| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Mój pierwszy film(1584 słów w tym tekście) (1128 ) 
Żródło:miesiecznik KINO; maj 2004
Autor:Piotr Śmiałowski
Każdy człowiek, cokolwiek by stworzył, zawsze z lękiem patrzy czy zaakceptują to inni. Ale jestem szczęśliwa - zrobiłam swój pierwszy film!
- Czytelnicy "Kina" najpierw przeczytają wywiad z tobą, a dopiero potem zobaczą twój film. Czy mogłabyś w kilku słowach wprowadzić ich w tę historię?
- Magdalena Piekorz: "Pręgi" opowiadają o dojrzewaniu do ojcostwa, ale także o tym jak dzieciństwo determinuje nasze dorosłe życie. Bohaterem filmu jest 30-letni mężczyzna. Wydaje się silną osobą. Wie, czego chce. Ale potem okazuje się, że w kontaktach z kobietami nie potrafi się odnaleźć. Ucieka w od jakichkolwiek bliższych kontaktów, chociaż pozornie jest człowiekiem towarzyskim. Jego postawa to skutek urazów z dzieciństwa, życia z despotycznym ojcem, który nie umiał okazać mu miłości. I nagle na jego drodze pojawia się kobieta, która za wszelką cenę chce go zmienić, "przywrócić do życia". Najważniejsze pytanie obecne w tym filmie można chyba sformułować tak: czy miłość potrafi człowieka wyleczyć z przeszłości?
- Czy czujesz tremę przed zbliżającą się premierą?
- Oczywiście. Ale tę tremę czułam już dużo wcześniej - kiedy dowiedziałam się, że będę robiła ten film, i będę pracowała z aktorami, których sobie wymarzyłam. Wkrótce czeka mnie konfrontacja z publicznością. To mój pierwszy film i wszystkie uczucia, których się doświadcza po premierze, są mi jeszcze nieznane.
- Pierwszy film fabularny, bo masz za sobą kilka dokumentów; debiutowałaś "Dziewczynami z Szymanowa" - opowieścią o Liceum Sióstr Niepokalanek.
- Miałam z tym filmem duże problemy. To bardzo drażliwy temat. Stawałam nawet przed komisją etyczną. Ale każdy film jest dla mnie sposobem powiedzenia o czymś drugiemu człowiekowi. I zawsze rodzi się pytanie czy to, co sobie wyobrażam, będzie interesujące dla innych. Stąd trema. Ale teraz przybył jeszcze element pracy z aktorem i to przede wszystkim było dla mnie wielką niewiadomą: jak uznani aktorzy będą współpracować z debiutantką.
- I jak układała się współpraca?
- Wspaniale. Traktowali mnie po partnersku.
- Czy okres, kiedy kręciłaś filmy dokumentalne, uważałaś za czas przygotowań do debiutu fabularnego?
- Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. W szkole filmowej już na pierwszym i drugim roku miałam okazję realizować profesjonalne dokumenty. Mieliśmy zajęcia z Andrzejem Fidykiem, który nam to umożliwił. Dokument jest bardzo ciekawym gatunkiem. Można dotrzeć do interesujących tematów, często takich, o których nie ma się zielonego pojęcia. Realizacja takiego filmu to fantastyczne źródło poznawcze. Ale bohaterowie, z którymi mamy do czynienia, to nie wymyślone postacie, lecz prawdziwi ludzie i trzeba bardzo uważać, żeby nie pójść o jeden krok za daleko. W filmie fabularnym świat trzeba wymyślić samemu. A mnie zawsze zależało na tym, żeby coś stwarzać. Chyba nie wytrwałabym pracując tylko przy dokumentach, ale oczywiście nie chcę z nich rezygnować.
- Czy "Pręgi" są już całkowicie ukończone?
- Film jest zmontowany, czeka mnie udźwiękowienie i prace postprodukcyjne. Przy dokumencie praca kończy się dużo wcześniej, więc to również jest dla mnie czymś nowym. Wczoraj widziałam próbki napisów - to etap, kiedy film nabiera już pełnych kształtów. To dla mnie niesamowite doznanie.
- Na okładce książki Wojciecha Kuczoka napisane jest jedynie, że "Pręgi" zostaną zrealizowane w Studiu TOR. Książka została wydana w 2002 roku. A od kiedy było wiadomo, że to będzie twój film?
- Od samego początku. Już od kilku lat bardzo chciałam zrealizować film fabularny. Krzysztof Zanussi był moim profesorem w szkole filmowej w Katowicach, znał moje dokumenty. Kiedy zgłosiłam się do niego po skończeniu szkoły, powiedział, żebym spotkała się z Wojciechem Kuczokiem. Ale to nie był nasz pierwszy kontakt, poznaliśmy się z Wojtkiem 10 lat wcześniej w pociągu. Jechaliśmy w jednym przedziale na dzień otwarty do warszawskiej szkoły teatralnej, oboje myśleliśmy o aktorstwie. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że kiedyś będziemy razem "stwarzać" filmowe postaci, nie uwierzyłabym. Potem spotykaliśmy się na uczelni - Wojtek przychodził jako wolny słuchacz na zajęcia z dramatopisarstwa. Dużo rozmawialiśmy, w którą stronę ta historia powinna pójść. Bardzo chciałam, żeby film opowiadał o relacjach w rodzinie. Interesował mnie temat dojrzewania. Ale scenariusz jest Wojtka.
- Napisał po prostu ten scenariusz dla ciebie, a ty zaczęłaś kręcić film, czy też czasami ulegał twoim sugestiom?
- Z Wojtkiem bardzo się przyjaźnimy. Wszystko wychodziło od niego. Moje uczestnictwo w pracy nad scenariuszem polegało na lekturze i dyskusji. Broniłam się jedynie przed tym, żeby to był film o przemocy w rodzinie. Zdecydowaliśmy się na nakręcenie jednej sceny bicia, która jest dosyć okrutna, ale wszystko polega bardziej na relacji psychicznej.
- A jak było z wyborem aktorów? Czy pozostawiono ci zupełnie wolną rękę?
- Przede wszystkim otoczono mnie opieką; czułam się bezpieczna realizując film właśnie w Studiu TOR. Pozwolono mi poczuć, że to jest mój film. Wszelkie ingerencje sprowadzały się do pewnych rad, sugestii. Już na etapie powstawania scenariusza, kiedy Wojtek przysyłał mi fragmenty, analizowaliśmy każdą postać i dyskutowaliśmy, kto powinien zagrać. Od początku marzyłam, żeby ojca małego Wojtusia - głównego bohatera, zagrał Jan Frycz, a Michał Żebrowski - dorosłego Wojciecha. Agnieszkę Grochowską zobaczyłam w Teatrze Studio w roli Konstancji w "Amadeuszu". Okazało się, że jest idealną kandydatką do roli Tani - kobiety, która zmienia życie głównego bohatera.
- Wymarzenie sobie obsady to jedno, a zgromadzenie jej na planie to drugie. Tobie się udało. Czy aktorzy zgodzili się od razu?
- Z Janem Fryczem spotkałam się w Krakowie, kiedy nie wiadomo było jeszcze czy zdobędziemy pieniądze na "Pręgi". Ale scenariusz bardzo mu się podobał. Myślę, że wszyscy zgodzili się przede wszystkim dlatego, podobał im się sam tekst. Nie ma przecież aż tak wielu dobrych scenariuszy. A ten wywodzi się niewątpliwie z dobrej literatury.
- Przeczytałem ostatnio opinię, że Michał Żebrowski za dużo grał w superprodukcjach i teraz kojarzony jest głównie z rolami kostiumowymi... A przecież u ciebie wypadł fenomenalnie. Pokazał pazury. Szczególnie w scenie, kiedy tłumaczy Tani, jak wiele cech zostało mu po ojcu.
- To świetny aktor - człowiek ogromnie wrażliwy, aktor "maksymalny". Chce zrozumieć każde zdanie tekstu, podsuwa wiele cennych pomysłów. Teraz pracujemy razem nad monodramem w Teatrze Studio. Jestem zdumiona tym, jak on się przygotowuje do prób - przychodzi po dwóch dniach przerwy z listą 22 pytań! Dla mnie zawsze był aktorem dobrze grającym role, które mu proponowano. I nie KAŻDĄ, którą mu proponowano, chciał zagrać! To przede wszystkim aktor stworzony do wielkich kreacji teatralnych. Ma ogromną świadomość słowa. A że teatr nie jest medium masowym i szersza publiczność nie zna Żebrowskiego od tej strony, to już jej strata.
- A gdzie znalazłaś Wacka Adamczyka, który wcielił się w postać małego Wojtusia?
- To chłopiec z Katowic. Wacek zagrał już w kilku etiudach moich kolegów ze szkoły filmowej. Przyjechał na casting i okazało się, że jest najlepszy. Miałam na oku jeszcze jednego chłopca, ale po próbach z udziałem Jana Frycza nie miałam już żadnych wątpliwości. Wacek był niesłychanie naturalny przed kamerą.
- Czy w pracy na planie korzystałaś z czyichś wskazówek czy też miałaś własny, skończony pomysł na ten film?
- Miałam wypracowaną od początku koncepcję całości. Ale Krzysztof Zanussi pomógł mi bardzo jeszcze na etapie powstawania scenariusza. Na bieżąco dodawał swoje uwagi, co bardzo pomogło nam wykrystalizować postaci. Później dużo dyskutowałam z Marcinem Koszałką, autorem zdjęć do "Pręg", który jest również reżyserem filmów dokumentalnych. Koncepcja prowadzenia kamery, oświetlenia, którą zaproponował, bardzo mi się spodobała. Film opowiadany jest długimi ujęciami, klasycznie, ale pewne rozwiązania są bardzo oryginalne - np. sfilmowana z góry scena bicia.
- A czy masz swojego mistrza - reżysera?
- Mam raczej swoje ukochane filmy. Bardzo cenię twórczość Antonioniego, bliski mi jest włoski neorealizm. Poza tym lubię polskie filmy z lat 60. - "Pociąg" Kawalerowicza czy "Nóż w wodzie" Polańskiego. Jest tam klimat, rzadko już spotykany we współczesnych filmach, a co najważniejsze - czuje się rękę autora. Naprawdę czuje się ich styl.
- Czy gdybyś mogła nakręcić jakąś scenę jeszcze raz, zrobiłabyś to?
- Na razie mam trochę za mało dystansu. Żyję tym, że wreszcie zmontowałam film. Po pierwszym montażu był za długi, miał ponad dwie godziny. Bardzo trudno było mi zrezygnować z pewnych scen. Bardziej rozbudowany był wątek szkolny Wojtusia, jego relacje z ojcem. Ale gdybym zostawiła wszystko, sama pierwsza część trwałaby ponad godzinę.
- Wspomniałaś o relacjach małego Wojtusia z ojcem. Kuczok w swojej książce "Gnój" trochę inaczej, ostrzej ukazał postać ojca. W twoim filmie Jan Frycz jest okrutny, ale o wiele mniej niż jego książkowy odpowiednik... Czy Kuczok tak napisał scenariusz, czy ty chciałaś to złagodzić?
Ukazanie ojca jako okrutnika byłoby o wiele prostsze i bardziej oczywiste. Chciałam pokazać ojca, który kocha syna, ale nie potrafi go wychować. Jest przekonany, że syna trzeba trzymać krótko, bić. Wierzy, że wszystko, co robi, robi dla dobra Wojtusia. Kiedy chłopiec jest chory, natychmiast wzywa lekarza. Kiedy ma wątpliwości co do edukacji syna, prowadzi go do księdza. W swoim odczuciu działa bardzo dobrze. A ponieważ nie ma w jego życiu kobiety, sam pozbawiony jest miłości, gdzieś tam w środku jest okaleczony. "Pręgi" to opowieść o spotkaniu dwóch mężczyzn - dorosłego i małego chłopca, którzy kochają się, ale nie potrafią znaleźć wspólnego języka. Wydawało mi się, że będzie bardziej dramatyczne, jeżeli zobaczymy wreszcie ojca płaczącego, a nie mężczyznę, który ma satysfakcję z tego, że syn dostał i nie odważył mu się oddać. Nie chciałam, żeby to była taka płaska historia: bijący ojciec - maltretowany syn.
- Zaraz po scenie bicia ojciec mówi: To obstawiamy wynik. Obejrzą razem mecz, tak jakby nic się nie stało.
- Wymierzył sprawiedliwą według niego karę i dla niego wszystko już jest w porządku. To człowiek, który ma taką konstrukcję psychiczną. Dojrzewa dopiero później. Ale niestety, niczego nie da się już naprawić. I to jest największy ból syna.
- Czy boisz się pierwszych recenzji filmu? Myślisz, że będziesz na to odporna?
- Muszę być. Taki zawód wybrałam. Każdy człowiek, cokolwiek by stworzył, zawsze z lękiem patrzy czy zaakceptują to inni. Ale jestem szczęśliwa - zrobiłam swój pierwszy film! |
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|