Witamy w Szkola Reklamy, WSR
  » Strona główna / » ADRES + TELEFONY / » REKRUTACJA / » Forum / » Artykuły / » Szkoła Wizażu
 Nawigacja
Strona główna
Kontakt
 » O SZKOLE
Program
Ludzie
Struktura
Wyposażenie
Partnerzy i Patroni
Więcej o szkole
 » PRACE SŁUCHACZY
Galeria WSR
Strony słuchaczy
Fotolab
Galeria Witraże
Dorobek
 » RÓŻNOŚCI
Encyklopedie
Linki
 » SPOŁECZNOŚĆ
Twoje konto
Wyślij newsa
Uwagi/Sugestie
Poleć nas
 Szukaj


 Logowanie
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.

Świat obok - o fotografii Patrycji Orzechowskiej

(905 słów w tym tekście)
(1311 )   Strona gotowa do druku



Źródło: kwartalnik Fotografia;13/2003

Autor: Emilia Orzechowska


I. „Zdjęcia. Popaść w stan nieświadomości, zarazem wzmożonej ciekawości, a mimo wszystko – przewidywać." Robert Bresson

Wielokrotnie obserwuję Patrycję podczas pracy i zawsze zastanawia mnie jej niesamowita zdolność snucia opowieści o życiu obrazów, życiu w obrazach, życiu za pomocą obrazów... Patrząc na klatki świeżo wywołanego negatywu, nigdy nie wiem, czy widzi na nich (tylko) fotograficzny zapis rzeczywistości czy też (po)widok (jeszcze) nieistniejący, który dopiero w ciemni powoła do życia. Oglądając magiczne Nieme plakaty (2000), czy też kameralne mikro-inscenizacje w Pejzażach neosurrealistycznych (1999) tak bardzo chciałabym, żeby ich świat zaczął się poruszać, aby stał się scenografią do filmu animowanego, w którym kopczyk piasku zagrałby czarodziejską górę, wąż ogrodowy niebezpiecznego gada, a kaktus egzotyczną palmę.

Wprowadzić w ruch to, co nieruchome i tak jak w filmie rysunkowym stworzyć wszystko samemu, wykreować świat, który nigdy i nigdzie nie istniał. To właśnie film animowany, na równi z fotografią, daje możliwość bezpośredniego wyrażania swojej indywidualności, „samotny” artysta może absolutnie dowolnie kształtować swoją wizję przestrzeni, czasu i przedmiotów w nich „zanurzonych”. Animacja jest jedyną formą sztuki filmowej, o której można powiedzieć, że jest w pełni kreacyjna i autonomiczna, a autorzy filmów animowanych są Demiurgami, stwarzającymi swój świat od początku do końca. Świat, który rządzi się własnymi prawami i zasadami znanymi tylko jego (s)twórcy.

Paradoksalna wyobraźnia, zabawa abstrakcyjnym językiem prowadzą do „zmyślania” rzeczywistości, postaci, otoczenia, aury...., wszystkiego tego, co później widz zobaczy na ekranie i co sprawi, że zachwyci go ten „świat obok”.

Myśląc o fotografiach Patrycji nasuwa mi się jeszcze jedno kinowe skojarzenie związane ze współczesnym niemieckim reżyserem – Wimem Wendersem. Autor ten, począwszy już od swych pierwszych filmów, konsekwentnie uprawia filmową refleksję nad obrazami końca wieku i „maszynami widzenia” (jak je określa Paul Virilio), które powołują je do istnienia. W jego filmach bohaterowie na ogół fotografują albo są fotografowani, towarzyszy im wszechogarniające widzenie i podglądanie, totalny monitoring. Tytułowa bohaterka jego filmu Alicja w miastach (1974) robiąc kolejne zdjęcia amerykańskich krajobrazów, nieustannie doświadcza frustracji, że „nigdy nie wychodzi to, co widziało się naprawdę”. Podobnie jest z dziełami Patrycji, najpierw fotografuje realny widok sprzed aparatu, a dopiero później, po ciemku, po omacku „sekunduje” w pojedynku pomiędzy prawdziwym a wyśnionym. Właśnie w późniejszym filmie – Aż na koniec świata (1991), Wenders ukazał jeden z wariantów takiej walki widzialnego z niewidzialnym, paradoksalnej logiki obrazów jaką była Maszyna Rejestrująca Sny. Gdyby „naukowa fikcja na temat przyszłego obchodzenia się z obrazami” (Wim Wenders) okazała się być prawdziwą i gdyby można było sfilmować sen, Patrycji prace stałyby się wizualnymi dokumentami jej nocnych podróży do podświadomości. A chwilę przebudzenia, jakże nieraz frustrująca, gdy w ułamku sekundy zapominamy co nam się przyśniło, można byłoby zamienić na moment wyzwolenia migawki.

II "Jeśli chodzi o wyobrażenie, Fotografia (...) stanowi tę bardzo subtelną chwilę, gdy – prawdę mówiąc – nie jestem ani podmiotem, ani przedmiotem, ale raczej podmiotem, który czuje, że staje się przedmiotem. Przeżywam wtedy mikrodoświadczenie śmierci (ujęcie w nawias): naprawdę staję się zjawą.”
Roland Barthes


W ciągu całego naszego życia wielokrotnie stajemy przed albo za obiektywem aparatu fotograficznego, chcąc zatrzymać chwilę, zamknąć ją w klatce i ocalić od mechanizmu zapominania. Patrycja bardzo często obserwuje mnie przez swoją kamerę, każe przybierać różne pozy i gesty. Dziwne to uczucie widzieć siebie samego, inaczej niż w lustrze. Roland Barthes określa to, jako „pojawienie się mnie samego, jako kogoś innego”. Stwarzam sobie inne ciało, i tak jak w śnie, z góry przemieniam się w inny obraz.

Oglądając najnowsze prace Patrycji, z cyklu Fantomy (2002/2003) pierwiastki oniryczności i tajemniczości są jeszcze mocniej w nich obecne. Stosując nową, autorską technikę „lunatypii”, udało jej się dokonać zapisu rzeczywistej energii, aury, która unosi się wokół przedmiotów, postaci i miejsc. Widząc siebie na tych zdjęciach zadaję sobie pytanie, czy to jeszcze jestem ja, czy to tylko mgliste wspomnienie mojego ciała? Podobnie jest, gdy przyśni mi się ktoś znajomy, choć to nigdy nie jest dokładnie ta osoba lub na przykład wiem, że to jest ona, ale nie widzę jej rysów „(ale czy we śnie widzi się, czy się wie?). Śnię o niej ale jej nie śnię” (R. Barthes).

Bardzo często zastanawiam się nad tym fenomenem „świata obok”, świata fotografii, który rządzi się odrębnymi prawami, ma swój własny byt, który w niewielkim tylko stopniu koresponduje ze znanym nam światem rzeczywistym. Odnalazłam odpowiedź na moją zagadkę, w tekście Moje życie fotografa autorstwa Nadara sprzed ponad wieku: „Zgodnie z teorią Balzaca wszystkie ciała fizyczne składają się z warstw obrazów przypominających duchy, nieskończonej ilości naskórków podobnych liściom, ułożonych jeden na drugim (...). Za każdym razem, gdy jesteśmy fotografowani jedna z tych warstw zostaje nam odebrana i przeniesiona na materiał światłoczuły”. Robimy się coraz bardziej przezroczyści, aż w końcu nie zostaje z nas nic, dlatego trzeba dać się sfotografować, aby chociaż pojedyncza warstewka naszego Ja, nasz Fantom pozostał na znak naszego istnienia, zawieszony gdzieś w czasie, pomiędzy przeszłym a przyszłym życiem.
W wspomnianym już filmie Wendersa – Alicja w miastach fotograf Philip Winter stwierdza, że „żaden obraz nie zostawia człowieka w spokoju, wszystkie czegoś od niego chcą”. Podobnie jest ze zdjęciami Patrycji, wciąż domagają się, by na nie patrzono i interpretowano. Zachęcają do nieustannego poddawania się ich nastrojowi i ulotnej wrażeniowości.

Bibliografia:
Barthes R. Światło obrazu. Uwagi o fotografii. Warszawa 1996
Bresson R. Notatki o kinematografie (fragmenty) [w:] Gwóźdź A. Europejskie manifesty kina. Antologia.
Warszawa 2002
Dwulit A. Kanapa, ciało i czas [w:] KWARTALNIK FOTOGRAFIA nr 10/2002
Gwóźdź A. Aż na koniec kina. O filmach Wima Wendersa [w:] KINO nr 9/2000
Emilia Orzechowska (1979) studentka V roku filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Kinem zajmuje się nie tylko teoretycznie, laureatka międzynarodowych konkursów filmowych.
  

[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ]
© 2000.06.12-2008 Legion | powered by PHP Nuke
Przyjaciele: • PZSZach, Szachy • Strony internetowe, druk, dtp • Szachy, Magazyn Szachista