Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » KONTAKT / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Kursy Foto / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Osobowość faustyczna

(792 słów w tym tekście)
(1680 )   Strona gotowa do druku



KINO, Kwiecień 2004 (4/443)
autor: Katarzyna Taras

"Pamiętniki" Leni Reifenstahl rozczarowują. I irytują.

Czytając te wspomnienia, miałam nadzieję dowiedzieć się czegoś o wyborach artystki zawieszonej między estetyką, etyką i ideologią - bo o takie dylematy autorkę "Triumfu woli" podejrzewałam (jak się okazało - bardzo dziecinnie). Spodziewałam się biografii człowieka faustycznego, uwiedzionego śmiertelną ideologią, który dostrzegł dramat swojego uwikłania, tragedię innych i teraz będzie próbował - skoro zdecydował się spisać pamiętniki - ujawnić przyczyny fascynacji osobą i ideami Adolfa Hitlera. Nie chodziło mi wcale o to, aby spisująca swoje życia staruszka (choć trudno myśleć o Leni Riefenstahl jako staruszce), kajała się za błędy młodości, biła w pierś i żałowała, że jej mecenasem był Adolf Hitler, a ona swoją wrażliwość, talent i zapał zaprzedała polityce diabła. Hitler to zbrodniarz, wojna się skończyła, zostały genialne filmy. Oczekiwałam raczej próby analizy przyczyn i okoliczności, przez które Leni Riefenstahl stała się nadwornym reżyserem Kanclerza III Rzeszy.

Osobowość faustyczna, zawieszenie między etyką a estetyką, analiza przyczyn artystycznej kolaboracji... Jak ładnie to wszystko brzmi, szkoda tylko, że żadnego z tych określeń nie można użyć omawiając "Pamiętniki" Leni Riefenstahl.

Po pierwsze życiorysu Riefenstahl (i to spisanego przez nią samą) nie można uznać za biografię osoby uwiedzionej przez ideologię, bo za dużo w niej egzaltacji, za mało refleksji. Zamiast analizy rozterek artystki, dostajemy informacje o tym, kto kochał się w Leni Riefenstahl. Prostą (prostacką?) wyliczankę.

Po drugie "Pamiętniki" grzeszą wielką, aż nieprawdopodobną naiwnością. Ich autorka kreuje się na kobietę naiwną obdarzoną wielką wrażliwością i talentem artystycznym, całkowicie natomiast pozbawioną zdolności oceny sytuacji. Irytuje (i nie przekonuje) zwłaszcza podkreślany co jakiś czas brak zainteresowania dla kwestii politycznych. Republika Weimarska przełomu lat 20. i 30. naprawdę nie była krainą, gdzie człowiek obdarzony jaką taką wrażliwością i instynktem samozachowawczym mógł pozwolić sobie na stwierdzenie: ">>Błękitne światło<< mówiło o moim własnym losie: Junta, przedziwna dziewczyna z gór żyjąca w świecie marzeń, prześladowana i wypędzona przez własną społeczność, umiera, gdy zostają zniszczone jej ideały. W filmie owe idee symbolizują migotliwe górskie kryształy. Aż do początku lata 1932 roku ja także żyłam w świecie marzeń, ignorując twardą rzeczywistość swojej epoki."

Trudno, nie wierzę w naiwność polityczną Leni Riefenstahl.

W ogóle jej nie wierzę, a to ciężki zarzut wobec czyichś wspomnień. I wtedy, kiedy pisze, jak Hitler zareagował, kiedy znalazł na jej biurku egzemplarz "Mein Kampf" z uwagami artystki: "Nie podobało mi się, że czyta te uwagi, ale chyba go to bawiło. Wziął egzemplarz, usiadł i poważnie przekartkował. - Interesujące - orzekł. - Ostra krytyka, ale przecież mamy do czynienia z artystką." I kiedy zarzeka się, że nic nie wiedziała o paleniu książek i prześladowaniu Żydów. A zwłaszcza wtedy, gdy wspomina, jak Hitler dbał o Polaków: "Zwracając się do adiutanta, który przyniósł tę depeszę, Hitler powiedział gniewnie: - Już trzeci raz prosimy polski rząd o poddanie Warszawy bez walki. Nie chcę strzelać, póki w mieście są kobiety i dzieci. Muszę im przedstawić inną propozycję kapitulacji i spróbować ich przekonać, że odmowa nie ma sensu. To szaleństwo."

Po trzecie wreszcie "Pamiętniki" Leni Riefenstahl rozczarowują czytelnika również dlatego, że mogły być niezmiernie bogatym źródłem wiedzy o epoce, kiedy Berlin był stolicą kulturalną Europy. Mogły, ale nie są, ponieważ ich autorka skupiła się przede wszystkim na sobie. Rozumiem, że niewiele miejsca poświęciła Marlenie Dietrich. Wiadomo, że panie rywalizowały i raczej za sobą nie przepadały, że wcale nieprzypadkowo Leni Riefenstahl zatytułowała swój debiut reżyserski "Błękitne światło" (aluzja do "Błękitnego anioła" z Marleną). I nie wymagam wcale plotek z Amusierkabarettów, ale chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o tak twórczym, fascynującym i niedocenionym okresie, znanym mi jedynie z opowieści dziadków, wspomnień Carla Zuckmayera i podwójnego numeru "Literatury na Świecie" (nr 8-9/2001). Poczytałabym o ludziach, którzy tworzyli kulturę europejską, a których autorka "Olimpiady" spotykała w studiach filmowych, na bankietach, na stokach narciarskich i w teatrze. O Tairowie i Maksie Reinhardzie, Lupu Picku, Georgu W. Pabście, Walterze Ruttmanie, o Remarque'u, Piscatorze, Beli Balazsu. Zamiast tego czytam o wdzięku Leni i o tym, jak umiała uwodzić. I robi się trochę smutno, trochę żałośnie i znowu irytująco.

Tak naprawdę lektura "Pamiętników" staje się interesująca dopiero wtedy, kiedy Riefenstahl pisze o swojej miłości do Afryki. Wtedy egzaltacja samą sobą i tani sentymentalizm ustępują miejsca pasji, autentycznemu doświadczeniu, pojawia się refleksja estetyczna, a w czytelniku znikają wątpliwości co do tego czy autorka wspomnień potrafiła obserwować, czy też nie. Potrafiła i to doskonale, jako filmowiec-dokumentalista wyczulony na każdy szczegół, jako operator ulegający pięknu afrykańskiego światła i egzotyce przestrzeni.

Bez względu na rozczarowanie "Pamiętnikami" osobowość Leni Riefenstahl - której tylko śladowe ilości znajdują się w jej wspomnieniach - może nadal fascynować. Jej witalność, upór, desperacja w ratowaniu negatywów swoich filmów za cenę każdego upokorzenia, miłość do kina. Naprawdę ta genialna kobieta zasłużyła na solidne naukowe opracowanie swoich pamiętników, ale w wydaniu polskim, które trafiło do moich rąk, czegoś takiego w ogóle nie ma!

Leni Riefenstahl, Pamiętniki. Świat Książki, Warszawa 2003
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • Szachy, Magazyn Szachista • Strony internetowe, druk, dtp • PZSZach, Szachy