| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Fotografie codzienności - Włodzimierza Krzemińskiego(599 słów w tym tekście) (1236 ) 
Źródło: kwartalnik fotografia;11/2003
Autor: Zbigniew Tomaszczuk
W 1959 roku ukazała się we Francji książka szwajcarskiego fotografa zamieszkałego w USA, Roberta Franka pt. „Amerykanie”. Zawierała fotografie, które powstały podczas podróży autora po kraju. Dla ścisłości – podróży zafundowanej przez Fundację Guggenheima, jako że był to projekt stypendialny tej instytucji. Dlaczego książka, która była efektem tego stypendium zawierająca fotograficzny obraz społeczeństwa amerykańskiego miała swoje prawydanie w Europie, a nie w Stanach Zjednoczonych?
Ano dlatego, że zdjęcia te burzyły stereotyp kraju powszechnej szczęśliwości i tym samym spotkały się z krytyką po opublikowaniu części materiału w 1958 w czasopiśmie „U.S. Camera”. Motywy, które wybierał Frank stały w opozycji do tradycji amerykańskiej fotografii krajobrazowej i dokumentalnej. W swoich zdjęciach podkreślał wielokulturowość i różnorodność amerykańskiego społeczeństwa, ale również samotność człowieka i codzienną banalność. Ten sposób fotografowania oparty był na koncepcji zdjęć, które pozornie mogą powstać wszędzie, a autorem ich, tak na dobrą sprawę, może być każdy. Wydarzenia nie przedstawiały jakiegoś kulminacyjnego momentu, a kadrowanie jakie preferował, opierało się na jakby przypadkowym kawałkowaniu widzianej rzeczywistości. Dość wcześnie doceniono jednak również i w Stanach Zjednoczonych przełomowy styl jego estetyki, który przyjęło się nazywać stylem „nie decydujących momentów”(1) w opozycji do prac spod znaku reportażowej fotografii Henri Cartier--Bressona. Ekspresyjny styl fotografii Roberta Franka można odszukać u wielu współczesnych fotografów, jak chociażby fotografów ulicznych, do których zaliczyć można: Lee Friedlandera, Garego Winogranda, Raya Metzkera czy Toda Papageorga.
Wstęp ten był mi potrzebny do określenia kontekstu twórczości Włodzimierza Krzemińskiego. Przy czym, chciałbym skupić się na jego zdjęciach czarno-białych, które wykonywał w latach 80. W swoich wypowiedziach Krzemiński często powołuje się na duchową łączność z fotografiami Roberta Franka. I to widać. Podobnie jak u Franka na wielu jego zdjęciach kompozycja w pierwszej chwili wydaje się być przypadkowa. W istocie jednak koncentruje ona naszą uwagę na tym, co niejako próbuje wyzwolić się z obiektywności fotografii, emanując jak w przypadku scen rozgrywających się na ulicy, surrealistyczną wizją. Ulica staje się teatralną sceną, na której rozgrywa się nie tyle dramat życia, co jego abstrakcyjna wizualizacja. Pojawiający się na ścianie muru cień jest bardziej ekspresyjny od grupowej sceny w oknie. Nieodparcie nasuwają się tu skojarzenia z cyklem prac Vladimíra Birgusa pt. „Coś niewysłowionego”. Obydwaj opierają swoje widzenie świata na fotograficznej roli kadru.
Sam tytuł realizowanego od lat (ostatnio w kolorze) cyklu prac Birgusa zwraca naszą uwagę na autonomiczne cechy obrazu fotograficznego, które nie dają się opisać słowami, ponieważ tworzą własną rzeczywistość. Rzeczywistość fotograficzną, odległą od otaczającej nas rzeczywistości fizycznej. W przeciwieństwie jednak do czysto wizualnych działań w przypadku fotografów zajmujących się specyficznie fotogeniczną stroną tego medium, w przypadku omawianych przeze mnie autorów, fotografie ich mają właściwości narracyjne. Tyle tylko, że nie przedstawiają gotowych opowieści, a tylko sugerują jakąś historię i od widza i jego wizualnej wrażliwości zależy sposób jej odczytywania. Podobne podejście można zauważyć również w prezentowanych w niniejszym numerze „Kwartalnika Fotografia” pracach słowackiego fotografa Martina Kollára. Jest to więc kontynuacja całej tradycji dokumentalnego podejścia do fotografii, w którym subiektywność widzenia walczy z powodzeniem z prostą rejestracją. Oczywiście dokumentalne funkcje fotografii widoczne np. na fotografii Włodzimierza Krzemińskiego, przypominającej nam jak wyglądał słynny saturator na polskich ulicach, są bardzo istotne. Tyle tylko, że obraz ten nie byłby tak interesujący, gdyby nie tajemnicza postać przemykająca chyłkiem w prawym górnym rogu zdjęcia, która to postać nadaje tej fotografii specyficznego wizualnego znaczenia. Właśnie takiego, które pozwala odbierać zdjęcia Krzemińskiego i podobnych mu fotografów w kategoriach obrazów nasyconych swoistą wizualną energią.
1 Określenie V. Birgusa w katalogu jego wystawy indywidualnej
Włodzimierz Krzemiński (1953), członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Wystąpienia indywidualne i udział w wielu wystawach zbiorowych. Zajmuje się również zawodową fotografią studyjną. Omawiane prace stanowią część cyklu prezentowanego w Klubie Muza w Warszawie w dniach 1-14.04.2003 |
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|