Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » ADRES + TELEFONY / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Marzenie o miłości

(1495 słów w tym tekście)
(1508 )   Strona gotowa do druku



Źródło: miesięcznik KINO;grudzień 2003

Autor:Iwona Kurz


Gdybym miała być w zgodzie z duchem tych filmów, powiedziałabym "ot, stało się" i obejrzałam sześć rosyjskich filmów fabularnych na 19. WMFF. Bodaj wszystkie, jakie przyjechały do Polski z Rosji.

Rzecz jasna, zawsze w takiej sytuacji próba łącznego pisania o kilku dziełach jest dość karkołomna, nawet jeśli chodzi jedynie o sprawozdanie. Trudno też jednak oprzeć się wrażeniu, że jest w tych opowieściach rozpoznawalny duch: typ bohatera, czasem lekko stukniętego, a na pewno pogubionego; rodzaj tonacji, najczyściej lirycznej; wspólna hierarchia zdarzeń - decydujące są fakty emocjonalne, które dzieją się niejako obok rzeczywistości; a także pewien fatalizm, który każe uśmiercać bohaterów niezależnie od okoliczności (rosyjskim reżyserom przychodzi to z dużą łatwością).

Zacząć wypada od końca, ponieważ pokazany pod koniec festiwalowego tygodnia film (drugi w dorobku) Larysy Sadiłowej "Kocham Cię, Lila" - wygrał konkurs "Nowe filmy, nowi reżyserzy". Tytuł polski w zasadzie powinien brzmieć "z miłością, Lila", bo zwrot pochodzi z kartek pocztowych, które bohaterka (Marina Zubanowa) rozsyła po całej Rosji do gości lokalnego hotelu, z którymi spędziła noc czy dwie w nieustępliwym poszukiwaniu męża. Lila nie kocha, ale bardzo pragnie miłości - to marzenie rozpisane jest na głosy i rzeczy: sentymentalne piosenki wyśpiewywane na bazarze, opowieści snute z palca przed koleżankami z pracy oraz suknie ślubne i inne atrybuty zamążpójścia. W tle rosyjskie prowincjonalne miasto, błoto, bloki i kobiety pracujące w ubojni drobiu. Sine ciała kawałkowanych kurczaków, hałas maszyn i zwierząt tworzą kontrapunkt do marzeń Lili, w kolorze błękitnym, jak wymarzona suknia ślubna. Marzenie o miłości nie tyle jest ucieczką od świata wokół - to autentyczna treść życia Lili. Opieka nad dziadkiem i głodnymi psami, wyrażanie miłości przy pomocy jedynego dostępnego środka, czyli kurczaka, to nie jedyne znaki, że Lili w gruncie rzeczy akceptuje świat, w jakim żyje. To pozorny paradoks, w którym reżyserce udaje się pokazać bohaterkę snującą marzenia w oderwaniu od rzeczywistości, a zarazem nie negującą świata; jakby chciała go jedynie wzbogacić miłością.

Miłość to podstawowa siła organizująca świat przedstawiony większości tych filmów. Nie chodzi o to, że konstruuje akcję i odsyła do romansowej konwencji gatunkowej; w końcu to motyw przewodni kina w ogóle. Staje się raczej problemem egzystencjalnym i teoretycznym, wartością, wobec której trzeba się opowiedzieć - jedyną tak ważną - powodem do rozważań i impulsem do działań. Niczym obca siła, która zmienia całkowicie istniejący układ relacji i znaczeń, miłość ma wartość magiczną, ale magii też wymaga jej uzyskanie. To jeden ze sposobów ujawnienia fatalistycznych przeświadczeń bohaterów. Cóż, Lili dostanie się wymarzony i wywróżony, także Larę spotka to, co wywróżone.

Lara jest bohaterką debiutu Wiery Storożewej "Niebo. Samolot. Dziewczyna". Ta postać (grana przez Renatę Litwinową, także scenarzystkę filmu) skupia na sobie uwagę wszystkich wokół niej, rządzi ich wyobraźnią, pęta myśli, odwodzi od codzienności. W ten sposób staje się żywym wcieleniem miłości. Jest w tym nieco ironii, bohaterka jest "inna" i wyraźnie konstruuje swoją pozę braku zainteresowania dla codziennych potyczek o podwyżkę i posiłki na czas. Nie tylko z racji zawodu stewardessy, jak się zdaje, nie bywa na ziemi. Tym bardziej uderza pustka sennych korytarzy lotnisk, samolotu, klatek schodowych w tle. Nie tylko nadaje to kameralny nastrój filmowi, ale sugeruje, że poza intymnością więzi jest jedynie próżnia.

Pustka otacza bohatera "Kochanka" w reżyserii Walerija Todorowskiego. Mitia (Oleg Jankowski) nagle traci żonę, ale wraz z jej śmiercią dowiaduje się, że miała romans trwający całe lata - i poznaje tego trzeciego, Wanię (Siergiej Garmasz). W tym dramacie podważona zostaje cała sfera rzeczywistości, ponieważ nieoczekiwanie odkryta prawda obala spójny dotąd obraz oswojonego, własnego świata. Bohater musi skonfrontować swoje wyobrażenia z wiedzą i świadomością innych; nie tylko traci spokój ducha, ale rozpada mu się, najdosłowniej, życie - czego filmowym znakiem jest obraz mieszkania w stanie przerwanego remontu. Napięcia w tym duecie - między dwoma mężczyznami - wygrywane są subtelnie, miejskie tło, ruch uliczny, praca bohaterów pokazane są przekonująco. Jednak cała ta sfera dziania się świata zewnętrznego staje się zakładnikiem wyobrażenia miłości; od ostatecznego rozstrzygnięcia o uczuciach kobiety zależy poświadczenie tego świata - jeden z mężczyzn całą tę sferę poświęcił wówczas, gdy zdecydował się na rolę kochanka, drugi rozpaczliwie broni się przed stratą.

Trójkąt tworzą też bohaterowie "Tria" Aleksandra Proszkina, policjanci wykonujący wspólne zlecenie. Film opowiedziany jest w duchu sentymentalnej ballady, każe konwencjonalnie traktować i kryminalną akcję, i miłosne podboje, co jeszcze podkreśla pseudonim jednego z bohaterów, nazywanego Pavarottim i z upodobaniem wykonującego arie operowe. Uczucia są tu nieuchronnie źle adresowane; pozostaje jedynie marzenie o miłości "gdzie indziej" (na przykład we Włoszech) - znów eskapistyczne, choć tym razem z wyraźną już sugestią, że "tu" się nie da. Ciasnota tira, którym przemieszczają się policjanci, kontrastuje z rozległymi, stepowymi terytoriami Rosji południowej w tle. Mimochodem ujawnia się nieprzystawalność różnych światów - autochtoni pędzą swoje stada, na olbrzymim obszarze zmieniają się gatunki hodowanych zwierząt, ale nie zmienia się powolny rytm. Ten świat przecinają, choć w żaden sposób się z nim nie łączą, trakty komunikacyjne, na których kierowcy tirów i policjanci ścigają się z bandytami w konwencji komedii omyłek, tyle że bez happy endu.

W tych filmach istnieje zatem tło społeczne i codzienne, podpatrzone pozy i gesty, potoczne zachowania cielesne i językowe. Uderza jednak wrażenie nieprzystawalności bohaterów do tego świata, ich brak zakorzenienia. Prawdziwe życie toczy się "gdzie indziej", w sferze fantazji lub w sferze emocji, które nie szukają ani poparcia, ani potwierdzenia w rzeczywistości, a wręcz podważają jej status.

W filmie "Ciągle w ruchu", debiucie Filipa Jankowskiego, marzenia bohatera nie są zbyt dobrze zdefiniowane. Wiadomo, że Sasza (Konstantin Chabienski) chciałby żyć inaczej, że ma dość "duchoty". Żyje ponad stan z brukowych pism, którym sprzedaje świeże plotki i skandaliczne zdjęcia. Dziennikarska hiena, ulegająca impulsom i porywom, z których niektóre można interpretować jako szlachetne. Jest w nim urok i fantazja, jest marzenie o lepszym "ja" z miłością do Boga i Rosji w tle, dlatego mimo słabości bohater nie przestaje budzić sympatii lub przynajmniej współczucia. Świat przedstawiony wydaje się sterylny - dobre samochody, puste białe korytarze nowych klubów i nowych apartamentowców. Tym wyraźniej na tym tle odciska się śliskość i podejrzany status relacji i sytuacji. Wszelkie wartości zostają ośmieszone i podważone, nie ma nic do ocalenia. To jedyna w omawianym zestawie próba stworzenia syntetycznego obrazu współczesnej Rosji, znanej z pierwszych stron gazet. Ten obraz jest gorzki i, nie przymierzając, przypomina niektóre potoczne przeświadczenia na temat naszej rzeczywistości - to świat bez wartości, gdzie działanie w jakkolwiek rozumianej sferze publicznej (mediach, biznesie, polityce) jest zawsze działaniem na pograniczu prawa. Diagnoza, rzecz jasna, nie wydaje się odkrywcza, może razić jednostronnością, ale sposób jej przedstawienia - przez pryzmat ruchliwości i płynności bohatera - przekonuje do tej historii. Analizę stanu ducha Saszy zamyka Jankowski w ściśle kinetycznym, filmowym obrazie biegu przez korytarze pociągu, ale w przeciwnym kierunku niż kierunek jazdy. Jakkolwiek szybko byś biegł, w istocie stoisz w miejscu, a w końcu pęd porwie cię ze sobą.

Podobnie metaforyczny charakter ma "Przechadzka" Aleksandra Uczytiela. Wielką zaletą tego filmu jest użycie środków filmowych; opowiadanie toczy się w rytmie pracy kamery. Film zaczyna się w biegu, nerwowo - w miarę jak uspokaja się puls narracji, dociera do widza, że to, co brał za żart, wygłup, wesoły spacer po mieście, w istocie prowadzi do dramatu. Czuć w tym filmie nerw miasta - urodę i rytm Petersburga; wiele radości i życia wnoszą młodzi aktorzy (z Warsztatu Teatralnego Fomienki), zwłaszcza Irina Piegowa w roli Olgi, z naturalnym darem bycia przed kamerą. Film wydaje się błahostką, historią jednego żartu, ale choć w zachowaniach jego bohaterów - punktowanych drobnymi scenkami rodzajowymi - jest nieco charakterystycznej przesady, to "Przechadzka" najostrzej obnaża postawę życia w marzeniach, a żart ujawnia całe swoje okrucieństwo. Trudno odróżnić co w tym, co mówią bohaterowie, zwłaszcza Olga, jest prawdą, co wymysłem; tworzy się tu niezliczone wersje samych siebie, obrazy lepsze i gorsze - i w tym świecie utkanym ze słów i marzeń lokuje się wszystkie nadzieje. W efekcie bohaterowie, a widz z nimi, dowiadują się bardzo wiele o sobie, ale wyobrażenie, które sobie z taką radością i determinacją tworzą, rozpada się niczym domek z kart; w istocie nie może być niczym innym. Nauczkę dostają wszyscy - i naiwny Alosza, i cyniczny Pietia, i żywiołowa Olga; kryje się za tym co prawda sugestia manipulacji przez demonicznego biznesmena (znów winni są ci, którzy mają pieniądze?), jednak przede wszystkim obnażone zostaje samo marzenie - jako postawa i sposób życia.

"Przechadzka" jest filmem rosyjskim, który spośród pokazanych na festiwalu pozostawia najmniej bodaj nadziei, o ile w ogóle daje się to stopniować. Jednak, choć w omawianych filmach nie brakuje ironii i poczucia humoru, tylko Sadiłowa pozwala na optymizm swojej Lili. Ujawniają "problemy społeczne": bandytyzm, słabość instytucji państwowych, wojna z Czeczenią (choć też charakterystycznie lokowana w sferze wyobraźni, lęku i snu grozy) i trudy życia codziennego - zawsze jednak pośrednio, przez liryczny filtr czystych uczuć bohaterów. Najważniejsze kryje się w stanie ducha; duch odrywa się od ciała, czasem to ucieczka przed światem nie do zniesienia, czasem sposób na życie. Odżywa w takiej konstrukcji wielka tradycja literatury rosyjskiej, żeby przywołać choćby Czechowa. Odżywa z całą siłą marzenie o zbawczej sile m(M)iłości, która przemieni świat - bywa jednak, że z całą siłą ulega ono niszczeniu, a bohaterowie, jeśli już uda im się zostać przy życiu, pozbawieni zostają złudzeń.
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • PZSZach, Szachy • Szachy, Magazyn Szachista • Strony internetowe, druk, dtp