Nie palę, ale...(346 słów w tym tekście) (1985 ) 
dziennik "NOWOŚCI", WRZESIEŃ 1999
autor: Andrzej Churski
Kiedyś trochę paliłem, ale dawno. Nie było wówczas reklam papierosów, więc początkujący palacz zdany byt na metodę prób i błędów. Jeśli po dwóch petach organizm nie reagował torsjami, znaczyło to, że są w sam raz. A "sportów", które królowały na rynku, w ogóle nie trzeba było reklamować: były najtańsze. W tych niereklamowych czasach Polacy palili bardzo dużo. Pewnie więcej niż teraz.
Kategoryczny zakaz reklamy papierosów z Jednej strony cieszy, bo politycy w jakiejś sprawie okazali się jednogłośni. Z drugiej strony budzi Jednak pewne wątpliwości. Ze słusznych powodów rezygnuje się z obecności na rynku ogromnych pieniędzy. Nie martwię się przy tym o rynek reklamy - da. sobie radę. Martwię się, bo można było spróbować skierować te pieniądze w jakieś miejsce zarazem mało wrażliwe (na powstawanie nałogów) i bardzo niedoinwestowane. Takim miejscem jest dziś w Polsce tzw. wysoka kultura (oczywiście ta dla dorosłych).
Nie mam cienia wątpliwości, że prawnicy koncernów tytoniowych znajdą w nowej ustawie jakieś luki i będą realizować swoje cele z podwójną stratą: będzie cierpiało prawo, które w Polsce 'jest i bez tego wystarczająco lekceważone i nie będzie z tego żadnych społecznych pożytków. Ogromne pieniądze przejdą przez rynek bokiem.
Dopuszczenie sponsorowania imprez kulturalnych dla dorosłych byłoby oczywiście wyjątkiem, który psułby legislacyjną czystość i elegancję przepisu. Ale przepis będzie łamany, a dla wielu dziedzin polskiej kultury tytoniowe pieniądze byłyby niczym krew ratująca życie. Tylko na reklamę prasową producenci papierosów wydali w ostatnim roku ponad 50 min złotych. Legalna, obwarowana rozsą-dnymi zastrzeżeniami możli-wość sponsorowania wystaw, czy przedstawień teatralnych spowodowałaby, że pieniądze te byłyby wydane z pożytkiem, a zarazem bez specjalnej szkody. Mało Jest bowiem dorosłych, którzy rzuciliby się na papierosy z powodu logo firmy tytoniowej umieszczonego nad rzeźbami czy obrazami.
Istnieje oczywiście takie ryzyko, że niektóre marki, kojarzone ze snobistyczną rozrywką stałyby się towarem bardziej pożądanym. Byłyby też problemy z realizacją edukacyjnych zadań placówek kultury, z wycieczkami szkolny-mi itp. Dlatego nie mam złudzeń co do tego, że mogłoby to być możliwe. Ale czy nie można pomarzyć? Także o tym, że prawnicy sejmowi mogliby okazać się choć raz. sprytniejsi od prawników wielkich koncernów? |