Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » KONTAKT / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Kursy Foto / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Małoletni trzydziestoletni

(817 słów w tym tekście)
(1331 )   Strona gotowa do druku



Źródło: "Witryna Czasopism"
Autor: Katarzyna Wajda

Pamiętacie Bridget Jones? Trzydziestokilkuletnia Angielka z nadwagą, uzależniona od palenia, niegardząca też alkoholem, przyciągająca jak magnes emocjonalnych popaprańców. Kilka lat temu, jako bohaterka literacka, stała się popkulturową ikoną, a tysiące kobiet na całym świecie bezwstydnie przyznawało się: „Bridget to ja”. Wersja filmowa Dziennika Bridget Jones, o której niegdyś ze sporą dawką dezaprobaty pisałam, aż takiej furory nie zrobiła, ale cieszyła się popularnością na tyle dużą, że realizacja sequela była wyłącznie kwestią czasu. No i całkiem niedawno doczekaliśmy się adaptacji drugiej części przygód bohaterki, film nosi tytuł W pogoni za rozumem. Już sama powieść Helen Fielding była słabsza od Dziennika..., a film potwierdza smutną prawdę, że kontynuacje zazwyczaj wypadają gorzej.


Obejrzałam go niejako z obowiązku, z rosnącą irytacją, wywołaną głównie niewybrednym poczuciem humoru twórców, które przejawia się w obleśnym (tak, nie bójmy się tego słowa) wyglądzie bohaterki. Jako osoba, której zdecydowanie bliżej do klanu puszystych niż szczupłych, we własnym interesie popieram ideę wewnętrznego piękna (zwłaszcza lubię deklaracje modelek: „Jestem modelką, ale uważam, że wygląd zewnętrzny nie ma znaczenia, liczy się to, jakim się jest wewnątrz”) i akceptacji nas takimi, jakimi jesteśmy. Wszystko ma jednak swoje granice i wieloryb (czyli Bridget) nie powinien biegać w skąpej, kwiecistej sukience, bo wyrządza krzywdę całemu stadu. Zastanawia mnie także, dlaczego scenarzyści nieco odmłodzili Bridget, każąc jej obchodzić dopiero 32. urodziny. I powód jest prosty: trzydzieste urodziny to taka trauma, że można biednej dziewczynie ją nieco zmniejszyć przez odjęcie tych 2 czy 3 lat – w końcu i tak przekroczyła Rubikon, wchodząc w kobiecą strefę cienia.

Niezależnie od tego, jak wydłuża się nasze życie i rośnie średnia wieku, w jakim rodzimy pierwsze dziecko, trzydzieste urodziny to dla kobiety cezura, w wersji radykalnej Armagedon (potem już tylko ciemność), żartobliwej – matrymonialna przecena. Dzięki miss Jones wiemy, jak przez tę granicę przechodzi współczesna Angielka, ukształtowana przez popkulturę, a co z Polkami? I tu pojawia się problem, który w styczniowym „Kinie” (nr 1/2005) sygnalizuje Katarzyna Taras (Niezgoda na dojrzałość – kino trzydziestolatków): na wiarygodny portret trzydziestolatki w polskim kinie przyjdzie nam chyba jeszcze trochę poczekać. Są za to mężczyźni, trzydziestoletni bohaterowie polskich filmów, którym – jako swoim rówieśnikom – autorka postanawia się nieco bliżej przyjrzeć.

Interesujące, że niemal na wstępie zostaje przywołane kino moralnego niepokoju, kino czasów młodości naszych rodziców – tamci bohaterowie, również trzydziestoletni, byli tymi, którzy „przejrzeli”, zostawili już za sobą fazę młodzieńczego idealizmu. Ich dzieci „przejrzeć” nie chcą, nie godzą się na swoją dojrzałość, a popkultura ze swoim kultem wiecznej młodości ten infantylizm dodatkowo wzmacnia. Jako generacja trzydziestolatkowie nie doczekali się jeszcze swojego dokumentalnego portretu, czegoś na kształt wizerunku przywołanego w tekście Pokolenia ’89 Marii Zmarz-Koczanowicz albo Generacji C.K.O.D Piotra Szczepańskiego. Łaskawsza jest dla nich fabuła – filmy takie jak Patrzę na ciebie, Marysiu Łukasza Barczyka, Pręgi Magdy Piekorz, Portret podwójny Mariusza Fronta, jak zauważa Katarzyna Taras, eksponują cechę wspólną bohaterów: strach – przed ośmieszeniem, odrzuceniem, odpowiedzialnością. Stąd też odkładanie – na potem – zakładania rodziny, przedkładanie bezpiecznego snucia planów nad konkretne działanie. Przypomina się, zresztą też wspomniana przez autorkę, scena z Patrzę na ciebie, Marysiu, w której Michał, tuż przed ślubem, dostaje w łazience ataku histerii, zrzucając maskę panującego nad wszystkim młodego lekarza. Mimo tak hołubionej wolności bohaterowie nie umieją cieszyć się życiem, smakować go – czekają na doznania ekstremalne, które dadzą spełnienie, namiastkę bohaterstwa, a po drodze uciekają im rzeczy naprawdę ważne, choć na pozór mniejszego kalibru. Doskonałym przykładem takiej biernej postawy jest Krzysztof z etiudy Wtorek Michała Gazdy, szkoda, że mało znanej. To niespełnienie wynika też z faktu życia dla innych, a nie dla siebie, realizowania cudzych marzeń i oczekiwań.

Mielibyśmy zatem do czynienia z pokoleniem Piotrusiów Panów, wiecznych chłopców, którzy nie chcą dać się złapać w pułapkę dorosłości? Po trosze pewnie tak, ale, na szczęście, zawsze może pojawić się jakaś Wendy, która pomoże chłopcu stać się mężczyzną. Doskonałym przykładem jest tutaj tytułowa Marysia, grana przez Maję Ostaszewską, jedna z najciekawszych postaci kobiecych w polskim kinie ostatnich lat. Młodsza od Michała, jest od niego znacznie dojrzalsza, zdaje się mieć w sobie jakąś odwieczną kobiecą mądrość i siłę, nie boi się mówić wprost o swoich uczuciach, nazywać rzeczy po imieniu, podczas gdy chłopak swoje niezdecydowanie ukrywa, wygłaszając frazesy o braku stabilizacji finansowej, która utrudnia założenie rodziny. I zostaje z nim, mimo rodzinnego skandalu z odwołaniem ślubu. Kobietą, której miłość przynosi szansę na ocalenie jest też Tania z Pręg, pomagająca Wojciechowi poznawać smak życia i budować pozytywne relacje z ludźmi i światem. W przypadku obu bohaterów mądrość kobiet pozwala im zrobić pierwszy krok, ale reszta należy do nich, w końcu Wendy to nie dobra wróżka.

Katarzyna Taras kończy swój tekst osobistym wyznaniem: lubi swoich filmowych rówieśników, mimo ich infantylizmu – słabości dodają im człowieczeństwa, czynią ludzkimi. A przecież w końcu wszyscy będziemy trzydziestolatkami i być może w kinie zaczniemy szukać odzwierciedlenia naszych wątpliwości i lęków, potwierdzenia, że nie tylko my mamy takie problemy. I po cichu będziemy liczyć na happy end – w życiu rzecz jasna.
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • Strony internetowe, druk, dtp • Szachy, Magazyn Szachista • PZSZach, Szachy