| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Nie rób filmu dla wszystkich(381 słów w tym tekście) (1657 ) 
KINO, Czerwiec 2004 (6/445)
autor: Andrzej Wajda
Nasze życie nie jest serialem, którego pierwszego odcinka nikt już nie
pamięta, a ostatniego nie oczekuje.
Bohaterowie naszych czasów nie potrzebują reżysera, żeby ich bronił przed
czymkolwiek - systemem czy zaszłościami. Oni potrzebują tylko, abyśmy ich
zauważyli, dostrzegli w tłumie i opowiedzieli na ekranie ich niepowtarzalną
i jedyną ludzką historię rozgrywającą się w ich własnym języku. W ich
własnym kraju. W ich własnym imieniu.
Dlatego nie chcę w scenariuszach widzieć tak dziś rozpowszechnionej, a
przywleczonej z angielskich i niemieckich teatrów młodej kobiety, która ma
obie lewe ręce i same pretensje do świata. Owszem, widzę dla niej miejsce,
ale w programach zwierzeń telewizyjnych i teatrach na 60 osób, gdzie zbiera
się taka właśnie widownia.
Powiecie, trzeba było sięgnąć po nowych autorów, nieznane nazwiska. Ale
nadzieja na konkursy scenariuszowe to zmarnowane pieniądze. Ludzie piszą na
podstawie tego, co widzą na małym ekranie, opisując seriale TV jako swoje
życie. I co gorsza są pewni, że tak naprawdę wygląda ich życie.
Tymczasem nasze życie nie jest serialem, którego pierwszego odcinka nikt już
nie pamięta, a ostatniego nie oczekuje. Scenariusz filmu współczesnego musi
dokonać wyboru momentu, który wyjmuje z życia sytuację jedyną i
niepowtarzalną, mającą swój początek, środek i koniec. Nie wierzę też
pisarzom, którzy interweniują w nasze życie społeczne. Po 1945 roku wielu
partyzantów z AL znalazło się w UB. Znane było wtedy wyznanie jednego z
nich: "Pisanie idzie mi ciężko (spisywał zeznania aresztowanych akowców),
ale przypierdolić mogę!"
Obawiam się, że to samo dałoby się powiedzieć o tych piszących, którzy
zmagają się z naszą polityczno-społeczną rzeczywistością. I pisanie idzie im
ciężko, i przypierdolić nie mogą, gdyż przeciwnik jest dziś gdzieś indziej,
znacznie bliżej niż dawniej. W nas samych.
Nikt też przy zdrowym rozumie nie spekuluje dziś, by powstał film dla
wszystkich. To zostawiamy amerykańskiej rozrywce.
Przeciwnie - filmy, które zwróciły moją uwagę w ostatnich latach, są mówione
we własnym języku. Rozgrywają się we własnym kraju i przedstawiane są we
własnym imieniu reżysera.
Dlatego jako widz wchodząc do kina proszę:
Reżyserze, prowadź mnie tam, gdzie jeszcze nie byłem. Daj mi schronienie w
życiu innych, których chcę naśladować, ale tylko w odwadze bycia sobą. Nie
wysyłaj mnie tam z biletami i przez biuro podróży, zabierz mnie sam, bez
pośredników. Nie rób filmu dla wszystkich, a wtedy być może trafisz do
wielu, jak Almodóvar, Sokurow, Sales, jak Andriej Zwiagincew...
|
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|