| Logowanie | | Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów. |
|  |  |  |
Hamulce rozwoju Internetu, część 1(1476 słów w tym tekście) (1204 ) 
Źródło: www.e-marketing.pl Opracowanie: Mariusz Fiałkarski
Ostatnie miesiące przyniosły gwałtowny nawet jak na polskie warunki wzrost użytkowników Internetu. NASK informuje o zwiększonej ilości rejestrowanych domen. Media coraz częściej poruszają tematy związane z siecią. Stacje radiowe, telewizyjne, prasa codzienna, tygodniki, magazyny, wszyscy zamieszczają choć jeden artykuł czy audycję związaną tematycznie z Internetem. Słowem szum, wielki szum. Czy to już burza, czy tylko pierwszy zefirek? Polski Internet próbuje zerwać hamujące jego rozwój więzy, one jednak mocno jeszcze trzymają.
Mówienie o Internecie stało się modne. Ten, kto jeszcze nie jest "podłączony" staje się obiektem drwin, przestaje być poważnie traktowany. Obecnie przyznanie się do braku znajomości choć podstaw funkcjonowania sieci web nieuchronnie prowadzi do odrzucenia. Każdy z Was Drodzy Czytelnicy choć raz widział jedną z reklam produktu X, gdzie kibic ubrany w czerwony strój wstając krzyczy gol, gogogogol!! po czym przestaje widząc groźne spojrzenia kibiców w żółtych barwach, którzy go otaczają. Tak, presja większości to przytłaczająca siła.
Społeczność Internetowa rośnie, przybywa firmowych witryn. W wielu przypadkach robimy to pośpiesznie, pod wpływem ogólnej wrzawy, która mówi - wsiadaj!, jedź!, już - teraz! Tak, ale dokąd, jakim torem? Obawiam się, iż taki gwałtowny, pośpieszny rozwój przysporzy nam tylko kolejną falę znudzonych, zawiedzionych malkontentów, którzy szukali w naszym młodym jeszcze Internecie łatwego życia, szybkiej reakcji, zwrotu inwestycji.
To właśnie jest jeden z podstawowych hamulców polskiego Internetu, brak doświadczenia oraz utrudniony dostęp do wiedzy mogącej podnieść kwalifikacje. Kolejny to nasza mentalność. Lubujemy się w prowizorce. Brak wiedzy, doświadczenia tłumaczymy sobie wyższą koniecznością. Jakoś to będzie, mówi przysłowiowy Kowalski. Najważniejsze to iść do przodu. Internet rozwija się tak szybko, iż wydawnictwa nie nadążają z publikowaniem nowych, aktualnych tytułów. Uczelnie, szkoły, firmy zajmujące się szkoleniem kadr również pozostają w tyle. Naprawdę wartościowych publikacji i programów, które doczekały się rodzimej wersji językowej jest jak na lekarstwo. Nie każdy jest w stanie pokonać barierę językową, jaką tworzą profesjonalne opracowania, w większości anglojęzyczne. Język Internetu jest trudny, mnóstwo w nim fachowej terminologii lub żargonowych określeń.
Mitologizacja Internetu, postrzeganie jego istoty jako coś nieskończenie idealnego to kolejny hamulec w rozwoju. Świat gospodarki podzielono na dwie części: stary - old economy i nowy - new economy. Do tego nowego oprócz Internetu zaczęto zaliczać m.in. telefonię komórkową, biotechnologię. Wszystkie podstawowe zasady ekonomii zaczęto traktować jak anachronizmy, wielu analityków wręcz poddało się i odeszło, pozamykali swoje biura, firmy. Niezliczona masa pieniądza, jaką bezustannie pompowano w wszelkie przedsięwzięcia mające cokolwiek wspólnego z Internetem spowodowała jeszcze większą eskalację wyidealizowanego pojęcia o Internecie. Ci, co pytali o zwrot inwestycji, byli traktowani jak trędowaci. Czasem słyszało się głosy, im więcej strat firma przynosi, tym większą wartość mają jej akcje! Inwestycje na dużą skalę, które w niedalekiej przyszłości mają przynieść zyski to powody strat, tak nam tłumaczono. Najwięksi analitycy rynku, firmy i ośrodki badawcze, zaczęli inwestować miliony dolarów w programy mające na celu poznanie zasad jakimi kieruje się new economy. W końcu przewartościowanie giełdowych spółek internetowych dało o sobie znać w postaci gwałtownego spadku ich kursów. Czy rynek wrócił do starych zasad ekonomii? Tak, jednak nie na długo. To co się działo, to kolejny raz spełnił się sen ludzkości o finansowym Eldorado. Ludzie marzą, zawsze to robili i będą robić. Marzenia o fortunie finansowej, to jedne z najczęstszych, jakie nam się trafiają. Kiedy na rynku pojawia się odpowiednia, nowa idea, a taką był sen o inwestowaniu w Internet, świat niby doświadczonych graczy zamienia się w grupę niepoprawnych optymistów.
No i stało się! Spadki akcji, potem pierwsze bankructwa. To jak kubeł zimnej wody. Jak to? Co się stało, że spółka Kropka.com zbankrutowała, przecież tak nie miało być. A niby dlaczego nie, jaki jest powód, aby spółki internetowe miały być wyjęte spod praw pieniądza, choćby i tego wirtualnego? Dopóki żyjemy w czasach, gdzie pieniądz rządzi światem, nie wolno nam ignorować jego siły i zasad jakie nam wyznacza. Nauka ta była bardzo przydatna nam wszystkim. Dziękujmy, iż jej nadejście przyszło już teraz a nie za rok lub jeszcze później.
Poza pozytywnym efektem takiej "szkoły życia" mamy jeszcze uboczne zjawisko w postaci silnej grupy zawiedzionych graczy, którzy teraz stali się wrogami Internetu. Będą oni głośno przestrzegać przed inwestowaniem w rozwiązania internetowe.
Nierzetelność, kiepska jakość obsługi czy nawet jej całkowity brak w handlu internetowym to kolejne hamulce rozwoju tego medium. Polski rynek sklepów internetowych nie jest jeszcze dostatecznie rozwinięty, brakuje doświadczenia, dostępu do tanich i pewnych rozwiązań, osiągalnych dla małych i średnich firm. Bardzo często na stronach forum dyskusyjnych czy grup USNETU można znaleźć wypowiedzi o nierzetelnym potraktowaniu klienta przez niektóre sklepy internetowe. Niezrealizowane zamówienia, brak odpowiedzi na reklamację, przesyłka z towarem innym niż zamówiony to niestety częste przypadki. Jedynym lekarstwem na te zjawiska wydaję się być taktyka unikania zakupów w sklepach mało znanych lub "wybieranie się na zakupy w internecie" poprzez katalogi sklepów czy tzw. dzielnice handlowe www.jarmark.unicom.pl, www.e-rynek.pl, www.rynek.yoyo.pl, zakupy.onet.pl), które prowadzą statystyki sklepów, rekomendacje, głosowania internautów. Bardzo cenna była np. inicjatywa portalu YoYo.pl, który przed umieszczeniem sklepu w swoim katalogu rynek.yoyo.pl dokonywał szczegółowej weryfikacji kandydata.
Nie można też zauważyć wyraźnej różnicy cen pomiędzy handlem tradycyjnym a internetowym na korzyść tego drugiego. Główne powody to brak sprawnej i taniej infrastruktury logistycznej. Opłaty za przesyłki są jeszcze na wysokim poziomie. Aby sklepy i hipermarkety internetowe mogły sprawnie funkcjonować potrzebne są centra logistyczne przystosowane do tego typu zleceń, gdzie opłaty za składowanie i ekspediowanie przesyłek będą na rozsądnym poziomie. Za oceanem nie ma praktycznie sklepu internetowego, który nie oferuje płatności kartą kredytową. Prawdę mówiąc, większość z nich nie przewiduje innego sposobu płatności. U nas, niestety, nie ma możliwości autoryzacji płatności kartą kredytową online. Ostatnio firma PolCard, centrum autoryzacji kart płatniczych, uruchomiła pilotażowy program autoryzacji online. Są też firmy, które oferują pośrednictwo w autoryzacji, dokonywane faktycznie poza granicami kraju. W obu przypadkach prowizje za takie transakcje skutecznie zabijają rozwój tej metody płatności. Są one obecnie oferowane na poziomie 5% lub więcej. Na tak wysoką prowizję mogą sobie pozwolić sklepy internetowe handlujące drogim, ekskluzywnym towarem. Pozostałe sklepy, które muszą wykazać się dużą konkurencyjnością w stosunku do handlu tradycyjnego nie mogą sobie pozwolić na ponoszenie tak wysokich kosztów transakcji, dla nich poziom 1% to wszystko, na co je stać.
Wszechobecna korupcja to kolejny i chyba najgroźniejszy hamulec dla rozwoju polskiego Internetu. Transakcje zawierane online mają dwie podstawowe cechy, którymi są anonimowość oraz brak bezpośredniego kontaktu z sprzedającym. W znacznym stopniu uniemożliwiają one praktyki płacenia dodatkowych "prowizji" za złożone zamówienie.
Jak na ironię najbardziej swobodny i nieograniczony dostęp do internetu mają pracownicy firm z udziałem Skarbu Państwa oraz instytucji państwowych. Niestety podmioty te są zobowiązane dokonywać zakupy w głównej mierze poprzez instytucję przetargu. Dziś już nikt nie wierzy w "czystość" tej metody. Stało się już normą stwierdzenie, że aby wygrać przetarg nie trzeba być wcale najtańszym, wystarczy "odpalić największą dolę". Pozwólcie tym podmiotom na swobodny wybór dostawcy, a w wielu przypadkach oni wybiorą zakupy poprzez Internet.
Na koniec rozważań: konserwatyzm i lęk przed nowym. Kolejny segment rynku o znacznym jak na nasze warunki nasyceniu dostępu do Internetu to duże firmy. Jednak czy menedżerowi "poważnej" firmy wypada zaopatrywać swój dział w sklepie internetowym? Nie, jego duma nie pozwala na takie praktyki. Zdecydowanie lepiej prowadzić długie, ciągnące się w nieskończoność rokowania, negocjacje, a w końcu wybrać jedną z najgorszych firm, oferującą tylko tradycyjne metody zaopatrzenia. Jak często słyszałem wytłumaczenia tych "niby" menedżerów: "Wprowadzenie takiego systemu zaopatrzenia to dla firmy zbyt duże koszty." Trzeba zbyt wiele zmieniać, ponadto skala oszczędności zbyt mała, aby warto było. Jak to? Jeżeli oszczędzamy, to na każdym polu. Dziś jest to mały fragment, jutro już większy a za rok może uzbierać się całkiem pokaźna suma. Zdumiewające, jak w dużych firmach łatwo zatraca się poczucie zdrowego rozsądku, jak górę biorą własne ambicje a niegospodarność tłumaczy się pojęciem "zasad ekonomii" dużego organizmu.
Z kolei w małych i średnich firmach wszechobecny jest syndrom "kłódki na modem". Pracodawcy oczywiście pozwolili sobie na "podłączenie do Internetu", jednak dla pracowników jest to dalej owoc zakazany. Tłumaczy się to wysokimi kosztami połączeń oraz marnowaniem cennych godzin pracy na bezowocne surfowanie po stronach www. Czy kilkaset złotych na miesiąc to taki wielki koszt nawet dla małej firmy? Niejednokrotnie poprzez własną bezmyślność pracodawcy tracą znacznie większe kwoty. Stracone godziny pracy, fakt na początku, przez pierwsze dni ilość godzin spędzonych przed monitorem może wprowadzić zakłopotanie u pracodawcy, jednak z czasem wszystko wróci do normy. Natomiast obawa o niewykorzystane godziny jest w znaczniej mierze nieuzasadniona. Znakomita większość pracowników i tak marnuje czas pracy. Jeżeli nie poprzez bezmyślne surfowanie to w jakikolwiek inny sposób, wszak naturalna słabość człowieka jaką jest lenistwo zawsze znajdzie ujście dla siebie.
Pozwalając pracownikom na dostęp do Internetu otwieramy im drogę do własnego rozwoju oraz rozwoju naszej firmy. Poprzez przepastne zasoby www mogą oni niejednokrotnie znaleźć cenne dla firmy informacje, porównanie z konkurencją. Możliwe jest także dotarcie do większego grona potencjalnych klientów. Ci najbardziej aktywni, ambitni w naszej firmie z pewnością prawidłowo i z pożytkiem dla firmy wykorzystają Internet. Pracownik mniej wartościowy, nie ważne z dostępem do Internetu czy bez, i tak niewiele wnosi do firmy, jedyne lekarstwo to zastąpienie go innym, bardziej wartościowym a nie zakładanie przysłowiowej "kłódki na modem". |
|
[ Powrót do Biblioteka - artykuły prasowe | Wykaz sekcji ] |
|
|