| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Statek głupców(735 słów w tym tekście) (1560 ) 
lem.onet.pl
autor: Stanisław Lem
Rozważam następujący problem. Liczba ludzi powiększających populację ziemską rośnie bezustannie. Godna rozważenia jest kwestia, czy ilość głupców utrzymuje swój stały stosunek względem całej populacji ziemskiej.
Jeżeli sądzić z doniesień światowych mediów, to nasuwają się tutaj co najmniej dwie możliwości. Albo ilość durniów powiększa się proporcjonalnie do natalistycznego wzrostu na całej kuli ziemskiej, albo też durnie w tym sensie dochodzą do przodu, że ich wpływ we wszelkich dziedzinach życia, również umysłowego, rośnie, chociaż ich proporcjonalny udział w liczebności mieszkańców planety zmianie nie ulega. Aczkolwiek nie dysponuję żadnymi danymi z zakresu demografii, a tylko zdrowego rozsądku, ulegam wrażeniu, że tumanów może nawet nie jest coraz więcej, ale są coraz aktywniejsi. Zjawisko to jest nader szeroko rozgałęzione. Tak na przykład znany francuski projektant mody Paco Rabanne przepowiedział był upadek orbitalnej stacji Mir na Paryż w dniu zaćmienia Słońca. Była to predykcja wielozakresowo idiotyczna. Nie wiem, czy warto wyliczać rozmiary tej głupoty. Stacja rosyjska, poruszająca się z szybkością orbitalną, żadną miarą nie mogłaby spaść na Ziemię jak kamień, lecz pierwej musiałaby stopniowo tracić wysokość orbitowania, czyli wchodzić w coraz gęstsze warstwy atmosfery. Można by także wymienić inne przyczyny dowodzące bezwstydnej bałwańskości rzeczonej prognozy, lecz sądzę, że nie warto. Warto natomiast zwrócić uwagę na fakt, że sporo ludzi w durnotę ową uwierzyło. Głupstwo szerzy się, ogólnie mówiąc, znacznie szybciej aniżeli najgwałtowniejsze przerzuty złośliwego nowotworu w dowolnym organizmie żywym. O tym, że pojęcie "postępu" przestało być jednoznaczne, wiadomo od dawna. Niemniej rosnące błogosławieństwa technogenne jakże często ukazują nam swe czarne strony. Tak na przykład projektowana, a nawet częściowo wdrażana satelitarna regulacja ruchu drogowego już obecnie daje asumpt do przewidywań katastroficznych. Globalny system lokalizacyjny, w Ameryce zwany jako GPS, może, a niektórzy twierdzą, że musi dawać nie całkiem dokładne dane, wskutek czego pojazdy sterowane tą metodą zamiast przejeżdżać obok siebie mogą zmieniać swe trajektorie o kilka głupich centymetrów, powodując śmierć lub ciężkie obrażenia pasażerów. Nie jest również jasny, a raczej jest brzemienny w dodatkowe niebezpieczeństwa, cały ten system ze względu na możliwe odchylenia chronologiczne. Również Internet okazuje się globalnym systemem łączności, na którym rzeczywistość, czyli stan funkcjonalny zawiesza daleko więcej psów, aniżeli uczyniłem to w mojej Bombie megabitowej. Kataklizm roku dwutysięcznego nie był jedynym mieczem Damoklesowym, wiszącym nad siecią. Jedyna europejska waluta, euro, która miała niczem gorset stalowych dźwigarów zespolić i tym samym unieszkodliwić, gdyż uniezależnić od wahań, waluty poszczególnych państw zachodnioeuropejskich, także trzeszczy i bardzo nieprzyjemnie się kolebie. Polityczny program niemieckich Zielonych, całkowitej rezygnacji z użytkowania atomowych elektrowni na terenie Niemiec, w niezbyt odległej przyszłości przyniesie opłakane konsekwencje. Wyjaśniam: promieniowanie wykrywalne wokół siłowni atomowych, a także składowisk atomowego żużla, nie polepsza wprawdzie zdrowotności okolicznej ludności, lecz ponieważ energetyka geotermiczna pozostaje wciąż marzeniem, a wykorzystanie energii wiatrów zaspokoić potrzeb wysoce uprzemysłowionego państwa nie może, stopniowy wzrost użycia jako źródeł energii paliw kopalnych jest nieunikniony. Oznacza to dalsze podgrzewanie klimatu, którego fatalne skutki ogarniające całą planetę już rozpoznajemy. Tym samym Niemcy nie tylko przejdą spod deszczu pod rynnę, ale raczej pod wodospady Niagary.
O wymienionych przykładowo fatalnych rykoszetach postępu, głównie technologicznego, wspomniałem jedynie wyrywkowo, ponieważ jeżeli - jak głosi znana reguła - cokolwiek może
zostać zepsute, zepsute zostanie. Najwybitniejszymi zaś popsujmajstrami są durnie, należące do podgatunku ruchliwych aktywistów. Wymyślają oni, zwłaszcza w ostatnich dekadach, programy telewizyjne dla satelitarnych transponderów, przy czym ulubionym motywem istnych tłumów owych twórców są koszmarne sceny, dziejące się najczęściej albo w bankach napadniętych przez bandytów, albo w windach zatrzymanych z żądania scenarzysty pomiędzy piętrami wysokościowców, albo też w wielkogabarytowych samolotach pasażerskich, chętnie płonących, ale nie aż tak, żeby pasażerowie od razu się upiekli, gdyż wszelkie śmiertelne, a zatem szybkie rozwiązania owych dramatów zmniejszyłyby apanaże kreatorów. Ulubionym dodatkiem, niejako pieprznym sosikiem we wszystkich takich sytuacjach przyzgonnych, jest obecność niewiasty wydającej straszliwe krzyki porodowe, w finale zaś, którym z reguły jest happy end, następuje zeskamotowana przez operatorów zamiana dotychczasowego jaśka pod jej suknią na wrzeszczące, zupełnie zdrowe i bynajmniej nie nowo narodzone małe dziecko. Jest rzeczą charakterystyczną, że dzieci takie, żywe i prawdziwe, rodzą się bez śladu pępowiny oraz innych popłodów (jak łożysko), co jakoś nikomu z widzów nie przeszkadza. Produkcja widowisk telewizyjnych, seriali, szarpiących nerwy dramatów, jako też innych okropieństw pokropionych obficie krwią, jest świadectwem jednoczesnego upadku wszelkiej wyobraźni twórczej producentów, jak też wysoce prawdopodobnym dysproporcjonalnym wzrostem udziału P.P. Idiotów we wszystkich nazwanych i nie nazwanych explicite dziedzinach działalności użytkowej i rozrywkowej bezustannie puchnącej nam ludzkości.
Osmoza durniów do elit światowej władzy również zachodzi z przyśpieszoną akceleracją. Niestety, nie wszyscy spośród nich kończą tak fatalnie, jak sobie tego od serca życzę. |
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|