 słów w tym tekście)
(1507 )   Strona gotowa do druku



KINO, Czerwiec 2004 (6/445)
autor: Ronald Harwood

Stosunki łączące reżysera ze scenarzystą są niezwykle ważne w procesie pracy nad filmem. Ale scenarzysta musi się nauczyć, choć lekcja ta bywa bolesna, że nie jest równym partnerem, lecz kimś w rodzaju przydatnego pomocnika.

Przed kilku laty oglądałem telewizyjny wywiad z ówczesnym arcybiskupem Westminsteru, kardynałem Heenanem. Kiedy wymiana zdań zeszła na temat grzechu, natychmiast wzbudziło to moje zainteresowanie. Grzech jest bowiem dla pisarza tym, czym choroba dla lekarza. Bez nich ich zawód nie miałby racji bytu.

Podczas wspomnianego wywiadu padło pytanie, w jaki sposób człowiek potrafi odróżnić dobro od zła. Kardynał odpowiedział, że ponieważ każdemu człowiekowi od wczesnej młodości wpajana jest różnica między dobrem a złem, z czasem jego sumienie zostaje ukształtowane w taki sposób, że potrafi wykryć tę różnicę niemal automatycznie.

Pisarz świadomie i podświadomie, być może już od dzieciństwa, informuje swój aparat twórczy - nie jestem pewien, czy można nazwać go sumieniem - o tym, jakie wątki i tematy wywołują jego reakcję. Ta reakcja ma podstawowe znaczenie dla scenarzysty. Zacznę od adaptacji, gdyż jest to gatunek, w którym mam największe doświadczenie. Istnieje wiele dróg, za pomocą których temat na film może dotrzeć do świadomości scenarzysty. Czasem producent lub szef wytwórni podsuwa mu jakiś temat, pytając czy wydaje mu się on interesujący. Tu właśnie znajduje zastosowanie definicja wspomnianego kardynała, dotycząca sumienia. Sprawą równej wagi jest to, czy autor zna świat, o którym jest w stanie pisać. Pisanie scenariusza jest zadaniem równie poważnym, jak pisanie czegokolwiek innego - powieści, sztuki, wiersza lub książki historycznej. Zawsze udzielam początkującym scenarzystom tej samej rady: musicie być absolutnie pewni, że potraficie pisać na proponowany temat. Ta świadomość musi być w was samych i w najgłębszej warstwie waszej świadomości, w której możliwy jest proces twórczy. Sytuacja jest oczywiście zupełnie inna wtedy, kiedy pisarz sam znajduje dla siebie temat. Ale w żadnym przypadku nie należy podejmować decyzji bez głębokiego zastanowienia.

Ja sam zdałem sobie z czasem sprawę, że nie szukam tematów, o których chciałbym pisać - to one szukają mnie. To samo dotyczy w mniejszym lub większym stopniu wszystkich pisarzy. To, co piszą, jest im dyktowane przez siły, nad którymi nie mają świadomej kontroli.

Przechodząc do drugiego sposobu pisania dla filmu, czyli do oryginalnych scenariuszy: nigdy nie mogłem do końca pojąć, dlaczego jakikolwiek pisarz chciałby pisać bezpośrednio dla potrzeb filmu.

W kinie widz zmuszony jest do patrzenia, do oglądania gigantycznych obrazów, wyświetlanych na olbrzymim ekranie. I właśnie ta różnica środków wyrazu, różnica między językiem a obrazem, jest wiecznym źródłem konfliktów. Filmy oczywiście posługują się językiem, ale ma on drugorzędne znaczenie. Jest więc dla mnie zagadką, dlaczego pisarz miałby przekazywać swój scenariusz reżyserowi, wiedząc dobrze, że zostanie on zmieniony.

Potrafię jednak zrozumieć pragnienie dotarcia do wielkiej rzeszy odbiorców, podyktowane nie tylko nadzieją na komercyjne zyski. I ono właśnie staje się wielką siłą motywacyjną dla scenarzystów, którzy odczuwają przemożną potrzebę przelewania swych dzieł na ekran.

Ale o czym mają pisać? Wydaje mi się, że tu, w Polsce, polscy scenarzyści mają wyjątkową szansę pisania o Polsce. Chciałbym dowiedzieć się czegoś o waszych zmaganiach z rzeczywistością, o porażkach i zwycięstwach. Jeśli film ma być sposobem dotarcia do świata, znajdującego się poza obszarem waszego kraju, to scenarzyści są jedynymi ludźmi, którzy mogą to zrobić. A uważam, że jest to zadanie podwójnie naglące właśnie teraz, kiedy Polska i inne kraje wchodzą do Unii Europejskiej. Tym, co w rzeczywistości czyni nas Europejczykami, jest wspólne dziedzictwo kulturalne: Szekspir i Wolter, Beethoven i Chopin, Charles Dickens i Victor Hugo, Dante i Cervantes. Znacie zapewne tę niekończącą się i chwalebną listę lepiej niż ja.

Ale wróćmy do scenariusza. Uważam, że scenarzysta powinien opowiadać daną historię w sposób tak jasny i interesujący, jak tylko jest to możliwe. Zachowuję pewną ostrożność w stosunku do scenarzystów, którzy konstruują swoją historię w sposób nadmiernie wyszukany. Wydaje mi się czasem, że opowiadanie historii w taki sposób jest objawem braku zaufania autora filmu do historii, którą zamierza opowiedzieć. Albo po prostu przyznaniem się do tego, że nie ma się do opowiedzenia żadnej historii. Jeśli idzie o mnie - próbuję opowiedzieć, co się dzieje w każdej scenie, po prostu opisując akcję i pisząc dialogi. I rygorystycznie trzymam się zasady opisywania tego, co można pokazać na ekranie. Nigdy na przykład nie piszę, co dana postać myśli lub odczuwa, chyba że wynika to jasno z akcji lub dialogu. Nigdy nie zaproponowałem, by danej scenie czy sekwencji towarzyszyła muzyka. Robię po prostu, co w mojej mocy, by scenariusz był czytelny.

Stosunki łączące reżysera ze scenarzystą są niezwykle ważne w procesie pracy nad filmem. Ale scenarzysta musi się nauczyć, choć lekcja ta bywa bolesna, że nie jest równym partnerem, lecz kimś w rodzaju przydatnego pomocnika. Kiedy rozpoczyna się okres przygotowań do zdjęć, zostaje odcięty od centrum wydarzeń. Niektórzy autorzy odwiedzają plan zdjęciowy i obserwują kręcenie filmu. Ja unikam tego jak zarazy. Wolałbym przeczekać dzień na lotnisku niż obserwować całodzienne zdjęcia.

A więc nadal nie jestem przekonany, że scenariusz jest, lub może kiedykolwiek być literaturą. Nie wiem nawet czy może być opisywany jako dzieło literackie. Ale wiem jedno: pisarz musi podchodzić do niego z takim samym zaangażowaniem, z jakim podchodziłby do jakiejkolwiek innej pracy. Forma ma wtórne znaczenie w porównaniu z treścią. A scenariusz musi nie tylko zawierać wszystkie niezbędne informacje: musi być tekstem, którego lektura będzie przyjemnością. I wreszcie, powinien zdobyć takie uznanie reżysera, by zdecydował się on kręcić film zawarty w tym właśnie dokumencie, a nie w żadnym innym.

Mówię, oczywiście, o idealnym świecie.
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • Szachy, Magazyn Szachista • PZSZach, Szachy • Strony internetowe, druk, dtp